Na rynku pojawia się 4-terabajtowy dysk twardy, a ja pytam: po co to komu?

Felieton/Sprzęt 08.04.2013
Na rynku pojawia się 4-terabajtowy dysk twardy, a ja pytam: po co to komu?

Czy w dobie coraz większej liczby serwisów oferujących przechowywanie danych na dyskach w chmurze mamy chęć do kupowania coraz większych dysków twardych? Sądzę, że nie i nie przekona mnie nawet to, że Seagate właśnie wprowadza do sprzedaży dyski twarde o ogromnej pojemności 4 TB.

Wprowadzany model będzie należał do rodzinny Barracuda 7200.15. Ma on 4 talerze o pojemności 1 TB każdy i pozwala uzyskać maksymalne transfery na poziomie 146 MB/s. Pozostałe cechy  podzespołu to prędkość obrotowa talerzy wynosząca 7200 RPM, 64 MB pamięci podręcznej oraz obsługa interfejsu SATA III. Cena dysku w Polsce powinna wynosić około 700 zł.

Szczerze mówiąc dziwi mnie pojawianie się w ofercie konsumenckiej coraz potężniejszych dysków twardych. Co prawda mój komputer jest wyposażony w dwa dyski – jeden SSD o pojemności 128 GB oraz drugi, talerzowy o pojemności 1.5 TB. Patrząc na te elementy posiadanej przeze mnie maszyny może wydawać się, że jestem hipokrytą.

Otóż nie, posiadanie takich a nie innych podzespołów sprawiło, że jestem przekonany o tym, że już nie potrzebujemy tak dużych przestrzeni dyskowych w naszych komputerach. O ile w pełni wykorzystuję swój dysk z pamięciami flash i bardzo chętnie zdecydowałbym się na kupno takiej części o dwa lub cztery razy większej pojemności, to dysk twardy o pojemności 1.5 TB leży odłogiem.

Kilka lat temu, gdy dysponowałem znacznie wolniejszym łączem internetowym (512 kbps), na rynku zaczynał debiutować Steam. Z racji tego, że otrzymałem wówczas pracę testera podzespołów, musiałem korzystać z naprawdę wielu gier, z których każda zajmowała kilka gigabajtów danych a pobranie takiego tytułu zajmowało kilka długich godzin. Oprócz tego znajomi dzielili się filmami i muzyką, których znalezienie i ściągnięcie również zajmowało wiele czasu.

chmura

Z racji swoich przekonań starałem się nie pożyczać nośników z takimi danymi, ale pokusa zobaczenia filmu przed premierą lub w znacznie lepszej jakości niż na płytach DVD niekiedy była silniejsza. Wszystko to trzymałem na komputerze, gdyż wiedziałem, że po skasowaniu tego nie będę miał możliwości ponownego pobrania, chyba że zdecyduję się na zablokowanie łącza (używanego nie tylko przeze mnie) na dwie doby.

Średnio tyle czasu zajmowało pobieranie filmu w rozdzielczości 1920×1080, oczywiście zakładając, że pobierałby się on z maksymalną prędkością, co samo w sobie było dosyć rzadką sytuacją. Szczerze mówiąc, kilka razy próbowałem pobrać film w wysokiej jakości, ale nigdy mi się to nie udało. Może to i lepiej, gdybym miał wszystko na wyciągnięcie ręki na pewno bym tego nie doceniał.

Teraz czasy znacząco się zmieniły. Większość filmów oglądam w serwisach VOD, za odtwarzacz muzyki służy mi Spotify, zaś gry zależnie od swoich chęci instaluję i kasuję. Mam potężny sprzęt z ogromnym dyskiem, ale zupełnie nie wiem, na co mam to miejsce spożytkować. Jeśli nie gry, muzyka i filmy, to może chociaż dokumenty?

Niestety nie, bardziej opłaca mi się je trzymać na SkyDrive’ie, do którego mam dostęp wszędzie tam, gdzie znajduje się łącze internetowe. Do rozwiązania tego przekonywałem się bardzo długo, nie uważałem go za godne zaufania. I faktycznie, nadal czuję małe ukłucie strachu o to, że w jakiś dziwny sposób stracę swoje pliki. Jednak muszę sobie z tym jakoś radzić. Zwłaszcza że prawdopodobieństwo tego jest znacznie mniejsze niż tego, że wychodząc z mieszkania znowu zapomnę pendrive’a lub przenośnego dysku.

Zanim odezwą się osoby, które będą mnie przekonywać o tym, że przecież istnieje wiele firm, które potrzebują takich dysków, odpowiem im: wiem o tym. Chodzi tylko o to, że jestem konsumentem, a nie przedsiębiorstwem i sądzę, że podobną postawę do mojej ma znaczna większość użytkowników. Acz biorę pod uwagę, że od tej zasady mogą być wyjątki. Nieliczne wyjątki.

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement