Lekarstwo na bolączki Waszych tabletów i smartfonów

Felieton/Technologie 07.02.2013
Lekarstwo na bolączki Waszych tabletów i smartfonów

Z natury jestem człowiekiem opanowanym, trudno wyprowadzić mnie z równowagi. W wielu sytuacjach zachowuję zimną krew. Przemek pisał wczoraj o tym, że nic go nie irytuje tak bardzo, jak zdublowane powiadomienia z sieci społecznościowych. Mnie to nie przeszkadza, czasem dźwięki pochodzące jednocześnie z komputera i smartfona potrafią się zgrać tak, że człowiek ma ochotę słuchać i słuchać. Tak jak w przypadku kilkunastu napędów dyskietek, które w idealnej kooperacji wygrywają melodie z dzieciństwa. Są jednak momenty, kiedy mam ochotę wyrzucić z siebie tłustą niczym wazelina o poranku grubiańską wiązankę. Do dziś moim idolem w tej kwestii jest Kamil Durczok, którego z pewnością znacie z monologu nad brudnym stołem. Ja się Kamilowi nie dziwię. Nic mnie tak nie denerwuje jak gil na ekranie telefonu.

Przenieśmy się kilka lat do przodu

Wolne zbliżenie kamery, prezenter podnosi głowę, jednak zamiast „Dzień dobry państwu” nie słyszymy nic. Na twarzy prowadzącego jawi się niewielki uśmiech. W studiu panuje cisza, za prompterem las rąk wymachuje w stronę przysadzistego mężczyzny w idealnie skrojonym garniturze, próbując nawiązać jakikolwiek kontakt. Bezskutecznie. Siedzący za blatem prezenter sięga powoli do kieszeni, z gardła młodej asystentki dobiega zduszony krzyk. Nikt z obecnych w studiu nie reaguje. Wszystkie strony skierowane są na niewielkie urządzenie, które powoli przesuwa się po powierzchni dotykowego komputera. Twarz Kamila promienieje z zadowolenia.

Powyższa sytuacja  to nie scenariusz filmu science-fiction klasy XYZ. Zapytacie, co to za diabelskie urządzenie. Jest to nic innego jak mobilny, w pełni zautomatyzowany robot do… konserwowania dotykowych powierzchni płaskich. To jednak nie odległa przyszłość. Nowa era już się rozpoczęła.

Automee-S w całej okazałości!
Automee-S w całej okazałości!

Japonia zawsze mnie fascynowała. Nie wytoczę tutaj żelaznych zasad samurajów czy wyszukanej sztuki tworzenia sushi. Teleturnieje. To był temat do długich rozważań i debat z kolegami. O Takeshi’s Castle mogliśmy rozmawiać godzinami. Przede wszystkim byliśmy ciekawi, jakie rośliny posiada kraj Kwitnącej Wiśni, których my nie mamy, by po ich dowolnej konsumpcji wpadać na tak genialne pomysły. Po raz kolejny muszę się pokłonić mieszkańcom Dalekiego Wschodu. Automee-S jest tym, o czym zawsze marzyłem.

Pierwsze kroki zawsze są najgorsze
Pierwsze kroki zawsze są najgorsze

2,75-calowy robocik Automee-S jest lekiem na wszystkie bolączki użytkowników smart fonów oraz tabletów. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że wynaleziono lekarstwo na epidemię XXI wieku. Pracownikom Takara Tomy – producenta urządzenia – należą się ogromne brawa. Każdy z nas z pewnością prędzej wypucuje garaż, niż podejmie się czynności wyczyszczenia dotykowego ekranu. Proces wszak zajmuje ogromne ilości czasu – pomyślcie, o ile więcej przeczytalibyście lektur w swoim życiu, gdyby nie złowrogie hasło znad głowy: „pucuj tableta!”.

Szczęście jest na wyciągnięcie ręki (choć jeszcze nie u nas). Wystarczą dwie baterie AA, niecałe 17 dolarów i możemy wieść spokojne życie. Nie czekajcie więc, zamawiajcie Automee-S i wypełnijcie Wasze szare żywoty radością!

PS Ten wpis nie jest w jakikolwiek sposób sponsorowany przez producenta.

PPS Producent nie bierze odpowiedzialności za możliwość uszkodzenia urządzeń.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement