Intel Extreme Masters: Czy „granie w grę” się opłaca?

19.01.2013
Intel Extreme Masters: Czy „granie w grę” się opłaca?

Właśnie odbywa się turniej dla graczy pod nazwą Intel Extreme Masters organizowany przez ESL (taka cybersportowa liga). Jest to największe tego typu przedsięwzięcie w Polsce, odkąd zaczęto myśleć o potyczkach z myszką w ręce. Na tak duże widowisko czekało mnóstwo fanów, tym bardziej, że w kraju nad Wisłą tak dużych i prestiżowych rozgrywek wcześniej nie było. Skłoniło mnie to do przemyśleń na temat sytuacji polskiej sceny esportowej.

W ten weekend do katowickiego Spodka zawitała cała masa graczy, geeków i nerdów z całego świata. Wszystko za sprawą trzeciego eventu wchodzącego w skład 7-mego sezonu IEM. Struktura zawodów jest dość prosta – najpierw przeprowadzane są eliminacje do finałów światowych, gdzie w szranki stają najlepsi zawodnicy globu. Dobra lokata na którymś z poprzedzających turniejów jest swego rodzaju wejściówką do dalszych, ostatecznych już zmagań. Ale nie tylko, przy okazji można zgarnąć całkiem pokaźne sumy pieniędzy, nie wspominając o nagrodach rzeczowych. W ten weekend w Katowicach będą łącznie do zgarnięcia aż 82000 dolarów! A rodzice mawiali: „synku siedząc przy komputerze, wzrok tylko sobie psujesz, zero z tego pożytku”!

Szansa na duże pieniądze?

No właśnie, okazuje się, że na grach można zarobić całkiem ładne pieniądze. Nie to jest jednak moim zdaniem najważniejsze (pieniądze szczęścia nie dają, ale posiadając je można być nieszczęśliwym np. w jacuzzi z lampką szampana na ostatnim piętrze swojego wieżowca). Wielu z graczy ma możliwość zwiedzenia całkiem odległych zakątków globu przy okazji konkretnych eventów. Na wycieczkę do Chin czy Las Vegas stać zapewne niewielu z Was. „Grając w grę” można na taki wyjazd zapracować, a wtedy mieć okazję do skonfrontowania się z nową kulturą oraz poznania nowych ludzi. Dla mnie to wystarczający powód, by zainteresować się cyberolimpiadami.

Jak widać, producenci i sponsorzy zaczynają postrzegać nasz kraj, jako swego rodzaju kolebkę graczy oraz twórców gier. Wielu z naszych reprezentantów odnosi sukcesy na największych, międzynarodowych imprezach. Wspomnieć tu można „złotą piątkę” Counter-Strike’a, która od wielu lat znajduje się w ścisłej, światowej czołówce, znakomitego Zerga Artura Blocha aka „Nerchio” czy ostatnią gwiazdę wirtualnej piłki nożnej, Bartosza Tritta, niedawnego v-ce mistrza świata World Cyber Games 2012. Zakładam, że nie tylko sami zawodnicy mieli na to wpływ swoimi znakomitymi osiągnięciami. Możemy się także pochwalić w innych dziedzinach związanych z wirtualną rozrywką. Mamy także twórców wspaniałych gier, które rozchodzą się w milionowych nakładach na całym świecie. Wiedźmin z numerem drugim, Dead Island czy Sniper: Ghost Warrior to ostatnie z tytułów, które szturmem zdobyły serca graczy z całego świata. Idąc dalej, twórczość Tomasza Bagińskiego na polu gier komputerowych również została doceniona. Przypomnę, że zwiastun Wiedźmina 2: Zabójcy Królów zdobył w maju 2012 roku prestiżową nagrodę Golden Trailer Awards, na 13-stej już z kolei gali pokonując chociażby Tomb Raidera. Kolejny teaser jego autorstwa z świetnie dopasowanym utworem „Bullets” brytyjskiego zespołu Archive (którego twórczość jak najbardziej polecam) od kilku dni zbiera pozytywne komentarze.

Fenomen esportu

Odbywający się właśnie event pokazuje, że w naszym kraju jest całe mnóstwo nie tylko graczy, ale i fanów esportowych rozgrywek. Na stronie esl.tv na bieżąco można śledzić transmisję z rozgrywek, same potyczki na żywo ogląda ogromna ilość widzów – zagraniczne media nie mogą wyjść z podziwu, jak wiele osób pojawiło się w Spodku. Transmisja w sieci przyciąga przed ekrany dziesiątki tysięcy fanów, z komentarzy wynika, że wielu z widzów nie zostało wpuszczonych do Spodka i ogląda materiał na telebimach przed budynkiem. Czego chcieć więcej?

Film z rozpoczęcia imprezy: https://www.facebook.com/photo.php?v=550352078309195

Transmisję z IEM można oglądać tutaj: http://esl.tv/iem-katowice-2013/

Droga do gwiazd

No właśnie… By dojść do poziomu, w którym własnym nazwiskiem wyrobiło się markę, potrzeba wielu wysiłków oraz poświęceń. Długie godziny spędzone przed komputerem zamiast na uczelni czy w pracy – nie każdy może sobie na to pozwolić bez odpowiedniego wsparcia. W Polsce działa szereg organizacji esportowych, które wspierają zawodników w ich drodze na szczyt. Nie zawsze to wsparcie jest wystarczające, przede wszystkim w porównaniu do graczy np. z Dalekiego Wschodu, którzy mogą bez większych zmartwień poświęcać przynajmniej 8 godzin dziennie na treningi, omawianie taktyki czy oglądanie meczów swoich przeciwników. W Polsce działa jeden gaming house, w innych krajach jest ich sporo więcej (przede wszystkim w Korei i Chinach). Co więcej, pobyt zawodnika w takim miejscu nie należy do tanich. Jak tu znaleźć złoty środek?

Perspektywy

Jakie są szanse dla osób, które chcą skupić się na esporcie? Na pierwszy rzut oka wygląda to całkiem dobrze. Widzimy, że gracze poszczególnych organizacji posiadają wsparcie nie tylko producentów sprzętu gamingowego, ale także innych, niekoniecznie powiązanych z komputerami. Polacy pojawiają się na międzynarodowych eventach (nie wszyscy organizatorzy zapewniają przejazd i nocleg), a wyjazdy przecież kosztują. Wsparcie finansowe wydaje się być kluczowe. A z tym – z tego, co można poczytać w sieci – bywa różnie. Zdarzały się przypadki, gdy nagrody nie docierały do zwycięzców, znikał sprzęt oraz pieniądze. Jestem jak najbardziej przekonany, że takich sytuacji będzie coraz mniej, a zawodnicy będą mieli dobre możliwości do rozwoju swoich umiejętności. Świetnym komentarzem całej sytuacji jest wypowiedź jednego z katowickich oficjeli na kształt: „niech inne miasta żałują, że nie zauważyły wcześniej fenomenu esportu”. Czy czeka nas rewolucja? Moim zdaniem nie, choć wiele rzeczy się zmienia. Adrian Kostrzębski (Esportownik) ma w planach drugie spotkanie „Porozmawiajmy o esporcie”, Bartosz Tritt po niedawnym sukcesie pojawił się w wielu mediach (przykładowo w „Dzień dobry TVN”), co więcej, kilka dni temu zmienił barwy i wraz ze swym menadżerem rozwija nowy projekt. Odbywający się IEM z pewnością odbije się szerokim echem w mediach nie tylko komputerowych. I to jest moim zdaniem najważniejsze. Niech ludzie dowiedzą się, że istnieje już nie taka mała nisza, jak esport, że coraz więcej osób jest świadoma tego typu rozgrywek i przede wszystkim – to kawał świetnej zabawy!

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement