Motorola nawet w patentach nie zwraca się Google’owi

News/Technologie 26.04.2013
Motorola nawet w patentach nie zwraca się Google’owi

Tajemnicą poliszynela jest to, że Google kupił Motorolę przede wszystkim, by mieć oręż w wojnie patentowej wywołanej przez jego konkurentów. Niestety, okazuje się, że zakupiony oręż jest… tępy.

Motorola to firma o wielkich tradycjach. To właśnie jej zawdzięczamy w głównej mierze całą telefonię komórkową. Jest też twórcą wielu innych, przełomowych wynalazków. Jej blask już dawno przygasł, ale nie można jej odmówić olbrzymiego dziedzictwa. Ma ono odzwierciedlenie również w patentowym portfolio podstarzałego giganta.

Motorola odegrała dwie istotne role w wielkiej wojnie patentowej, jaką wywołali giganci tacy, jak Apple czy Microsoft. Po pierwsze, kupił ją Google, za 12,5 miliarda dolarów, by móc się bronić przed trollami i innymi patentowymi natrętami. Po drugie, Motorola jako jedna z nielicznych firm postawiła się firmie Microsoft.

Twórcy Windows postanowili bowiem udowodnić partnerom OEM, że Android wcale nie jest darmowy. Udali się do praktycznie każdego z ugodą w ręku. Ta przewiduje, że Microsoft nie będzie rościł sobie żadnych praw co do jego własności intelektualnej naruszanej przez Androida w ich urządzeniach. Oczywiście, w zamian za opłatę licencyjną, po kilkanaście dolarów od urządzenia. Dokument podpisali grzecznie właściwie wszyscy producenci smartfonów z systemem Google’a. Motorola, będąc wtedy jeszcze samodzielnym bytem, postawiła się Ballmerowi. Od tej pory trwa wojna. Którą Motorola przegrywa.

Ta więc postanowiła przejść do kontrataku. Skoro nie może bronić się przed prawnikami Microsoftu tak skutecznie, jakby sobie tego życzyła, postanowiła złożyć kontrpozew. Rzecz jasna, o patenty. Niestety dla niej samej, Motorola jest twórcą wielu wynalazków uznawanych dziś za rynkowe standardy. Oznacza to, że patenty ich dotyczące objęte są porozumieniem FRAND. Mówi ono, że każdy patent, którego wykorzystanie jest niezbędne do tego, by móc realizować ustanowione przez rynek standardy, musi być licencjonowany „na uczciwych, rozsądnych i niedyskryminacyjnych warunkach”. Microsoft widząc pozew musiał się szeroko uśmiechnąć z satysfakcją.

Motorola oskarżyła go bowiem o naruszenie patentów powiązanych ze standardami H.264 i 802.11. Pierwszy dotyczy kompresji materiałów wideo, drugi łączności bezprzewodowej. Domaga się, by Microsoft płacił 2,25 procent wartości produktu każdego sprzedawanego urządzenia naruszającego jej własność intelektualną. Do takich urządzeń należą, między innymi, laptopy z systemem Windows czy konsole Xbox 360. Jak nietrudno się domyślić, opłaty byłyby astronomicznie wysokie. Według szacunków, Microsoft musiałby przekazywać Motoroli cztery miliardy dolarów rocznie. To potężny cios nawet dla giganta z Redmond.

Motorola, na swoje nieszczęście, przestrzeliła. Microsoft bowiem… przyznał jej rację, że należy jej się opłata licencyjna i nie ma zamiaru się od niej uchylać. Nie zgadza się tylko z wyceną patentów i nie ma zamiaru płacić tyle, ile Motorola żąda. Sprawa skończyła się w sądzie.

Motorola wygrała. Ale jest to wyjątkowo upokarzające zwycięstwo. Sędzia James Robart nakazał Microsoftowi uiszczać należną opłatę. Zmienił tylko, w myśl FRAND, wycenę patentów. W efekcie, szacunkowo, w myśl dziś ogłoszonego wyroku, Microsoft będzie płacił około 1,8 miliona dolarów rocznie.

Przypomnijmy: cztery miliardy kontra 0,0018 miliarda. Google musi być zachwycony z zainwestowanych 12,5 miliarda zielonych w Motorolę. Feta ze zwycięstwa zapewne również miała podobne dysproporcje. Zamiast lejącego się szampana ktoś otworzył Budweisera. Pewnie na dodatek ciepłego.

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement