Sprawdziliśmy – iTunes Match to usługa, którą polecić można jedynie fanom Apple

06.12.2012
Sprawdziliśmy – iTunes Match to usługa, którą polecić można jedynie fanom Apple

Usługa iTunes Match, czyli muzyczna chmura od Apple została zaprezentowana jeszcze przez Steve’a Jobsa na konferencji WWDC 2011. W Polsce usługa ruszyła w lipcu tego roku. Match nie robi wielkiej kariery w naszym kraju, niemniej jednak po porzuceniu Deezera postanowiłem się skusić i wypróbować to rozwiązanie.

Z muzycznej chmury Apple korzystam dopiero od weekendu – to stosunkowo krótki okres, by móc wydawać ostateczne osądy, jednak gdy tylko wspomniałem o rozpoczęciu swojej przygody, na Twitterze zadawano mi pytania o wrażenia. Dlatego myślę, że warto tymi pierwszymi się z wami podzielić.

Z Deezera przestałem korzystać ze względu na brak wielu moich ulubionych utworów i konieczność przełączania się pomiędzy przeglądarką a iTunes w zależności od tego czego akurat chciałem posłuchać. Zważyszy na swoje dość wąskie preferencje muzyczne nie wykorzystywałem potencjału Deezera. Natomiast w przypadku iTunes synchronizowanie list utworów pomiędzy komputerem a urządzeniami nie należy do najwygodniejszych. Przy okazji warto mieć jeszcze kopie zapasową swoich utworów w chmurze.

Jako użytkownik trzech urządzeń Apple decyzja o wyborze iTunes match była więc dość naturalna, choć długo wahałem się przed jej podjęciem. W końcu 100 złotych piechotą nie chodzi, choć rocznie jest to stosunkowo niewielka suma. Co otrzymujemy w zamian? Lepszą jakość naszych utworów, jeśli system iTunes Match odnajdzie te utwory u siebie w bazie, przeniesienie wszystkich naszych muzycznych plików do chmury oraz możliwość ich swobodnego odtwarzania na naszych urządzeniach.

To ostatnie stwierdzenie jest kluczowe – Apple nie oferuje bowiem możliwości odsłuchu muzyki z naszej chmury przez przeglądarkę internetową. Nie możemy więc udostępnić naszej muzyki na komputerze znajomych, ponieważ musimy ich aplikacje iTunes autoryzować w naszym koncie.

Reszta natomiast działa bez zarzutów. Już po paru chwilach od rozpoczęcia analizy mojej bliblioteki w komputerowym iTunes, w aplikacji na iPhone pojawiły się utwory Beatlesów i innych wykonawców, których albumy posiadałem w swojej bibliotece, a które są także dostępne w iTunes Store. Znacznie gorzej było z wrzuceniem ponad tysiąca utworów niedostępnych w bazie. Niestety moje łącze nie pozwala na szybki upload.

Teraz jednak mogę już się cieszyć swoją całą biblioteką na każdym z urządzeń. Streaming ładuje się szybko, choć przed startem każdego utworu sekundę trzeba odczekać (oczywiście wszystko zależy od szybkości łącza). Poszczególne albumy oczywiście możemy zapisywać do trybu offline na iPhone’ie. Pojedyncze utwory możemy zapisać jedynie w postaci utworzonej przez nas listy utworów. To czego brakuje to oznaczenia, które utwory mamy w pamięci urządzenia, a które nie i szybkiego zarządzania nimi. Także dopiero w ustawieniach możemy zaznaczyć, by aplikacja muzyka na smartfonie bądź tablecie pokazywała jedynie utwory dostępne w pamięci urządzenia.

Mimo roku obecności na rynku iTunes Match wymaga jeszcze dopracowania, szczególnie na urządzeniach mobilnych. Nie sądzę, by Apple łatwo oddał rynek muzyki w chmurze, choć firma z Cupertino nie radzi sobie najlepiej z usługami internetowymi. Na pierwszy rzut oka usługi te są naprawdę dobre, a jednak pewne niuanse sprawiają, że brakuje tam dążenia do idealnego produktu. Bez poprawy obecnych mankamentów oraz dodania chociażby możliwości internetowego serwisu Pandora, usługa iTunes Match pozostanie jedynie rozwiązaniem dla osób aktywnie korzystających z całego ekosystemu Apple.

Niemniej jedak jestem zadowolony z tej usługi – na obecną chwilę spełnia moje oczekiwania i pozwala wszędzie cieszyć się moją muzyką nie zważając na ograniczenia pamięci iPada czy iPhone’a. Należy jednak pamiętać, że to rozwiązanie nie dla wszystkich. Po pierwsze należy lubić słuchać muzykę poprzez iTunes na Windows lub mieć Maka oraz posiadać przynajmniej jedno urządzenie mobilne Apple. Po drugie należy mieć własną bogatą bibliotekę utworów – bez tego znacznie lepiej skorzystać z Deezera, WiMP, Spotify czy nawet Muzo.

Zważywszy na problemy wieku dziecięcego, naprawdę zadowoleni z tej usługi będą tylko fani marki.

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement