CEO Groovesharka: Jestem spłukany! Serwis próbuje powstać z popiołów

Felieton/Technologie 06.05.2013
CEO Groovesharka: Jestem spłukany! Serwis próbuje powstać z popiołów

Historia Sama Tarantino, współzałożyciela i CEO serwisu Grooveshark, nadaje się na sporej długości film. Byłby on pełen zwrotów akcji i dramatycznych wydarzeń. Nie brakowałoby w nim także wytrwałości, poświęceń i nadziei na przyszłość. Serwis muzyczny, który niemalże został zmieciony z powierzchni ziemi, właśnie próbuje powstać niczym feniks z popiołów.

Film zacząłby się nieco sztampowo, jak wiele romantycznych historii. Trójka studentów Uniwersytetu Floryda wpada w 2006 roku na genialny pomysł – stworzą serwis muzyczny. Ludzie będą płacić niewielkie sumy za to, że w łatwy i przyjemny sposób będą mogli słuchać ulubionej muzyki. Pomysł, jak na tamte czasy, wydawał się genialny w swojej prostocie. Jeden z twórców – Sam Tarantino – zostanie prezesem założonej spółki o nazwie Escape Media Group Inc. Z takim nazwiskiem po prostu musi się udać!

Młodzieńcy usilnie pracują nad swoim pomysłem aż w 2007 roku ich dziecko przychodzi na świat. Serwis otrzymuje nazwę Grooveshark, ponieważ korzysta z sieci P2P o nazwie Sharkbyte. Użytkownicy wydają się być zachwyceni. Po zaledwie 2 latach serwis otrzymuje prawie milion dolarów od funduszu kapitału zalążkowego. Wszystko idzie w dobrym kierunku. Grooveshark cały czas się rozwija. W końcu przerzuca się na tzw. model freemium, dzięki czemu osiąga około 30 milionów użytkowników i zatrudnia prawie 150 osób.

Sielanka nie trwa wiecznie. Pierwszy cios przychodzi ze strony Apple i Google, które blokują aplikację Groovesharka zarówno w wersji na iOS-a, jak i Androida. To jednak nie zniechęca Tarantino. Powstaje player HTML5, który może i nie jest idealny, ale chociaż częściowo rozwiązuje problem. Lepsze to niż nic.

Ale to nie koniec problemów. Te dopiero mają przyjść. W styczniu 2012 roku Universal Music Group wytacza Escape Media Group proces o łamanie praw autorskich. Szybko przyłączają się kolejni – Sony Music, Warner Music Group oraz EMI Music Publishing. Grooveshark ma na karku cztery największe wytwórnie muzyczne na świecie. Liczba użytkowników praktycznie z miesiąca na miesiąc spada z 30 do 12 milionów. Tak przynajmniej twierdzi CEO firmy. Ze 145 zatrudnionych osób zostaje zaledwie 60. Część zostaje zwolniona, a część odchodzi sama. Wydaje się, że to smutny koniec. Porażka. Marzenia legły w gruzach. Nie ma już czego zbierać. A to wszystko wina modelu, w którym to użytkownicy wrzucają piosenki na serwer i to na nich spoczywa odpowiedzialność za ewentualne łamanie spraw autorskich.

grooveshark2

Jednak w połowie 2012 roku serwis wygrywa sprawę sądową i próbuje powstać ze zmarłych. Tarantino skupia się na obniżeniu kosztów. Grooveshark jest podłączony do respiratora. Jest w stanie krytycznym, ale żyje. Niestety konkurencja jest dużo większa, niż w 2007 czy nawet 2009 roku. Świetnie radzą sobie Spotify, Deezer oraz Pandora. Apple już rządzi w sprzedaży muzyki, a na rynek chcą jeszcze wejść Google i Amazon.

Jestem spłukany – żali się Tarantino w wywiadzie dla Mashable. – Zarabiam 60 tysięcy dolarów rocznie i aktualnie staram się o to, żeby obniżyć swój czynsz. Nikt z nas nie zarabia zbyt wiele.

I tutaj film mógłby się skończyć. Reżyser pozostawiłbym niedopowiedzianą historię o ambitnych, młodych ludziach, którzy zostali niemal zniszczeni przez wielkie i bezduszne korporacje, ale nie poddali się i walczyli dalej. Wygrali wielką bitwę i zamierzają też wygrać całą wojnę. Ale prawda jest taka, że przed Groovesharkiem malują się bardzo ciężkie czasy.

Powodów jest kilka. Przede wszystkim, doskonale poczynają sobie konkurenci. Zadomowili się w swojej części rynku i nie mają zamiaru jej oddać. Po drugie, Grooveshark cały czas budzi wątpliwości, co do swojej legalności. Ludzie nie wiedzą, czy utwory Metallicy, Papa Roach czy nawet Britney Spears zostały tam dodane w zgodzie z literą prawa. A wierzę w to, że wszyscy, na całym świecie, stajemy się coraz bardziej świadomymi konsumentami i coraz mniej chcemy mieć do czynienia z podejrzanymi serwisami.

Nie sądzę także, aby Apple i Google nagle zmieniły swoje podejście i pozwoliły na wrzucenie do ich sklepów mobilnych aplikacji Groovesharka. Nie ma co się oszukiwać – to w dzisiejszych czasach dość ważna sprawa. Wcześniej wspominany program HTML5 tylko w znikomym stopniu rozwiązuje problem. No i cały czas nie wiemy, czy to już koniec sądowych sporów. Nokautujący cios może przyjść znienacka.

Tarantino mógłby ustrzec się kolejnych kłopotów, gdyby zmienił ogólne założenie serwisu. Dysponuje przecież ogromną bazą, cały zapleczem i wszystkim innym, co jest potrzebne do stworzenia kolejnego klona Spotify lub Deezera. Wystarczyłoby tylko dogadać się wytwórniami (co akurat może być dość trudne) i po sprawie. Marka Grooveshark jest przecież dobrze znana, więc istnieje szansa, że spora część użytkowników zostałaby przy serwisie, do którego się przyzwyczaili. Nie sądzę jednak, żeby kiedykolwiek wchodziło to w grę. Dlatego też uważam, że serwis – pomimo upartości i wytrwałości twórców – czeka z czasem powolna śmierć. Sam, pisząc ten tekst, słucham muzyki przy pomocy innej strony internetowej, chociaż do niedawna codziennie w adres wyszukiwarki wpisywałem www.grooveshark.com.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement