Pranie pchełek od Apple – czyli dużo dobrego o małym w debiutanckim wpisie na blog forum

Blog Forum 24.02.2013
Pranie pchełek od Apple – czyli dużo dobrego o małym w debiutanckim wpisie na blog forum

Firma Apple znana jest najpewniej wszystkim użytkownikom czytającym Blog Forum SW, więc chyba nie muszę jej specjalnie przedstawiać ani tym bardziej reklamować(marketingowcy z Cupertino radzą sobie całkiem nieźle sami). Muszę jednak pochwalić ich produkt zgoła mniej prestiżowy czy szpanerski niż iPody, iPhone’y i MacBooki — Apple Earpods!

Każdy producent wartych uwagi smartfonów daje w pudełku z telefonem słuchawki. Jest to praktyka stosowana od początku gatunku jakim jest telefon komórkowy. Jednak takie “kitowe” słuchawki (kitowe jak obiektyw, od ang. kit – zestaw —- nie “do kitu”) bywają bardzo różnej jakości. Konsumenci wybierający firmę Samsung zazwyczaj dostają słuchawki dokanałowe, których nie jestem wielkim fanem ze względu na drażnienie skóry w uszach (jakkolwiek to brzmi). Fani firmy Apple zaś, do swojego nowiuśkiego iPhone’a 5, dostają EarPods i to właśnie na śpiewaniu peanów na ich temat chciałbym się skupić

Opakowanie

Po wydłubaniu telefonu z pudełka i przebiciu się przez kolejne warstwy kartonowych saszetek z warunkami gwarancji i innymi papierkami, oczom moim ukazało się dno pudełka, gdzie zgrabnie upakowane leżały sobie ładowarka, kabelek i słuchawki. Pudełko, czy raczej “kapsułka” albo “gablotka” zawierająca apple’owskie słuchawki jest wykonana bardzo estetycznie. Słuchawki są uroczo wyeksponowane pod przezroczystym przykryciem z grubego, dobrej jakości plastiku. Przewód jest ładnie zawinięty, wszystko w jak najlepszym porządku. Jabłko trzyma poziom nawet w tak prozaicznych szczegółach – brawo.

Budowa i dopasowanie

Jest to właśnie ten aspekt, którym Apple chwaliło się najbardziej promując swoje pchełki. I faktycznie mieli czym się chwalić. Słuchawki siedzą pewnie w uchu, nigdzie nie uciskają ale też nie ma się wrażenia, że za chwilę stracimy odsłuch w jednym uchu, bo słuchawka postanowi wypaść. Nie trzeba poprawiać ich pozycji – jak raz włożymy tak będą siedzieć.

Jednak budowa ma wpływ nie tylko na wygodę użytkowania, ale także na wrażenia słuchowe. Według marketingowców Apple, ich “rewolucyjna” budowa (Philips był szybszy ze swoimi ActionFit SHQ1200) miała kierować dźwięk wprost do ucha, co miało zapewniać niespotykane dotąd w takich słuchawkach odczucia. I faktycznie – tak właśnie jest. Dźwięk jest zaskakująco wyraźny i bliski. Czujemy, że muzyka gra nam w uchu, a nie obok niego. Dźwięk jest kierowany właśnie tam gdzie powinien być, dzięki czemu nie musimy słuchać muzyki na maksymalnej głośności. 75% spokojnie wystarcza do poruszania się pieszo po mieście wśród zgiełku ulicy i samochodów. Nie wiem, czy można tak naprawdę mówić w tym przypadku o jakiejkolwiek izolacji, gdyż nie są to słuchawki dokanałowe, ale dzięki swojej budowie Earpody naprawdę “zamykają” kanał słuchowy na część bodźców zewnętrznych, zwłaszcza gdy leci w nich muzyka. Dzięki temu zamknięciu brzmienie staje się znacznie głębsze niż w klasycznych słuchawkach dousznych, a bas jest naprawdę przyzwoity.

Apple Earpods mogę z czystym sercem polecić każdemu kto szuka przenośnych słuchawek nie-dokanałowych, a komu zależy na dobrym brzmieniu i wygodzie. Nie twierdzę że są lepsze od wspomnianych wcześniej Philipsów, bo nie miałem okazji ich testować,ale jestem pewien, że mogą z nimi na równi konkurować.

W segmencie słuchawek dodawanych w zestawie z telefonem Earpody są zdecydowanie w czołówce, razem z dokami Samsunga i Beatsami oferowanymi przez HTC (na nieco innych zasadach).

Na zakończenie chciałbym dodać, że byłem zaskoczony, że po upraniu w pralce i wysuszeniu w suszarce elektrycznej moje białe pchełki dalej działają bez zarzutu, a dźwięk pozostał niezmieniony w żaden sposób. Naprawdę nieźle.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement