Czy komórkowa CZATeria przedłuży żywot czatów w Polsce?

Felieton/Technologie 13.03.2013
Czy komórkowa CZATeria przedłuży żywot czatów w Polsce?

Kilka dni temu Ewa opisywała komórkową wersję systemu czatowego od Interii. Moim zdaniem to wspaniały pomysł i może nawet za jego sprawą czaty powrócą do czasów swojej świetności. 

Systemy czatów na wielkich portalach to symbol przełomu tysiącleci i początku XXI wieku na dużych portalach. To także narzędzie tak zwanego pierwszego pokolenia niedzielnych internautów, które zresztą dziś mogłoby konfigurować karty sieciowe całym hordom „casuali”, którzy nadeszli po nich. Ale w 2000 roku taki czat był alternatywą dla mas, które nie znały, nie umiały skonfigurować lub zwyczajnie nie chciały korzystać z IRC-a. IRC-a, czyli w ogóle tego bastionu maniaków, zbierających się po godzinach na grupach dyskusyjnych, a którzy potrafili rozmontować mikrofalówkę i zbudować z niej nowy komputer.

Czat, to było coś. To narzędzie wstrzeliło się jeszcze w okres przed popularyzacją Gadu Gadu, było tak naprawdę namacalną formą przedstawienia potęgi sieci, gdy w jednym miejscu nawet kilka tysięcy osób mogło równocześnie rozmawiać i wymieniać poglądy. Merytorycznie? Nie było wcale tak źle, sam pamiętam, że jako dzieciak z kolegami od czasu do czasu gadałem z fanami Dragon Balla, Harry’ego Pottera czy gier komputerowych i te dyskusje wcale nie były aż tak banalne, jak mogłoby się wydawać z dzisiejszej perspektywy czatu.

Wszystko dlatego, że internet przez lata się upowszechniał, a co za tym idzie, ta intelektualna śmietanka, którą ciągnęło do nowych technologii (opartych zresztą na czytaniu, co swego czasu też stanowiło barierę nie do przeskoczenia) szybko stała się zwyczajnym odbiciem sporego wycinka społeczeństwa. Poziom dyskusji na czatach drastycznie spadał w dół, na dodatek młodzi ludzie zaczęli sukcesywnie odpływać w kierunku for dyskusyjnych, komunikatorów i serwisów społecznościowych. W tym miejscu chciałbym jednak stanowczo podkreślić, że nie zgadzam się z poglądem E. Lalik wyrażonym we wspomnianym wcześniej wpisie, jakoby to właśnie rozwój alternatywnych mediów czynił czaty mniej atrakcyjnymi.

Czaty z miejsca dyskusji i debat ogólnotematycznych (swego czasu na moderowane czaty zapraszano nawet autorytety i celebrytów) przerodziły się bowiem w szybkie serwisy randkowe. Agencje towarzyskie upatrzyły sobie je jako znakomite miejsce do spamowania swoimi internetowymi ofertami, na dodatek w chwili obecnej normalna dyskusja stała się bardzo utrudniona ze względu na liczbę wszechobecnych napaleńców (obu płci). Przeciętna lista osób w czatowym pokoju roku pańskiego 2013 to przeważnie lista wymiarów, cen, pozycji i preferencji okazjonalnie uzupełnianych imionami. Ewentualne przejawy normalności w tym wszystkim to jedynie ukryty w mieście krzyk.

Siedzenie dziś na czacie nie jest fajne, nie jest modne, to nie jest rzecz, którą ludzie się chwalą tak, jak kontem na Twitterze czy Facebooku. W gronie zboczeńców i spambotów można trafić często na osoby samotne i zdesperowane, które rozpaczliwie szukają kontaktu z drugą osobą. Takiego kontaktu, którego Facebook albo im nie daje wcale, albo w ograniczonym zakresie.

Mobilny, niezobowiązujący świat może okazać się dla czatów prawdziwym renesansem. Działając w tle jako jedna z wielu aplikacji może być w trakcie zupełnie normalnych czynności miejscem dialogu i ciekawej dyskusji w kanałach prywatnych. Już dawno odkleiliśmy się w tej czatowej materii od ekranów komputerów, ale niezobowiązujący flirt lub kilkunastominutowa rozmowa podczas jazdy autobusem? Tak, to znowu ma sens.

Przy dobrej promocji i stworzeniu aplikacji dla niegdyś bardzo popularnego Onetu (obecnie – pustynia) czy wciąż nieźle się trzymającej Wirtualnej Polski, Polacy znów mogą zacząć czatować. Tak jak kiedyś – dla zabawy i zabicia czasu, nie z desperacji. Rynek mobilnych czatów jest jedyną ich przyszłością.

Tagi: ,
Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement