Microsoft boi się kontrowersyjnego marketingu… a szkoda

News/Gry 06.04.2013
Microsoft boi się kontrowersyjnego marketingu… a szkoda

Pewien pracownik Microsoftu wyświadczył swojej firmie nie lada przysługę, ciętym dowcipem komentując plotki na temat kontrowersyjnych wymagań nowej wersji konsoli Xbox. Microsoft przeprasza. Zupełnie niepotrzebnie.

Do Internetu znowu trafiły kolejne, „bardzo pewne” informacje na temat produktu, który nie został jeszcze nawet w żaden sposób zapowiedziany. Chodzi o następcę konsoli Xbox 360. Według tych plotek, nowa konsola Microsoftu ma wymagać od użytkownika bycia stale podłączoną do Internetu. Konsola co kilka minut ma wysyłać pakiet kontrolny do wyznaczonego serwera. Jeżeli nie otrzyma komunikatu zwrotnego, zabawa zostanie przerwana.

Pomysł ten jest, rzecz jasna, godzien natychmiastowego napiętnowania. Nie wyobrażam sobie żadnej korzyści dla użytkownika z tego tytułu. Konsola ma być podłączona do Internetu wtedy, kiedy ja sobie tego życzę. Faktycznie, mój Xbox 360 ma stale wetknięty kabel Ethernet i nie jest to dla mnie wielkim problemem. I dla większości użytkowników też. Nawet okablowanie kłopotem nie jest z uwagi na wbudowaną kartę Wi-Fi.

Co jeśli mój dostawca internetowy będzie miał awarię? Czy to oznacza, że nie mogę zabić czasu przed jakąś fajną grą wideo? Poza tym zdarzało się mojej grupce kumpli wyjechać na majówkę na działkę. Zawsze braliśmy konsolę, by się nie nudzić wieczorami. Mam tworzyć hot-spot ze smartfonu, by móc postrzelać wspólnie do kosmitów? To kpina. Jeżeli to prawda (a warto zaznaczyć, że nie mamy żadnych pewnych informacji na ten temat), to będzie to spora wada nowej konsoli.

Ta sytuacja wymaga reakcji. I podjął jej się pracownik zupełnie niezwiązany z nową konsolą. Co więcej, bardzo możliwe, że wiedzy na temat wymagań nowego Xboxa nawet on nie posiada. Chodzi o Adama Ortha, dyrektora artystycznego w Microsoft Studios.

Orth na Twitterze nie pisał jako przedstawiciel Microsoftu, a jako osoba prywatna. Tak mu się przynajmniej wydawało, bo, co nie dziwne, jego słowa szybko zostały zinterpretowane jako stanowisko Microsoftu. A to było… kontrowersyjne.

Zaczął on argumentować, że żyjemy w świecie, w którym mamy stały dostęp do Internetu i że warto w końcu się z tym pogodzić. Jego wypowiedź, co zrozumiałe, spotkała się z oburzeniem. Orth postanowił podokuczać największym krytykantom. Używając ciętego dowcipu odpisywał na co poniektóre złośliwe komentarze. Tłumaczył, że fakt, że czasem u niego w domu nie ma prądu, nie oznacza, że ma sobie nie kupić nowego odkurzacza, który połączenia z siecią elektryczną jak najbardziej wymaga. Na argument, że w niektórych miejscach w Stanach Zjednoczonych jest poważny problem z dostępnością Internetu, odpisał, że „kto u diabła chciałby tam mieszkać”. Czujecie klimat?

O dziwo, większość Twitterowiczów wyczuła, że Orth trolluje i nabrała pewnego dystansu. I, prawdę powiedziawszy, pomimo iż niezmiennie uważam wymóg stałej łączności z Internetem za kretyński, tak spodobał mi się zawadiacki ton dyskusji. Pamiętajmy, że uczestniczyły w niej nie rodziny z dziećmi, a raczej gracze-pasjonaci, którzy z ciętym językiem mają styczność na co dzień. Orth uratował sytuację. Obrócił wszystko w żart i gracze, choć niezmiennie zdegustowani, chociaż mieli okazję rozładować swoją frustrację w zabawnym flame.

Microsoft jednak opublikował oświadczenie, w którym przeprasza za zachowanie Ortha. Firma zastrzegła, że Orth nie jest przedstawicielem działu PR i nie jest uprawniony do przekazywania stanowiska Microsoftu, „zorientowanego wokół potrzeb użytkownika”.

Rozumiem, że ktoś w dziale marketingu się przestraszył. Zdaję sobie sprawę, że w dzisiejszych czasach wszystko musi być poprawne politycznie, wizerunek marki nieskazitelny, i tak dalej. Ale, motyla noga, mówimy tu o osobach, które w wolnym czasie kroją piłą mechaniczną kosmicznych najeźdźców, a współzawodnictwo rozumieją przez „kto ile razy komu strzelił w głowę”. To niepokorna publika, uwielbiająca zaczepki.

Orth wykonał kawał dobrej roboty, przemówił do graczy ich językiem. Na miejscu Microsoftu zamiast reprymendy, dałbym człowiekowi podwyżkę. A zamiast za jego zachowanie, przeprosiłbym za pomysł wymogu „always online”. O Orthie za miesiąc nie będzie pamiętał nikt. A owa plotka lepiej niech będzie nieprawdziwa. Bo póki co, będzie zachęcać graczy do wybrania PlayStation 4.

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement