Jak zostałem obsłużony w salonie, czyli „Proszę pozwolić, że zadzwonię do BOK-u… a Apple to iluminaci”

Blog Forum 08.02.2013
Jak zostałem obsłużony w salonie, czyli „Proszę pozwolić, że zadzwonię do BOK-u… a Apple to iluminaci”

Rynek urządzeń mobilnych rozwija się bardzo dynamicznie, a wraz z nimi również operatorzy komórkowi. Ci dwoją się i troją (przynajmniej niektórzy), aby zatrzymać przy swoich umowach klientów oraz oczywiście zdobyć nowych. To tak tylko słowem wstępu, bo sam wpis będzie po prostu podzieleniem się wrażeniami. A tych dzisiaj całkiem sporo.

Gdy skończyła mi się umowa w Orange, skuszony dobrymi opiniami, niezłą ofertą i świetnym marketingiem PLAY, postanowiłem opuścić swą dotychczasową sieć. Krótkie rozeznanie w ofercie pokazało mi, że fioletowy operator nie posiada oferty idealnej dla mnie, trochę się niemal rozczarowałem – może oczekiwałem za dużo. To, czego szukałem, odnalazłem jednak w Orange, toteż przestałem kręcić nosem i decyzja zapadła – zostaję.

Wiedząc dokładnie, czego chcę i jaką ofertę wybiorę (konsultowałem wcześniej swoje oczekiwania przez LiveChat z doradcami Orange – świetni, polecam!), ruszyłem do salonu Orange w moim mieście. Powiedziałem miłemu Panu, jak może mi pomóc i chcąc się tylko upewnić, zapytałem o szczegóły oferty. Trochę się zdziwiłem, gdy znacznie odbiegały one od tego, na co byłem przygotowany. Ale nic, przecież to on jest tu specjalistą, więc pewnie wie lepiej.

Nie wiedział.

Poprosiłem, aby się upewnił, gdyż po wcześniejszych rozmowach z doradcami, czy też nawet osobistym obejrzeniu oferty, miałem sporo wątpliwości co do jego racji. Sprzedawca zadzwonił zatem do swoich kolegów. „Chyba masz rację, ale nie jestem pewien.” – powiedział pierwszy, „Wydaje mi się, że się mylisz.” – mówił drugi. A Pan z Orange kłopotał się coraz bardziej.

W końcu stwierdził, że zadzwoni do Biura Obsługi Klienta. Ta rozmowa ciągnęła się w nieskończoność, bo musiał sporo czekać na odpowiedź. W tym czasie obejrzałem każdy kącik salonu, obejrzałem wszystkie telefony i sprawdziłem maila na iPhonie. „Czy mi się wydawało, czy widziałem, że masz iPhone’a? Robi mi się niedobrze, gdy widzę nadgryzione jabłuszko.” – i zaczęło się. Otóż pracownik Orange nie był chyba specjalnym fanem Apple. Zaczął zastanawiać się, dlaczego to jabłko jest właściwie nadgryzione i doszedł do wniosku, że Apple podlega… iluminatom, iPhone jest prosty, bo jest stworzony dla głupich Amerykanów, a takimi rządzić najłatwiej. Ale super.

Doczekaliśmy się w końcu odpowiedzi z BOK-u. Jak łatwo się domyślić, rację miałem ja, a Pan sprzedawca bardzo się z tego ucieszył, gdyż wcześniej od niechcenia stwierdziłem, że w innym przypadku, Orange mi się nie opłaca i idę do PLAY! Pracownik podziękował mi, że dowiedział się czegoś nowego, po czym skrytykował SGS’a III – taaak, właśnie po to poszedłem do salonu Orange! Odpowiedzi na moje kolejne pytania udzielał mając otwarty przed sobą regulamin ich własnych usług, chyba nie chciał popełnić kolejnej gafy.

Zastanawia mnie tylko, jak przy takiej obsłudze klienta, w ofercie zorientowane są osoby niezainteresowane dokładną analizą oferty? Można im wcisnąć bardzo wiele, a przy takich kompetencjach pracowników, jeszcze więcej może okazać się nieprawdą. A to naprawdę była jedna z podstawowych ofert. Ja bardzo lubię pracowników kolorowych, z którymi można się posprzeczać i spędzić w salonie czas lepiej, niż na zakupach w spożywczaku, ale błagam, niech nie każą mi uczyć siebie, jak wygląda ich własna oferta.

Pan pożegnał mnie słowami: „Gdybyś miał jakieś pytania – przychodź. Jak będziesz mógł mnie jeszcze czegoś nauczyć, to też przychodź!”.

A Pan miał na imię Przemek ;).

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement