Czy istnieje sposób na zatrzymanie fali agresji w sieci?

Czy istnieje sposób na zatrzymanie fali agresji w sieci?

Wpis ma charakter komercyjny.

Internet to istna wylęgania hejterów. Co zrobić, gdy sytuacja wymyka się spod kontroli? Może potrzebny jest nam „reset”?

W sytuacjach kryzysowych lub kwestiach spornych lubią nam puszczać nerwy. Unosimy wtedy głos i wykrzykujemy słowa, których normalnie byśmy nie wypowiedzieli. Jednak w realnym świecie są pewne granice. Przeważnie jest nią nasza twarz i obawa o to, aby rozmówca nie skorygował nam rozstawu oczu, nosa i szczęki.

Możliwość dostania w pysk jest niewątpliwie częstym czynnikiem, który hamuje nas przed zbytnim zapędzeniem się podczas wymiany poglądów.

atak agresja

W internecie jest inaczej. Tutaj naszą twarz broni monitor i kabel podpięty do routera. Kabel jest cieniutki, więc nie przeciśnie się przez niego rozpędzona pięść kontrrozmówcy. Jednak grubość kabelka pozwala na to, aby przecisnęło się przez niego wiele słów. Wyrazy łączą się w zdania, a te ociekają zazdrością, nienawiścią i bywają bardzo negatywnie nacechowane.

Niestety słowa też potrafią ranić. Oprócz słów internauci mogą wyśmiewać, opluwać i parodiować swoje ofiary. Czasem boli to bardziej niż cios pięścią.

Mimo że z przykładami takiego działania obcujemy na co dzień, a opisywane przez dziennikarzy oraz blogerów podobne sytuacje potrafią wzbudzić ogólną społeczną odrazę, potępienie i brak akceptacji, to chętnych do kolejnych wojenek nigdy nie brakuje.

Zabiję cie!

Zapewne doskonale pamiętacie eksperyment Grażyna, podczas którego kontrowersyjna pani wypowiadała się na przeróżne tematy, a wideo zapis jej przemyśleń trafiał na YouTube’a. Projekt celował w młodych odbiorców. Poruszane tematy dotyczyły często spraw uczniów, a sami pani Grażyna grała wredną nauczycielkę.

Grażyna Żarko

Efekt tej “zabawy” był taki, że pomysłodawcy przerwali eksperyment, gdyż zaczęto obawiać się o bezpieczeństwo aktorki. Uczniowie zachowali się skandalicznie i nie potrafili wejść z postacią Grażyny w merytoryczną dyskusję. Postanowili zaatakować. Pojawiły się setki agresywnie nacechowanych komentarzy oraz odpowiedzi wideo, w których internauci grozili aktorce śmiercią.

Po zakończeniu eksperymentu pani Grażyna się zdemaskowała i przedstawiono materiał podsumowujący tę całą mistyfikację. Odzew był ogromny. Internauci przepraszali aktorkę oraz ufundowali jej wczasy w ośrodku wypoczynkowym.

Niestety polski internet nie wyniósł z tej sprawy zbyt wiele. Na YouTube’ie nadal nie ma przyzwolenia i akceptacji na bycie innym. Naśmiewanie się z wokalistek amatorek, z młodych vlogerów i z każdego kto jest inny to standard. Widać agresja jest wciąż w nas.

Zabij się!

Ostatnio przeczytałem w Dzienniku Internautów o historii pewnej młodej Włoszki. Czternastoletnia Carolina Picchio popełniła samobójstwo po tym jak koledzy jej byłego chłopaka umieścili na Facebooku treści wideo, które ją ośmieszały i kompromitowały.

Dziewczyna nie mogła znieść wyśmiewania przez społeczność i doszła do wniosku, że śmierć jest jedynym sposobem na to, aby zakończyć ów problem.

Jej “koledzy” zapewne dostaną nauczkę do końca życia. Nie mówię tu tylko o odpowiedzialności karnej, ale również o pewnym kacu moralnym, z którym będą się musieli zmierzyć. To jednak Carolinie życia nie wróci.

Zabiłeś ich!

Dzisiaj rano czytałem krótki, ale całkiem konkretny w kontekście agresji w sieci wywiad. Redaktorka Onetu rozmawiała z Adamem Bieleckim, polskim himalaistą, który szczęśliwie wrócił z zimowej wyprawy na Broad Peak, podczas której zginęło dwóch jego kolegów.

adam bielecki

Adam po powrocie nie tylko musiał stawić czoła własnym myślom i uświadomieniu sobie, że zrobił dla swoich przyjaciół wszystko co było w jego mocy. Im się nie dało już pomóc. Bielecki wyjaśnia:

Niektórzy sądzą, że można komuś pomóc samą obecnością albo tym, że się założy rak, poda leki. Takie działania mogą jedynie zwiększyć komfort psychiczny umierającego. Nie uratują mu życia. Są – jeśli o to chodzi – bez znaczenia. Jeśli ktoś nie jest w stanie sam podać sobie leku czy założyć rak, to znaczy, że nie będzie w stanie iść przez wiele godzin, by dojść do obozu. Nie można mi stawiać zarzutu, że zostawiłem partnerów, których życie można było uratować.

Zimą w tak wysokich górach jest system zero-jedynkowy. Możesz iść i żyć. Albo możesz zostać i razem umrzecie. Zarówno ja, jak i Artur mamy poczucie, że dla chłopaków zrobiliśmy wszystko, co było w naszej mocy. Próbowałem jeszcze przed świtem wyjść z obozu, szedłem w ich kierunku. Ale uszedłem nie więcej niż kilkadziesiąt metrów. Chciałbym mieć siłę, żeby pójść ich szukać następnego dnia. Ale i wtedy nie byłem w stanie tego zrobić. Taką próbę podjął Artur i też zawrócił. Naprawdę nie było możliwości. Żałuję, że nie byłem w stanie zrobić więcej.

Adam po powrocie do Polski wrócił do normalnych zajęć. Widuje się z ludźmi, pracuje, prowadzi prelekcje i spotyka się ze zrozumieniem wśród osób z którymi obcuje. Jednak w internecie jest inaczej. Osoby postronne podejrzewają, że mógł on przez przypadek przestroić telefon podczas schodzenia ze szczytu góry. Inni insynuują, że Adam specjalnie zakończył łączność z bazą, aby nie musiał czekać na resztę zespołu, która została w tyle i borykała się z problemami.

Strasznie to krzywdzące i przykre. Czy ktoś się zastanowił, jak ja to odbieram? Przecież nie jestem psychopatą, który nic nie czuje. To zastanawiające, że nigdy zarzutów nie słyszę wprost – jeżdżę przecież na prelekcje, nie zamknąłem się w domu, wychodzę do ludzi, opowiadam im o wyprawie (…) Mam poczucie, że żyję w rozdwojonej rzeczywistości: ci, którzy stają ze mną twarzą w twarz, nie stawiają mi zarzutów. Słyszę je za plecami, czytam na forach. Czuję, że powstał jakiś front przeciwko mnie. Nie bardzo mam nawet możliwość, żeby porozmawiać z moimi oponentami, bo oni są anonimowi.

Tak działa na nas internet. Nie od dziś wiadomo, że w Polsce mamy rzeszę internetowych specjalistów od gospodarki, ekonomii, finansów, lotnictwa, religioznawstwa, socjologii, psychologii oraz edukacji.

noc oczyszczenia

Uwielbiamy dyskutować i uwielbiamy się zapominać. Czytelnicy Spider’s Web zapewne nie raz widzieli w komentarzach, że Polacy potrafią pokłócić i obrażać się nawzajem wraz z rzuceniem klątwy na całą rodzinę do trzech pokoleń w każdą stronę o to… który mobilny system jest najlepszy na świecie.

A co powiecie na… reset?

Gdyby tak było jedno miejsce, jeden dzień, jedna noc kiedy można bezkarnie wygarnąć drugiej osobie co się o niej myśli? Bez ponoszenia konsekwencji. Bez sądu za znieważenie, obrazę czy groźby karalne?

Taki dzień oczyszczenia.. czy to ma rację bytu? W sieci chyba nie wypali. Zresztą podobne pomysły już się pojawiły i nie widzę aby odnosiły spektakularne sukcesy. Jakiś czas temu wystartował serwis wyrzuc.pl. Witryna ma służyć właśnie do wyrzucenia frustracji. Do wykrzyczenia na całe gardło tego co nam leży na sercu, co nas irytuje, denerwuje i… wkurza.

Niestety taka forma jest raczej skazana na porażkę. Bo kto chciałby marudzić w miejscu gdzie się tylko jęczy i narzeka? To jak próba bycia oryginalnym w zakładzie psychiatrycznym. Nie da się. Jakbyśmy przecież nie kombinowali to i tak sąsiad Napoleon i sąsiadka udająca Faraona będą mieli przewagę.

Dlatego nad agresją w sieci ciężko jest zapanować. Ona lubi się rozprzestrzeniać po wszystkich forach, sieciach społecznościowych i stronach z komentarzami. Próba wydzielenia getta dla awanturników nie wypali. Tak samo jak próba stworzenia takiego dnia oczyszczenia.

A w realu? Tu jest inaczej. Ludzie mogliby się zachowywać w inny sposób wiedząc, że raz w roku może do nich wpaść wkurzony sąsiad i wyrównać rachunki.

Źródło drugiej grafiki: sxc.hu

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement