Zamordyzm marketingowy, czyli jak z dobrej serii gier zrobić ścierę.

Blog Forum 31.03.2013
Zamordyzm marketingowy, czyli jak z dobrej serii gier zrobić ścierę.

Wiemy już aż nazbyt dobrze, że gracze nie potrafią głosować portfelami. Nowoczesne poczynania marketingowe największych wydawców uświadamiają nam także, że kiepsko u nas z analitycznym myśleniem, a metoda cieżkiego młota, od której odchodzą marketingowcy z całego świata, w naszej branży jest najskuteczniejsza.

Twardą lekcję „nowoczesnego” marketingu serwuje nam cyklicznie Ubisoft. Im większy wydawca, tym większe możliwości marketingowe, ale w tym konkretnym przypadku liczy się coś jeszcze. Uczucie, które towarzyszyło mi podczas ostatniego popisu speców z Ubi najłatwiej chyba opisać jako niesmak. Assassin’s Creed aspiruje w moim rankingu do miana najmocniej znienawidzonej marki, mimo że to nienawiść skrycie podszyta miłością. Kurz wywołany bardzo gwałtownym lądowaniem trzeciej części jeszcze nie opadł, gdy pojawiły się pierwsze przecieki dotyczące następcy- to normalne, pogodziliśmy się już z tym, że mamy do czynienia z pospolitym tasiemcem z całym asortymentem idiotyzmów fabularnych im właściwym, i nie zmieni tego iluzoryczna łatka trylogii. Wszyscy spodziewali się kolejnej części, w miarę jasne było też, że nie będziemy musieli długo na nią czekać. Machina marketingowa ruszyła jednak z pełnym impetem wyjątkowo wcześnie, poznaliśmy tytuł, realia, dostaliśmy trailery i screeny, czekałem z niecierpliwością na skład edycji kolekcjonerskich. Wczoraj się doczekałem. Premiera w listopadzie. Siedem miesięcy zleci jak z bicza strzelił, a i branża nie będzie się nudzić wycierając mordę flagową ścierą Ubisoftu.

Assassin’s Creed jako seria z powodzeniem zadomowiła się w świadomości graczy, sprzedażowo jest jedną z wiodących tej generacji, a mimo to z roku na rok nie dostajemy od Ubisoftu ani chwili wytchnienia od nakręcania hajpu. Serwisy poświęcone grom przeklejają informacje od wydawcy, bo i co mają robić, w końcu czeka na te gry rzesza ludzi. Przeglądając serwisy growe mam na wpół przymknięte oczy i robię to przed śniadaniem na wypadek gdybym przy przewijaniu strony natknął się na „Ass…”.

Chyba tylko fakt, że nie doczekaliśmy się do tej pory jednej, dominującej strategii marketingowej utrzymuje świadomych graczy przy jako takim zdrowiu psychicznym. Przeciwny biegun całe szczęście też trzyma się całkiem nieźle. Muszę tu dosłownie przytoczyć niedawne oficjalne stanowisko Rockstara, bo jakakolwiek parafraza byłaby wręcz krzywdząca:

„Tak jak powiedzieliśmy wcześniej, pomiędzy kolejnymi dawkami informacji na temat naszych gier często występowały duże przerwy i będziemy się tego trzymać. Przykro nam, jeśli doprowadza Was to do frustracji, ale zrozumcie, że nie robimy tego „bo nie obchodzą nas fani” czy „nie szanujemy fanów” – tak naprawdę jest odwrotnie!

Robimy to dlatego, że chcemy mieć pewność, iż ujawniamy tylko w 100% pewne informacje oraz dlatego, że wiele rzeczy chcemy zachować do premiery gry, by uczucie zaskoczenia nie opuszczało Was w trakcie zabawy.” [1]

Brawa na stojąco. Prawdopodobnie nie doczekamy się również ani trailerów, którym obcy jest silnik gry, ani idiotycznych wirtualnych dodatków do preorderów, ani fabularnych DLC zapewniających bagatela 3 godziny rozgrywki. Obym się nie mylił.

Nie chciałbym być posądzony o szczególne czepialstwo względem Asasyna. We wczesnym dmuchaniu balonów świetni są także specjaliści z EA. Swego czasu do lodówek wdzierał się Shepard, stale uderzają w nas rozpędzone supersamochody, Prorok spogląda z byle banneru, tylko Isaaca jakby mniej, bo i czym tu się chwalić. Czekacie na Mirror’s Edge wypatrując strzępków informacji? Miejcie pewność że gdyby tylko kiwnęli przy nim palcem, już byście o tym wiedzieli bez potrzeby szukania gdziekolwiek. Zawsze to jakiś plus. Zresztą i tak dostaniemy pewnie grę opartą na hipernowoczesnej mechanice „press X for awesome „, więc może i dobrze że podnieta jeszcze nas jeszcze omija.

Wyjątkowym wyczuciem wykazali się także spece zajmujący się marketingiem nowego Tomb Raidera. Natłok materiałów bym może wybaczył, w końcu to reset serii i warto wiedzieć czego się spodziewać, tyle że na miesiąc-dwa przed premierą, mogliśmy bez większego researchu obejrzeć kilkanaście minut gameplayu. Masz ochotę na przedpremierowy komentarz developera, chcesz usłyszeć parę słów o sposobie narracji, albo o źródłach inspiracji? Proszę bardzo, w pakiecie dostaniesz 10 minut cutscenek, cały przekrój gry. Gwarantujemy, że część zapamiętasz. Gorsze mogą być tylko publikowane parę miesięcy przed premierą filmy z pierwszych kilkunastu minut gier, których początki powinny być zaskakujące (prawda, Infinite?).

Nie chcesz- nie patrz? I na tym ma polegać obcowanie z tą branżą? Skrzętnym lawirowaniu pomiędzy newsami, spoglądaniu z niechęcią na coś, co czeka mnie za ponad pół roku? Uwielbiam gry. Czekam na nie. Ale najchętniej robiłbym to z zamkniętymi oczami.

—–

[1] www.ps3site.pl/na-nowe-informacje-o-gta-v-jeszcze-sobie-poczekamy/146900

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement