Klasyka PSX-a: Winning Eleven, ISS Pro Evolution, Pro Evolution Soccer – bo piłka nożna to coś więcej niż tylko sport

Felieton/Gry 08.06.2013
Klasyka PSX-a: Winning Eleven, ISS Pro Evolution, Pro Evolution Soccer – bo piłka nożna to coś więcej niż tylko sport

Dzisiaj już ostatnia część cyklu Klasyka PSX-a, przynajmniej w moim wykonaniu, na łamach Spider’s Web, w którym pozwoliłem sobie na podróż do czasów, w których człowiek był jeszcze piękny i młody. Z młodością, a tym bardziej z dzieciństwem bez wątpienia zawsze wiązać się będzie piłka nożna, zarówna ta kopana na podwórku, trawnikach, osiedlowych boiskach, jak i na konsoli PlayStation. Żadne zestawienie mówiące o grach na konsole od Sony nie może się obyć bez serii gier piłkarskich od Konami – mowa oczywiście o Winning Eleven, ISS Pro Evolution i Pro Evolution Soccer.

Na przełomie wieku tym, co zaprzątało mi głowę, prócz szkolnych obowiazków ;), bez wątpienia była piłka nożna. Zapewne każdy z Was pamięta swoich idoli z dzieciństwa, których mecze obserwował na ekranie telewizora. Następnego dnia każdy chłopak chciał być na boisku kolejnym Ronaldo, Rivaldo, Maldinim, Beckhamem, Zidanem czy inną gwiazdą ze światowych czy polskich boisk. Świat kręcił się wtedy wokół tego, jak znaleźć czas, by iść szybko po szkole z kolegami pograć na boisku. Jednak w pewnym momencie pojawiło się coś, co dało nam możliwość wcielenia się w piłkarskich idoli. Pojawienie się konsoli PlayStation u kogoś w domu było nie lada wydarzeniem. Tym bardziej, gdy umożliwiała ona wcielenie się w gwiazdy piłki nożnej.

ISS_Pro_Evolution_2

Zanim wyszło się na piłkę, to obowiązkowo trzeba było wcielić się Bekhama czy inną gwiazdę. Tak, w Bekhama, gdyż przez wiele lat Konami nie posiadało licencji od FIFA umożliwiających posługiwaniem się prawidłową pisownią nazwisk zawodników. To i tak nie przeszkodziło serii piłkarskich gier od Konami w zdobyciu ogromnej popularności. EA ze swoją FIFĄ szybko stała się czymś, w co o ile nie trzeba było, to się nie grało. Schematyczność rozgrywki i zbytnia sztuczność wyciekająca z ekranu telewizora skutecznie zniechęcała wszystkich do FIFY. Winning Elevelen, ISS Pro czy później Pro Evolution 2 to było coś, na co każdy ostrzył sobie zęby.

Najlepiej wspominam ISS Pro Evolution 2, które swoją europejską premierę miało w marcu 2001 roku. Oczywiście można było się w tym wydaniu zmierzyć w pojedynku ze swoim znajomym, zagrać mecz z komputerowym przeciwnikiem. Jednak, o ile nie było obok Ciebie „żywego zawodnika” to zapewne decydowałeś się na Master League, która byłą znacznie ciekawszym pomysłem niż rozgrywki prawdziwych lig obecne w serii gier FIFA.

ISS Pro Evolution może i nie zachwycała swoją oprawą graficzną, ale każdy kto grał w nią i w FIFĘ ten wie, gdzie leżała siła produkcji od Konami. Produkt pochodzący z Japonii posiadał duszę, potrafił uchwycić to, co w piłce jest najpiękniejsze – nieprzewidywalność i brak schematyczności. Przynajmniej gry od Konami czyniły to na tyle, na ile pozwalała konsola. Oczywiście można się zachwycać pięknem FIFY, podziwiać koronkowe akcje według kilku schematów. Jednak na dłuższą metę stanie się to tak samo nudne i zniechęcające jak mecze FC Barcelony. Nie można zawodnikom odmówić umiejętności i wysokiego poziomu, jednak w tym wszystkim czegoś brakuje – tego, co jest najbardziej ulotne. Dzięki temu dla mnie i dla wielu osób piłkarska seria od Konami spowodowała, że światowa stolica futbolu, przynajmniej tego elektronicznego, znajdowała się Japonii.

Przez lata rozegrałem w kolejne odsłony tej gry zapewne tysiące meczów. Mimo upływu lat, wciąż lubię spędzić czas przy poczciwym PSX-ie strzelając bramki idolami z dawnych lat. Dla wielu osób część tych nazwisk, w szczególności dla młodszego pokolenia, nie jest znana, ale dzięki ISS-osi czy PES-owi są one wciąż obecne w głowach graczy. W jednej chwili można się cofnąć do dawnych lat i przypomnieć sobie, jak to kiedyś było. Nie było wtedy ani lepiej ani gorzej, po prostu inaczej. Sentyment do PSX-a i gier, przy których spędzało się długie godziny jednak wciąż pozostał.

Piłkarska seria od Konami to klasyka w najczystszym tego słowa znaczeniu, dla której warto wciąż dbać o PSX-a i spędzić przy nim kolejny wieczór najlepiej w dobrym towarzystwie znajomych sprzed lat.

„Show must go on…”

Poprzednie wpisy z serii „Klasyka PSX-a”:
– Crash Bandicoot
– Gran Turismo
– Tekken
– Tony Hawk’s Pro Skater
– Twisted Metal
– Ace Combat
– Kula World

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement