Instapaper się sprzedał. O dwa lata za późno

Felieton/Technologie 26.04.2013
Instapaper się sprzedał. O dwa lata za późno

Instapaper to jedna z pierwszych wielkich marek internetu mobilnego. Niestety to także przykład marki, która nie wytrzymała próby czasu, głównie ze względu na postawę swojego właściciela Marco Armenta. Od wczoraj Instapaper jest w rękach Betaworks – firmy, której chyba udaje się to, co wydawało się niemożliwe – rewitalizacja przejętego kilka miesięcy temu serwisu Digg. Miejmy nadzieję, że specjaliści z Betaworks równie dobrze poradzą sobie z Instapaper, bo ta marka wciąż ma wielki potencjał.

Instapaper używam, a w zasadzie używałem, od jej debiutu w 2008 r. To pionier usług typu „przeczytaj później” – serwis, który za pośrednictwem sprytnego skryptu wyciągał tekst źródłowy ze stron internetowych, by zamieścić je w jednym miejscu w formie prasówki do przejrzenia w wolnej chwili. Instapaper powstał na iOS, bo po pierwsze w 2008 r. trudno było mówić o innych ekosystemach mobilnych, a po drugie Marco Arment jest zadeklarowanym fanem Apple (żeby nie powiedzieć, że czystej krwi fanbojem) i nie spieszno mu było do portowania swojego dziecka na konkurencyjne platformy.

Na tej niechęci do rozwoju, którą Arment tłumaczył chęcią dopracowania do perfekcji działania usługi na iOS, a następnie dbania o jej fenomenalną jakość, skorzystali konkurenci, a w zasadzie jeden Read it Later, który przemienił się później w Pocket. W 2008 r. obie usługi dzieliła przepaść – Instapaper był dopracowanym produktem na iPhonie i w przeglądarce internetowej, a Read it Later obecny był tylko w formie webowej i to na dodatek w dość ograniczonej formie. Jednak w ciągu następnych trzech lat Read it Latet poczynił tak wielkie postępy, zarówno w rozwoju samej usługi, jak i jej dostępności na poszczególnych platformach, że Instapaper powoli tracił miano najlepsze usługi typu „read later„.

W kwietniu 2012 r., już wtedy Pocket, rozprawił się ostatecznie z Instapaper wprowadzając zupełnie nową szatę graficzną i znacznie poszerzając zasięg. Dopiero dwa miesiące później Arment udostępnił aplikację Instapaper na Androida, na dodatek znacznie uboższą niż na iOS i znacznie gorzej działającą. Od tej pory Instapaper zaczął tracić aurę świeżości, innowacyjności i zachwytu. Wtedy i ja przesiadłem się w całości na Pocket i używam go nieprzerwanie do dziś.

Wczoraj na swoim blogu Arment ogłosił, że zrozumiał, że nie jest w stanie sam dalej prowadzić Instapaper i zaproponował sprzedaż serwisu Betaworks. Ci zdecydowali się przejąć kontrolny pakiet w Instapaper, a Arment zachował część udziałów i dalej będzie doradzał przy rozwoju serwisu. Jak twierdzi Arment, chciał sprzedać Instapaper komuś, kto nie zdecyduje się go zamknąć w ciągu 6 miesięcy od zakupu.

Dobry to ruch, ale co najmniej o dwa lata za późno. O ile mogę zrozumieć osobiste preferencje Armenta, który zakochany jest w filozofii i estetyce iOS/OS X, tak nie mogę zrozumieć jego biznesowej postawy. Mieć globalny hit i tak marnować szansę na jego realny wielki sukces komercyjno-zasięgowy poprzez zaniechanie ze względu na własne przekonania? Toż to powinno być karalne…

Mimo to, mam nadzieję, że Betaworks tchnie nowe życie w Instapaper. Wciąż mam tam swoje konto i choć zaglądam tam bardzo rzadko, to jestem gotów dać mu kolejną szansę. Oby tak jak w przypadku Digga, specjaliści z Betaworkd przywrócili blasku nieco upadłej marce mobilnego internetu.

A Marc, jak sam napisał poświęci się teraz nowym kreatywnym projektom. Kto wie, może wymyśli coś równie dobrego jak wczesne Instapaper. A wtedy wszyscy będziemy zadowoleni!

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement