Efekt Lykova

Blog Forum 02.04.2013
Efekt Lykova

Inna bajka

Trzon wielu filmów i książek stanowi alternatywna historia. Taka, w której inaczej potoczyła się – na przykład – II wojna światowa. Wyobraźmy sobie, że Hitler jest w posiadaniu super-technologii i dzięki niej faszyści pokonują aliantów, zajmują Europę a potem resztę świata. To akurat wydaje się bardzo prawdopodobne i do dzisiaj jest eksploatowane na różne sposoby. Ciekawiej się dzieje, kiedy cofniemy się o wiek. Wyobraźmy sobie, że luddystom udaje się pokonać rewolucję przemysłową i dzisiaj nie czytasz tego artykułu. Zamiast tego i Twojego smartfona jesteś budzony przez koguta. Nie ma iPada i aplikacji – choćby – Feedly, a gazeta z najnowszymi wieściami ze świata się sama nie przyniesie… Aby powiadomić kolegę o spotkaniu nie tworzysz eventu na Facebooku, ale musisz się przespacerować i mu to powiedzieć, aby pocztą pantoflową informacja trafiła do reszty zainteresowanych. I co najważniejsze – jeżeli jesteś uczniem/studentem i sam musisz napisać swoje wypracowanie/referat/cokolwiek-o-co-poprosi-nauczyciel, jeżeli pracujesz w biurze, jeżeli lubisz po prostu wirtualną rozrywkę – to wszystko wiążę się z obecności komputera… ale przecież nie ma takiego czegoś i zostaje Ci wtedy kartka papieru i ołówek.

Ciekawe czy potraficie wyobrazić sobie taki świat. Wątpię. Skoro czytacie Spider’s Web to musicie mieć świadomość, że technologia przez ostatnie kilka lat wmieszała się w nasze życie w taki sposób, że ucieczka od niej jest praktycznie niemożliwa. Nad naszymi głowa krążą satelity, które są w stanie określić nasza pozycję z dokładnością do kilkunastu centymetrów. Pod ziemią wiją się kilometry kabli dostarczając nam internet, telewizję i oczywiście prąd, aby to wszystko działało. I jeszcze te przeklęte kolejki po nowego iPhone’a, które tylko blokują chodniki.

Kroczyć – pierwszy stopień do wolności…

…która czeka tam, gdzie nie ma nikogo prócz Matki Natury. Tak też postanowił Karp Lykov.

To były lata 30 XX wieku, komuniści rządzili Związkiem Radzieckim, a ich rządy można było opisać dwoma słowami – krwawy terror. Przekonał się o tym brat Karpa Lykova, który został zastrzelony przez patrol. Prócz tego ludzie byli prześladowani ze względu na swoją religię i w końcu Karp postanowił uciec na Syberię zabierając ze sobą swoją żonę i dwójkę dzieci (9 lat oraz 2 lata), niedługi czas potem urodziła się kolejna dwójka dzieci. Pierwszą ofiarą tajgi stała się żona Karpa – Akulina, która zmarła w wyniku głodu. Po przypadkowym odkryciu rodziny przez geologów zmarła trójka dzieci (i prawdopodobnie przekazaniu im chorób, na które nie były uodpornione). W kilka lat po śmierci dzieci umarł Karp. W ten sposób przy życiu została jedynie Agafia Lykov, która nie opuściła domu i żyje tam do dzisiaj.

Inna historia

Agafia w swoim życiu spotkała tylko kilkunastu ludzi. Przez większość swojego życia nie wiedziała nic o świecie, o tym że wybuchła II wojna światowa, o rozszyfrowaniu Enigmy, o maszynie Turinga, o ENIACu, o pierwszych komputerach osobistych, o internecie, o telefonie i o całej reszcie, na temat której możemy przeczytać na łamach Spier’s Web.
Przeczytanie artykułu na temat historii rodziny Lykovów dało mi trochę do myślenia i postanowiłem się owymi przemyśleniami z Wami podzielić. Na potrzeby artykułu stworzyłem termin „efekt Lykova”, czyli człowieka, który ucieka od cywilizacji i jej zdobyczy, aby wieść żywot prosty i pozbawiony zbędnych przedmiotów. I nie mówią tutaj o minimalizmie, ale o ascetyzmie. W ramach artykułu przeprowadzę na sobie teoretyczny eksperyment. Co by było gdyby…?

Informacja umiera pierwsza

Sądzę, że pierwszą przeszkodą do pokonania jest pozbycie się telefonu. Prawdopodobnie jest też najtrudniejszą przeszkodą do pokonania. Wynalazek, który ma ponad 100 lat i zmienił oblicze świata wydaje się być czymś bez czego dziś się nie wychodzi z domu (wykluczając wypad do osiedlowego po bułki). Ale przecież jesteśmy setki kilometrów od najbliższej ludzkiej osady. Poza tym wątpię, aby tu był zasięg. Również bateria wyczerpie się za kilkanaście godzin, a najbliższy prąd to ten, co „spada” z nieba i wątpię, aby komuś udało naładować się w ten sposób telefon. Te kilka procent w baterii pozwala po raz ostatni zmienić nasz status na Facebooku (o ile choć na chwilę złapiemy zasięg), który pewnie będzie brzmiał – do widzenie Wam, witaj Matko Naturo.

Gaśnie wyświetlacz, po raz ostatni widzimy logo producenta i telefon staje się śmieciem, który będzie „żył” obok nas, rzucony w krzaki, rozkładając się przez następne dekady. Zawsze można go przerobić na kilka użytecznych rzeczy. Jeżeli ma metalową/aluminiową obudowę, która odpowiednio zgięta i zaostrzona o kamień będzie niczego-sobie nożem, jeśli stracimy ten, który zabraliśmy ze sobą. Ekran może stać się lusterkiem, a plastikowa obudowa potraktowana rozgrzanym nożem, może stać się dodatkowym widelcem/nożem/szpikulcem. To już coś.

Akapity wyżej opisują sytuację, w której zabieramy ze sobą sprzęt. Nieważne czy to będzie telefon, tablet czy laptop. Informacja umiera pierwsza, a niedługi czas potem „agonii” doświadcza nosiciel owej informacji.

XXI wiek

My, ludzie XXI wieku, za dostęp do hi-tech zapłaciliśmy uroczym zbiorem chorób cywilizacyjnych. Matka Natura czeka na nas z otwartymi ramionami, a spora część z nas dała się przywiązać do pala cywilizacji.

Na początek coś bardzo powszechnego – uzależnienie od internetu. Oddaliśmy mu nasze dusze (ach, 9gag) w zamian za ukojenie od stresu, samotności i szarej rzeczywistości. Ale gdzieś tam w tajdze internet to tylko puste słowo, a ukojenie czeka na nas nad rzeką, na szczycie góry czy najzwyczajniej w świecie – w naszych myślach. To ostatnie warto kiedyś sprawdzić.

Nomofobia – no mobile phobia, czyli strach przed brakiem telefonu przy sobie lub jego utratą. OnePoll przeprowadziło badanie na 1000 osób, które wykazało, że ponad połowa z nich (65%) jest uzależniona od komórek. Najbardziej narażeni na uzależnienie są ludzie młodzi, co jest zrozumiałe. Większość producentów aparatów swoją ofertę kieruje do ludzi najbardziej zaznajomionych z technologią, czyli głównie młodzieży w wieku od 18 do 24 lat. Nomofobia objawia się głownie atakami paniki, poceniem się i podwyższonym tętnem. Gwarantuję, że w tajdze (lub lasach deszczowych Amazonii, afrykańskiej dżungli czy każdym innym miejscu, gdzie człowiek nie planuje budowy osiedli i sklepików osiedlowych) jedyny atak paniki jaki nas spotka to ten przy pierwszym spotkaniu z niedźwiedziem/wilkiem. Ale przecież nie jesteśmy idiotą. Wzięliśmy broń, więc zwierz nie jest nam straszny. Jedyny pot jakiego doświadczymy to będzie pot spowodowany pracą, a podwyższone tętno umrze wraz z zagłębianiem się w piękno przyrody.

Uciekliśmy w tajgę. Co dalej? Po zbudowaniu sobie domostwa i przygotowaniu poletka pod uprawę naszego małego, prywatnego McDonald’s mamy trochę wolnego czasu. Z torby wyciągamy tablet, który pożyje jeszcze kilka godzin. Wcześniej zdążyliśmy zapisać sobie trochę artykułów w aplikacji Pocket, więc na najbliższe kilka godzin mamy rozrywkę. Ale po „śmierci” kolejnego urządzenia uświadamiamy sobie, że jednak za mało sobie zapisaliśmy owych artykułów. Tutaj również na światło dzienne wychodzi nasze uzależnienie od natłoku informacji. Czujemy się dziwnie podziwiając przyrodę; niebo i drzewa, bo na żadnym z nich nie ma tysiąca nagłówków. Wszędzie jest spokój, nikt nie spamuje Twojej ściany, nie musisz śledzić dziesiątek osób na Twitterze, a wydarzenia ze świata masz głęboko w nosie. Nawet kolejna wojna, nie ważne czy o ropę czy o patenty, omija nas szerokim łukiem.

Jest jeszcze kilka innych ciekawych ludzkich słabości: uzależnienie od internetowej pornografii, hazardu, wielogodzinny stalking/bezczynne oglądanie ludzi na Facebooku czy naściąganie kilku terabajtów filmów, których pewnie nigdy nie obejrzymy. Ale gdzieś tam w tajdze te rzeczy nagle tracą na znaczeniu, i nawet myślenie o tym (kiedy siedzę w domu przed komputerem i piszę te słowa) daje pewne ukojenie i spokój. A teraz coś z zupełnie innej beczki, a może jednak z tej samej…

Egzaminy wstępne na kierunek nauk politycznych. Profesor rozmawia z kandydatką.
– Co Pani wiadomo na temat programu ekonomicznego dla Polski realizowanego przez ministra Hausnera?
Dziewczyna milczy.
– No to co Pani wie o polityce społecznej Leszka Millera?
Dziewczyna milczy.
A wie Pani kto to jest Leszek Miller? A nazwisko Kwaśniewski z jaką funkcją w Państwie kojarzy się Pani?
Dziewczyna milczy.
Profesor już zaczął się zastanawiać czy może ta studentka jest niemową.
– A skąd Pani pochodzi??
– Z Bieszczad Panie profesorze.
Profesor podszedł do okna, wygląda na ulice, chwile się zastanawia i mówi do siebie:
– A może by tak wszystko rzucić i wyjechać w Bieszczady!?

Wnioski?

Nie jestem fanem tajgi, ale lasy deszczowe i Amazonia brzmią ciekawie. I o ile trudno jest dzisiaj znaleźć ludzi, którzy nie mieli kontaktu z człowiekiem, bo – na przykład – urodzili się czy znaleźli z dala od cywilizacji i technologii, to uciec od ludzi i urządzeń jest jeszcze trudniej. Ale owa idea dla niektórych wydaje się bardzo pociągająca. 30 kwietnia ubiegłego roku Paul Miller (The Verge) ogłosił, że opuszcza internet na rok. Za jakiś czas poznamy doświadczenia człowieka, który może nie odciął się całkowicie od cywilizacji, ale zrobił to w sposób, w jaki wiele osób nie wyobraża sobie życia. Zobaczymy jak na niego zadziałał efekt Lykova.

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement