Brakuje nam naturalności w sieci, dlatego Piotr Żyła jest tak wielkim fenomenem

Felieton/Social media 23.04.2013
Brakuje nam naturalności w sieci, dlatego Piotr Żyła jest tak wielkim fenomenem

Ma 566 tysięcy fanów na Facebooku, robi błędy ortograficzne, od których bolą zęby, a jego charakterystyczne „hehehe” stało się motywem wielu filmików na YouTube. Piotr Żyła, skoczek narciarski, jest właśnie na fali popularności i swoją sympatyczną naturalnością i osobowością wnosi mnóstwo świeżości do całego światka celebrytów, ale przede wszystkim mediów społecznościowych. Piotr Żyła udowadnia, że my, internauci, bardzo tęskniliśmy za czymś prawdziwym, niewykreowanym i bezpretensjonalnym.

Od wybuchu popularności Facebooka obserwujemy nieustanną komercjalizację branży społecznościowej – kolejne agencje, „social media ninja” i eksperci od marek uczą i wykładają jak budować swój wizerunek na Facebooku, Twitterze czy Google+. Oczywiście oferują swoje usługi w tej mierze. Lepsze i gorsze – to na pierwszym miejscu stawiane jest zaangażowanie, to „target premium”, to wiralowość. Coraz rzadziej jednak można spotkać w internecie popularne osoby czy marki, które nie mają określonej strategii i nie planują wywołać konkretnego efektu.

I nagle w tym wszystkim pojawił się Piotr Żyła. Z sukcesami na skoczki w parze poszło medialne umiarkowane zainteresowanie, a potem nagle coś pękło. Żyła i jego wypowiedzi stały się bohaterami filmików, skoczek trafił na kanapę Kuby Wojewódzkiego, a jego kompletnie nieprofesjonalny fanpejdż na Facebooku wystrzelił i zebrał setki tysięcy fanów w błyskawicznym tempie.

Jest to zasługa nie tylko skoków narciarskich, ale ciekawej osobowości i stylu bycia Piotra Żyły. Ot, dosyć prosty, przesympatyczny, roześmiany chłopak, który pewnie dziś zawstydza swoich byłych nauczycieli języka polskiego (pozdrawiamy), który mówi, co myśli i pewnie nawet nie zastanawia się nad tym, który śmiechem i chaotycznymi wypowiedziami jest kwintesencją ludzi, jakich znamy w rzeczywistości. Różne wersje Piotra Żyły – smutniejsze, weselsze, wyższe, niższe, grubsze i tak dalej – pewnie każdy z nas spotkał gdzieś, kiedyś. W szkole, w pracy, gdziekolwiek. Żyła to taki chłopak z sąsiedztwa, któremu się udało!

Wierzę w tę postać – wierzę, że to nie jest ściema jak na przykład z chłopakiem od kliniki plastycznej. Ciężko w ogóle poddać w wątpliwość prawdziwość i szczerość Piotra Żyły. Wystarczy spojrzeć na jego stronę na Facebooku, by po prostu uśmiechnąć się i pomyśleć „równy chłopak z tego Żyły!”.

I choć Żyła wystąpił w reklamie paluszków (świetnej, swoją drogą), to pewnie wielu marketerów widząc, co ten wyprawia, nie może pozbyć się z głowy wizji na komercjalizację fanpejdża i postaci skoczka, pewnie już rodzą się plany na odpowiednie poprowadzenie wizerunku tak, by jak najwięcej na nim zarobić… Przecież Żyła aż się o to prosi!

Mam jednak wrażenie, że sam bohater nie jest tego świadomy – on po prostu robi, co mu serce nakazuje i tyle. I gdyby ci spece od wizerunku wkroczyli do akcji, gdyby wykorzystali skoczka do kampanii reklamowych na przykład piw, z którym ten tak często pozuje, kazali mu robić konkretne rzeczy, zachowywać się w odpowiedni sposób, to fenomen Piotra Żyły szybko by się skończył.

Ciężko to wytłumaczyć, ale ten fenomen opiera się właśnie na tym, że Żyła jest przeciwieństwem celebrytów, którzy konsultują każdy post ze sztabem speców. Ludzie, my to czujemy. Dlatego niech żyje Piotr Żyła, na razie szczery i naturalny, jak najdłużej, i niech udowadnia nam, że to też może się „sprzedać”!

Dołącz do dyskusji

Advertisement