Wpłynąłem na post-pecetowego przestwór oceanu

Felieton/Technologie 18.02.2013
Wpłynąłem na post-pecetowego przestwór oceanu

Tekst ukazał się pierwotnie na Blog Forum Spider’s Web.

Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu,
Wóz nurza się w zieloność i jak łódka brodzi,
Śród fali łąk szumiących, śród kwiatów powodzi,
Omijam koralowe ostrowy burzanu.

Jeśli czytaliście moje poprzednie wpisy, to być może pamiętacie, jak konsekwentnie nie zgadzałem się z twierdzeniami Przemka Pająka o erze Post-PC jako aktualnym trendzie w świecie. Niniejszym deklaruję, iż byłem w głębokim błędzie – i nie czynię tego w ramach podziękowania za Lumię 800, który wygrałem (bo i tak dostałem ją dużo za późno; zresztą, pozbyłem się jej w kilka dni po otrzymaniu przesyłki), ale po kilku miesiącach bicia się z myślami doszedłem do wniosku, że spajdersłebowy rednacz ma rację.

Ale w mniejszym stopniu do racji Przemka przekonały mnie kolejne sukcesy sprzedażowe smartfonów i tabletów. Doszedłem raczej do wniosku, że w coraz większym stopniu klientów nie interesuje to, co zawsze wpływało na sprzedaż: bebechy kupowanych urządzeń. Pomijając młodzieńców spierających się o prymat między Snapdragonem a Tegrą oraz nie aż tak znowu licznych (choć głośnych) fanbojów różnych marek, zwykłego usera nie interesuje, czy kupowany pecet ma w środku Intel i5 czy AMD A10, albo RAM DDR 1066 zamiast 1600.

Owszem, pojemność dysku czy ilość megaherców ma jeszcze jako takie znaczenie, ale chyba wszyscy wiemy, że komputery są obecnie na tyle mocne – niezależnie od zamocowanego procesora czy RAMu – że do podstawowych zastosowań nawet najtańszy komputer z marketu będzie wystarczająco wydajny. Dlatego też zainteresowanie poczciwymi blaszakami przeniosło się tam, gdzie ten czy inny wyświetlasz robi różnicę – tj. na tablety i smartfony. Ale i tam większą rolę zdaje się odgrywać zaufanie do marki czy po prostu marketing.

Inaczej było jeszcze dziesięć lat temu, gdy każdy choć trochę zainteresowany IT przeglądał od deski do deski kolejny numer CHIPa i znał (jak wasz ulubiony autor tego tekstu) na pamięć tabelki z wynikami benchmarków. Wtedy była to wiedza dla wtajemniczonych, choćby z uwagi na niskie jeszcze nasycenie rynku nowoczesną elektroniką. Jednak ta dosyć specjalistyczna wiedza o architekturze poszczególnych generacji procesorów czy różnic między pamięcią SDR a DDR była dystrybuowana w pismach zgoła popularnych, jak właśnie CHIP; dzisiaj znajdziemy ją w niszowych serwisach pokroju PCLab; mainstreamowe media elektroniczne skupiają się raczej na tych istotniejszych z punktu widzenia mas aspektów, jak płynność czy czas pracy na baterii.

Elektronika stała się jednym z elementów life-style’u i w naturalny sposób spodowało to demokratyzację dyskursu – mniej tabelek, więcej emocji lub odczuć estetycznych. W końcu, kiedy przeciętny Kowalski czy Smith wróci z pracy i chce poczytać recenzję tabletu, który drogą kupna zamierza nabyć, to nie interesuje go, czy Snapdragon S4 Plus jest wydajniejszy od konkurencji – tylko to, czy po prostu aplikacje będą na nim lepiej działać, a bateria nie wyładuje się po trzech godzinach przeglądania internetu (albo dzwonienia, co poniektórzy jeszcze praktykują).

Widzę to po sobie – tak, jak dawno temu (czyli na przełomie XX i XXI wieku) znałem ww. tabelki na pamięć i ze swadą udowadniałem wyższość Durona nad Celeronem z uwagi na lepszy cache L2, tak teraz teksty stricte techniczne omijam szerokim łukiem, a po pracy, wracając trójmiejską koleją miejską, z przyjemnością czytam felietony Ewy Lalik czy Jakuba Kralki. I tu muszę się zdobyć na nieco wstydliwe dla mnie wyznanie: jeszcze rok temu uważałem tę dwójkę (z różnych względów, głównie logiczno-językowych) za najgorszych redaktorów SW (wybaczcie!), tak teraz zwłaszcza teksty Kuby czytam od początku do końca (kiedyś się pisało: od deski do deski, ale teraz to określenie niezbyt pasuje do stanu faktycznego) z nieukrywaną przyjemnością – mimo, iż oboje nad kwestiami technicznymi często się nie zająkują, za to zwracają uwagę na przyległości świat IT, związane chociażby ze społecznościowymi aspektami bytności w sieci.

Po stokroć bardziej wolę poczytać iskrzący się humorem tekst Kuby o Sid Meier’s Pirates! czy zdecydowanie bardziej poważny felieton Ewy o zagrożeniu, jakie niesie za sobą biznesowe wykorzystywanie serwisów społecznościowych, niż artykuł Dawida Kosińskiego (przepraszam, po prostu nie jestem targetem!) o jakiejś karcie graficznej.

Pecety po prostu przestały mnie interesować. Mój blaszak działa, i nawet Battlefielda 3 na pełnych detalach udźwignął mimo procesora i3 i karty graficznej sprzed kilku lat; mój featurephone w postaci Nokii C3 robi tak fatalne zdjęcia, że muszę posługiwać się normalnym aparatem fotograficznym (uprzedzam złośliwe pytania: cyfrowym, nie na klisze). W sensie technicznym – tkwię głęboko w jesieni średniowiecza ery PC; ale wiem już, że przy wyborze następnego komputera nie spędzę trzech tygodni na porównywaniu tabelek i sprawdzaniu metodologii poszczególnych benchmarków.

W takiej ciszy – tak ucho natężam ciekawie,
Że słyszałbym głos z Litwy. – Jedźmy, nikt nie woła.

Cytaty: Adam Mickiewicz, „Stepy akermańskie”

Tagi: ,

Dołącz do dyskusji

Advertisement