Poślubić ogniskową, czyli elitarne kompakty nie dla każdego

Artykuł/Foto 24.04.2013
Poślubić ogniskową, czyli elitarne kompakty nie dla każdego

Kilka dni temu firma Ricoh będąca częścią koncernu Pentax zaprezentowała światu nowy kompakt Ricoh GR. Jest to aparat niezwykły, który dołącza do elitarnej garstki aparatów, o istnieniu których przeciętny zjadacz chleba być może nie ma pojęcia…

Swego czasu opisałem Wam już lustrzanki, bezlusterkowce jak i zwykle aparaty kompaktowe. Premiera Ricoha GR jest dobrą okazja żeby przybliżyć kolejny typ aparatu, który od jakiegoś czasu zaczyna się coraz wyraźniej formować na przepełnionym rynku foto. Mowa o zaawansowanych kompaktach z dużymi matrycami. Mimo przynależności do klasy kompaktów są to aparaty które mają niewiele wspólnego ze zwykłymi „małpkami”. Są one skierowane do doświadczonego i świadomego fotografa z bagażem doświadczeń, który ma jasno ukierunkowane potrzeby.

Nie dla amatorów

Ten typ aparatu wyróżnia się matrycą identyczną jak w lustrzance, a co za tym idzie jakością zdjęć rodem z aparatów DSLR. Jest to więc swoista forma bezlusterkowca – duża matryca lustrzanki zamknięta w małym, kompaktowym korpusie. Tutaj jednak minimalizm i oszczędność formy sięgają jeszcze dalej niż w bezlusterkowcach. Kompakty te wyposażone są bowiem w jeden, niewymienny obiektyw, który na dodatek jest szkłem stałoogniskowym. Innymi słowy, wybrać taki aparat to jak poślubić jedną ogniskową – nie ma żadnych skoków w bok. Dlatego właśnie jest to konstrukcja dla osób świadomych, które wiedzą, że taki związek w ich przypadku zaowocuje dobrymi fotografiami. Dlaczego obiektyw stałoogniskowy, a nie zoom? Z dwóch powodów. W przypadku matrycy APS-C nawet najprostszy zoom jest stosunkowo duży, a poza tym każda stałka daje lepszą jakość, niż obiektyw zmiennoogniskowy. Idea tego aparatu to maksymalnie wysoka jakość w minimalnej obudowie. Porównałbym to do minimalizmu, jaki swego czasu wprowadziła do fotografii analogowej kultowa Leica.

Tego typu aparat jest propozycją dla fotografa, który już dawno zorientował się, że krzykliwy marketing producentów to tylko nadmuchany balon. Kolorowe reklamy przez lata mówiły użytkownikom, że „prawdziwy fotograf” powinien mieć dużą, nieporęczną lustrzankę, najlepiej z kompletem 135 obiektywów na każdą okazję. Jest jednak grupa osób, która potrafi wyjść poza te narzucone przez rynek ramy, i to właśnie do nich skierowane są kompakty z dużymi matrycami. Taki aparat to dla fotografa swoiste wyzwanie. Jeden stałoogniskowy obiektyw wymusza skupienie i szukanie kadrów, każe myśleć i widzieć poprzez daną ogniskową. A to oczywiście prowadzi do rozwoju i samodoskonalenia. Jest to zupełne przeciwieństwo wszystkomających kompaktów o kilkunastokrotnym zooomie, czy też lustrzanek z obiektywami pokroju 18-200 mm.

Stałoogniskowe kompakty to bardzo świeża dziedzina sprzętowa w fotografii. Do tej pory na rynku pojawiło się dosłownie kilka tego typu aparatów. Wszystkie zostały niezwykle ciepło przyjęte przez fotografów, otrzymały też wysokie noty w testach i bardzo dobre recenzje. Producenci zdają sobie sprawę, że są to konstrukcje przeznaczone dla bardzo wymagających osób, dlatego uważnie słuchają potrzeb fotografów i umieszczają w tych aparatach przemyślane i sprawdzone przez lata rozwiązania. Aparaty takie wyróżniają się doskonałą ergonomią obsługi, a także niezwykłymi osiągami. Zastosowanie niewymiennego, stałoogniskowego obiektywu pozwala idealnie zestroić szkło z matrycą, co zapewnia bardzo dobrą jakość zdjęć.  Z racji grupy docelowej, kompakty te nie należą do najtańszych. Aby nimi fotografować trzeba wydać kwotę rzędu ok. 4 tysięcy złotych, co wydaje się sporą sumą w kontekście aparatu kompaktowego z niewymienną optyką.

Leica X1 i X2

Leica X1

Pierwszym aparatem tej nowej generacji cyfrowych kompaktów była Leica X1, która zadebiutowała w 2009 roku. Duży sensor APS-C o rozdzielczości 12,9 megapiksela oraz stałoogniskowy obiektyw Leica Elmarit 24 mm f/2.8 połączone po raz pierwszy w jedną całość zamkniętą w małej obudowie rozbudziły wyobraźnię fotografów. Leica X1 swoim designem nawiązywała do analogowego modelu Leica 1 zaprezentowanego w 1925r. Nietypowo dla Leiki, model X1 został wyposażony w autofocus. Ponadto nie był wyposażony w wizjer, kadrowanie odbywało się za pomocą ekranu LCD umieszczonego na tylnej ściance aparatu, co u tego producenta mogło zakrawać o herezję. Korpus posiadał wbudowaną lampę błyskową. Zestaw przycisków i pokręteł był podobny do pozostałych modeli Leiki, co oznaczało bardzo dobrą ergonomię. W 2009 roku aparat ten był jedynym w swoim rodzaju i właściwie nie posiadał konkurencji. Jego następca, X2 z 2012 roku, musiał już zmagać się z pierwszymi konkurentami, w tym niezwykle udanym modelem Fuji X100.

Fuji X100 i jego następca, X100s

Fuji X100s

Wydaje mi się, że wraz z premierą Fuji X100 w 2011 roku nastąpił przełom. Oto Fuji, firma zasłużona, szanowana, ale jednak o wiele bardziej przyziemna niż latająca wysoko w chmurach Leica, wypuszcza swoją odpowiedź na Leicę X1. Fuji X100 zachwycał designem. Klasyczny wygląd z analogowych czasów, metalowa obudowa z elementami imitującymi skórę, zestaw pokręteł rodem z aparatów z lat sześćdziesiątych – to był strzał w dziesiątkę. W aparacie zastosowano cały szereg nowoczesnych technologii, z zaawansowanym hybrydowym wizjerem na czele. Wbudowany okular w zależności od potrzeb umożliwiał przełączanie się pomiędzy wizjerem optycznym, a cyfrowym. Fuji X100 wyposażone było w matrycę APS-C o rozdzielczości 12,3 megapiksela i obiektyw 23 mm f/2.0. Aparat wyposażony był w system autofocusa oparty o niezbyt szybką detekcję kontrastu.

Jego następca, czyli model X100s zaprezentowany w marcu tego roku, poprawił szybkość działania aparatu. Autofocus zyskał wsparcie detekcji fazowej, co przekłada się na szybsze ostrzenie. Ponadto Fuji bardzo rozwinęło możliwość manualnego ostrzenia, które działa bardzo podobnie do starych aparatów dalmierzowych, co zachwyciło fotograficznych purystów. Fuji pozostało przy obłędnym designie, poprawiło jednak za namową fotografów rozkład niektórych przycisków na korpusie. Poprawiono także zachowanie obiektywu na najwyższych przysłonach.

Sigma Merrill DP1, DP2 i DP3

Sigma DP1 DP2 Merrill

Sigma także produkuje własne aparaty z dużymi matrycami, chociaż pozostaje nieco na uboczu stawki, zwłaszcza w Polsce. Po średnio udanych modelach DP1 i DP2, Sigma wprowadziła ich poprawione wersje oznaczone jako Merrill, a także model DP3M. Sigma to obecnie jedyny producent, który daje użytkownikom do wyboru trzy aparaty, różniące się ogniskową wbudowanych obiektywów. Model DP1Merrill wyposażony jest w szerokokątny obiektyw 19 mm o światłosile f/2.8. Sigma DP2 M to standardowy obiektyw 30 mm f/2.0. Model DP3 M posiada obiektyw mogący uchodzić za portretówkę, o parametrach 50 mm f/2.8. To, co łączy te aparaty to znakomita matryca CMOS Foveon X3. Wyróżnia się ona trzema warstwami, z których każda rejestruje inny kolor składowy. W efekcie otrzymujemy ostrzejszy obraz o bogatym kolorze. Sigmy te nie zachwycają designem, a wystający mocno przed obudowę obiektyw wcale nie poprawia wyglądu.

Nikon A

Nikon A

Firma Nikon także niedawno pokazała kompakt s segmentu premium. Model A, bo o nim mowa, wyposażony jest w sensor CMOS o rozdzielczości 16,2 megapiksela i pozbawiony jest optycznego filtra dolnoprzepustowego, który ma za zadanie pozbawiać zdjęcia mory, ale z drugiej strony powoduje lekkie rozmycie zdjęć. Obiektyw to szerokokątne 18,5 mm ze światłem f/2.8. Na tle konkurentów aparat ten wyróżnia się zwartą i bardzo kompaktową obudową, nieróżniącą się właściwie od klasycznych kompaktów.

Ricoh GR

Ricoh GR

Ricoh ma bardzo długą tradycję w profesjonalnych kompaktach, sięgającą czasów analogowych. Kolejne wersje od GR I do GR IV były konstrukcjami bardzo przemyślanymi i popularnymi na świecie, zwłaszcza w Japonii. W Polsce pozostawały jednak pewną egzotyką. W piątym modelu serii GR producent zrezygnował z cyfrowego oznaczenia po nazwie. Po raz pierwszy także zastosował dużą matrycę APS-C, która w tym przypadku ma 16 megapikseli. Obiektyw aparatu ma ogniskową 18 mm i światłosiłę f/2.0, co czyni go o jedną działkę jaśniejszym od bezpośrednich konkurentów o zbliżonej ogniskowej spod szyldu Nikona i Sigmy. Dziewięciolistkowa przysłona na pewno spodoba się wszystkim fanom ładnego bokehu. Obiektyw ma także wbudowany neutralny filtr szary ND. Producent chwali się zastosowaniem rewelacyjnego autofocusu, chociaż jest on oparty jedynie o detekcję kontrastu. Testy pokażą jak aparat radzi sobie w boju.

Sony RX1

Sony RX1

Na koniec zostawiłem niekwestionowanego lidera nowego segmentu zaawansowanych kompaktów. Model, który wyprzedza konkurencję o całą długość. Sony RX1 to pierwszy na świecie kompakt wyposażony w matrycę pełnoklatkową. Jego obiektyw to fantastyczny Carl Zeiss o ogniskowej 35 mm i świetle f/2.0. Nowoczesny pełnoklatkowy sensor to jakość niemal absolutna i trudno wyobrazić sobie warunki świetlne, w których ten aparat by sobie nie poradził. Dlatego też nie dziwi jego cena wynosząca obecnie 13 tysięcy złotych.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement