Hobbit w 48 kl/s hit czy kit? – byliśmy w kinie na najnowszym filmie Petera Jacksona

28.12.2012
Hobbit w 48 kl/s hit czy kit? – byliśmy w kinie na najnowszym filmie Petera Jacksona

Choć polska premiera Hobbita jest właśnie dziś (piątek 28 grudnia 2012) to już od pierwszego dnia świąt w wybranych kinach trwały regularne pokazy przedpremierowe. Film dostępny jest w 7 różnych wersjach, a dla Spider’s Web najciekawsza jest ta z podwyższonym klatkażem. Specjalnie dla was sprawdziliśmy czy 48 kl/s to kolejna kinowa rewolucja.

Fani kinowej adaptacji powieści J.R.R. Tolkiena musieli czekać aż 9 lat na premierę kolejnego filmu w reżyserii Petera Jacksona. Teraz przez kolejne trzy lata widzowie będą raczeni kolejnymi epizodami składającymi się na historię zawartą na kartkach książki „Hobbit czyli tam i z powrotem”.

Nie jestem fanem filmowej adaptacji Władcy Pierścieni. O ile Hobbita i trylogię z przyjemnością przeczytałem będąc nastolatkiem, o tyle filmowa „Drużyna Pierścienia” strasznie mnie nużyła i porzuciłem oglądanie całej sagi. Ze względów technicznych nie mogłem sobie jednak odmówić obejrzenia najnowszego dzieła Petera Jacksona i… nie zawiodłem się.

Ten film to majstersztyk dzisiejszych możliwości technicznych. Efekty specjalne są niezwykle dopracowane, krajobrazy zapierają dech w piersiach, a jakość obrazu jest fenomenalna. To właśnie na Hobbicie widać zalety cyfrowych projektorów o dużej rozdzielczości i ogólnie sensu 4K. Także realizacja 3D zasługuje na duże uznanie. Większość scen oferowała świetną głębię, zdarzyło się też kilka efektownych „wyjść” z ekranu – po prostu widać było sens zastosowania trójwymiaru, a nie robienie go na siłę jak w przypadku wielu innych kasowych filmów.

Niestety Hobbit pokazuje przy okazji jak technologia 3D jest wciąż niedoskonała. Mimo zastosowania na sali pasywnych okularów wszyscy, którzy wybrali się ze mną na seans narzekali w mniejszym lub większym stopniu na zawroty głowy, nudności czy ból głowy. Prawie trzygodzinny seans w 3D jest niestety ciężki do wytrzymania dla wielu osób.

Takie konsekwencje przy oglądaniu 3D mogły zostać także pogłębione poprzez najważniejszy element tego seansu, czyli podwyższony klatkaż. Część scen w filmie „Hobbit: Niezwykła podróż” została zrealizowana w 48 klatkach na sekundę. To istny kinowy eksperyment. Wrażeń z tej technologii nie mogę jednoznacznie ocenić. Efekt owszem był zauważalny, jednak nie był czymś oczywistym. W pewien sposób potęgował on realizm, robił teatralne ujęcia i sprawiał wrażenie, że gramy w grę komputerową. W czasie filmu zdarzały się momenty, w których wydawało się, że oglądamy film w trybie przewijania, niektóre ruchy postaci były nienaturalnie przyśpieszone.

Wyższy klatkaż traktować należy jako ciekawostkę. Wbrew wcześniejszym wypowiedziom Jamesa Camerona i Petera Jacksona, nie sądzę by była to wielka rewolucja, a przynajmniej nie dla całej kinematografii. Jeśli rozwiązanie się przyjmie, to w przypadku takich właśnie filmów jak Hobbit czy Avatar, które są niezwykle baśniowe, fantastyczne. Niemniej jednak jeśli w waszej okolicy dostępna jest właśnie ta wersja filmu, to warto się wybrać właśnie na seans w HFR.

„Hobbit: Niezwykła podróż” to także fantastyczna realizacja dźwięku. Efekty były świetne, choć sala, na której oglądałem film sama w sobie nie powalała jakością akustyki. Pod tym względem nie mogę doczekać się wersji Blu-ray i odsłuchu w kinie domowym.

Nie jesteśmy po to, by pisać o fabule, trudno jednak o niej w ogóle nie wspomnieć. Nie jestem w stanie porównać adaptacji filmowej do książkowego oryginału, ponieważ przed projekcją nie przeczytałem ponownie lektury, jednak film odebrałem bardzo pozytywnie. To nie były zmarnowane 3 godziny (sam film 2:40, reklamy 20 minut). Mimo długości nie odczułem zbytnich dłużyzn. Jest w filmie wiele scen, które zapadają w pamięć.

Jednego jestem jednak pewien – najnowszy film Petera Jacksona trzeba zobaczyć jeśli choć trochę lubi się fantastykę. Realizacja tego filmu robi świetne wrażenie. Sam wysoki klatkaż jest ciekawym dodatkiem, jednak nie wpływa znacząco na odbiór filmu, choć zastanawiam się czy nie wybrać się jeszcze raz do kina na wersję tradycyjną dla porównania.

Osobom, które wcześniej miewały dolegliwości przy filmach 3D odradzam trójwymiarowe pokazy Hobbita. Sam z niecierpliwością czekam na kolejne dwie odsłony filmu i wydanie Blu-ray. Dodatkowo chyba dam jeszcze jedną szansę filmowej trylogii Władcy Pierścieni.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement