Dzielenie się kontami do usług oferujących dostęp do cyfrowych treści jest gorsze od piractwa

Felieton/Technologie 08.04.2013
Dzielenie się kontami do usług oferujących dostęp do cyfrowych treści jest gorsze od piractwa

Przeglądając poranną prasówkę natrafiłem w witrynie New York Times na artykuł, który opisuje proceder współdzielenia kont serwisów zapewniających dostęp do cyfrowych treści. Moim zdaniem jest to zjawisko godne potępienia, bo tak naprawdę jest jeszcze gorsze od piractwa.

W Polsce dostęp do treści multimedialnych jest coraz łatwiejszy i pojawia się coraz więcej serwisów, które umożliwiają do nich dostęp. Czy to serwisy streamingowe z muzyką, czy to księgarnie oferujące ebooki, czy to platformy cyfrowej dystrybucji gier. Co prawda polski rynek Video on Demand kuleje, ale i tak mamy znacznie więcej możliwości i alternatyw dla piractwa, niż jeszcze kilka lat temu.

Złóżmy się!

Opłaty za treści nie są raczej wysokie. Może nowości na Steamie wycenione na 50 euro (~200zł) to dużo dla polskiego portfela. Ale gry przecież bardzo często można kupić w promocjach kilka miesięcy po premierze za ułamek tej kwoty. Tak samo 20-30 złotych za książkę nie jest rozbojem, a miesięczy abonament za dostęp do 20 milionów utworów muzycznych z komputera i smartfona wynoszący 20zł w ramach usług takich jak Deezer, WiMP i Spotify to już naprawdę atrakcyjna oferta.

Ludzie jednak kochają kombinować, więc nie dziwne że sporo osób może wpaść na pomysł, aby złożyć się na dostęp do cyfrowych treści w kilka osób i rozdzielić koszta, co zresztą opisał autor podlinkowanego we wstępie artykułu. Ludzie korzystają z tych samych danych logowania do usług muzycznych i wideo, jednocześnie lub na zmianę korzystając z dostępnych materiałów. Ciekawe, jak bardzo powszechny jest taki proceder jest w Polsce. Nie zdziwiłbym się, gdyby miało to miejsce na szeroką skalę. Sam siebie często łapię na tym, że słysząc o rozwiązaniach i usługach od razu myślę, jak je obejść.

steam-promocje

Trudna sytuacja dostawców treści

Dostawcom treści trudno walczyć z użytkownikami, które współdzielą konto w kilka osób. Z jednej strony w końcu za te treści pobierana jest jakaś opłata, a straszenie regulaminem i blokowanie wieloosobowych kont to prosty sposób na odstraszenie klienta. Z drugiej strony stosowanie zabezpieczeń, w tym np. DRM, to najlepsza droga by narazić się na gniew tych płacących i uczciwych użytkowników. Ale i tak uważam, że z tym procederem należy walczyć, bo przynosi szkody wszystkim.

Jeśli wszyscy byśmy współdzielili konta między grupy kilkunastu znajomych, to cyfrowa forma dystrybucji szybko przestałaby być opłacalna. W rezultacie nie byłoby serwisów, a w nich kont, które można dzielić. Posunąłbym się nawet do stwierdzenia, że udostępnienie dostępu do swojego konta osobom trzecim jest nawet gorsze od piractwa i chyba już lepiej ściągnąć ten materiał z Chomika czy innej Zatoki Piratów.

Udostępnianie kont = piractwo?

Spytacie czemu, skoro “klient płaci”? Tak naprawdę udostępniając dostęp do swojego konta innym osobom, dostawca treści może i zarabia na jednym abonamencie, ale traci podwójnie na każdej osobie korzystającej “na lewo”. Nie dość, że osoba korzystająca z cudzego konta nie płaci za dostęp do treści, to w celu ich zdobycia (przeczytania, obejrzenia, przesłuchania itp.) wykorzystuje jeszcze serwery firmy, która musi opłacić transfer.

A przecież zakładając konto godzimy się w lwiej części przypadków na to, że z konta korzystać może tylko jedna osoba. Kupując elektroniczną książkę kupujemy ją dla siebie. Obejście tego bądź wysłanie komuś swojego pliku jest złamaniem licencji. I może jest to nienamierzalne, bądź nie do udowodnienia; może nie ma na to paragrafu – ale przynajmniej z moralnego punktu widzenia nie różni się to od pobrania cyfrowych materiałów ze źródła, które dysponuje nimi nielegalnie i nie ma praw do ich udostępniania.

spotify-stop

Jak dostawcy się zabezpieczają

Niektóre serwisy i firmy na współdzielenie kont przymykają oko, ciesząc się z jakichkolwiek wpływów na konto. Inne stosują zabezpieczenia. Za przykład może służyć Spotify. Na swój login można zalogować się na dowolnej liczbie urządzeń, ale podczas uruchomienia odtwarzania na innym sprzęcie program zatrzyma się na poprzednio używanym. Dotyczy to zarówno komputerów stacjonarnych, jak i urządzeń mobilnych. Steam też nie pozwoli zagrać w tą samą grę jednocześnie na dwóch komputerach.

Jeszcze bardziej restrykcyjne jest HBO GO. Pozwala ono zarejestrować usługę wyłącznie na jednym urządzeniu każdego typu (jeden komputer, smartfon, tablet i telewizor). Przerejestrowanie na inne urządzenie trwa cztery godziny, podczas których nie ma możliwości skorzystania z usługi. Jest to momentami uciążliwe i rozwiązanie Spotify jest po prostu lepsze.

Nie popadajmy w skrajności

Oczywiście nie można też popadać w skrajności. Jeśli ktoś płacący abonament za HBO GO udostępni dostęp do serwisu członkowi rodziny, bo z niego nie korzysta, to jest ok. Nikt też nie każe wyłączać muzyki ze Spotify, gdy odwiedzają nas znajomi. Ale jeśli kilku kumpli robi składkę na jedną grę, książkę lub dostęp do streamingu, to nie powinno być na to przyzwolenia. Jestem w pełni za tym, aby twórcy usług sieciowych stosowali blokady, które będą przeciwdziałały nadużyciom.

Oczywiście takie blokady mają sens tylko do czasu, aż nie będą one utrudniać korzystania z serwisu użytkownikom, którzy nic na sumieniu nie mają. Brak możliwości grania w grę bez połączenia internetowego ze względu na zabezpieczenia DRM, bądź utrudnianie z korzystania z serwisu płacącym użytkownikom traktując ich z góry jak złodziei nie jest dobrą drogą. Nie ma optymalnego rozwiązania i nie współczuję osobom odpowiedzialnym za rozwiązanie tego typu problemów.

hbo-go-pc

Współdzielone konta mają wady

Przy współdzieleniu kont warto zwrócić na jeszcze jedną rzecz. Cyfrowe konta budują tożsamość użytkownika. Zapisywane w nich są historie odtwarzania oraz osiągnięcia w grach, można w nich zbierać kontakty i łączyć np. z Facebookiem. Korzystanie z jednego konta w kilka osób “psuje” profil, który jest wtedy wypadkową wielu różnych gustów. Wiem, że dla wielu z Was może to nie być istotne, póki gra muzyka a film leci. Ja jednak wolę mieć w Spotify tylko swoje playlisty, a w Steam widzieć swoje własne osiągnięcia. Chciałbym, aby cyfrowa dystrybucja się rozwijała. Boli mnie, że HBO GO dostępne jest wyłącznie dla abonentów tego kanału w telewizji kablowej i satelitarnej, a Netflix, Hulu, Google Play Mobies & TV i wiele innych są u nas niedostępne.

Plotki o udostępnieniu w Spotify materiałów wideo bardzo mnie zaciekawiły i czekam na rozwój wydarzeń, bo akurat ten serwis w Polsce już działa. Użytkownicy muszą jednak pokazać, że naprawdę są gotowi płacić za te treści bez kombinowania i dzielenia włosa na czworo. I trzeba się pogodzić z tym, że ze względu na specyfikę rynku cyfrowej rozrywki dostęp do cyfrowych treści online udzielany jest zazwyczaj na zasadzie licencji dla jednej osoby.

Łamiąc ten punkt regulaminu, jeśli nawet nie z prawnego to z moralnego punktu widzenia nie jesteśmy lepsi od piratów.

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement