archify – startup oferujący prywatne archiwum internetowe

04.12.2012
archify  – startup oferujący prywatne archiwum internetowe

W Internecie robimy masę rzeczy. Odwiedzamy różne strony, otrzymujemy powiadomienia na Facebooku, czy Twitterze. Gdybyśmy chcieli odtworzyć nasze sieciowe kroki z przeszłości, zapewne pojawiłby się spory problem, a czasami byłoby to zupełnie niemożliwe. Tu z pomocą przychodzi archify, pozwalając magazynować całą sieciową aktywność w jednym miejscu.

Tym miejscem są serwery należące do świadczeniodawcy usługi. Archify, które niedawno wyszło z fazy beta, działa w oparciu o integrację z serwisami społecznościowymi, a także wtyczkę do przeglądarki, po zainstalowaniu której zbierane są informacje o naszej sieciowej aktywności. Następnie są one segregowane i przechowywane, tworząc osobiste archiwum.

Jest to wręcz przerażający pomysł dla osób, które cenią sobie prywatność w sieci. Ja należę do tego grona i już przy samej instalacji wtyczki do Google Chrome, podczas której przeglądarka informuje co archify może robić, kliknąłbym nie i dał sobie spokój. A może: uzyskać dostęp do danych we wszystkich witrynach, odczytywać i modyfikować zakładki, wykrywać lokalizację fizyczną, odczytywać historię przeglądania, uzyskać dostęp do aktywności związanej z kartami i przeglądaniem. Nie brzmi to zbyt miło, ale na potrzeby tego tekstu spróbować można. A może archify przekona mnie do tego, że danie mu tak szerokiego dostępu wszystkiego było dobrym pomysłem? Zobaczmy.

archify - logowanie

Po instalacji wtyczki na pasku Chrome pojawiła się mała ikonka z logiem usługi –głową chomika. Na początek trzeba wybrać metodę, jaką będziemy się do archify logować. Można przez Gmaila, Facebooka, Twittera, albo tradycyjnie zakładając osobne konto. Po wybraniu odpowiedniej metody i założeniu konta (polecam utworzenie oddzielnego konta w archify, najlepiej z mocnym i unikalnym hasłem) można spokojnie przeglądać Internet. Spokojnie można by ubrać w cudzysłów, bo w tyle głowy trzeba mieć informację, że prawie każde nasze posunięcie w sieci jest monitorowane. Prawie każde, bo serwis nie śledzi stron korzystających z protokołu https, ani tych oglądanych podczas przebywania w trybie incognito. Możemy też wybrane adresy blokować, lub wyłączyć plug-in.

archify.com - historia

Centrum dowodzenia jest strona archify.com. Gdy zalogujemy się na nią na stronie głównej wyświetla się najnowsza historia, którą możemy w dowolny sposób sortować i filtrować, albo po prostu wyszukać pożądaną frazę. Można sprawić, aby wyświetlały się aktywności wyłącznie z przeglądarki, czy też poszczególnych serwisów społecznościowych. Można sprecyzować również z jakiego okresu czasu ma wyświetlać się archiwum, czy konkretną przeglądarkę. Możliwości jest całkiem sporo, lista odświeża się w czasie rzeczywistym, można usuwać z niej poszczególne pozycje, albo dodawać je do ulubionych, wyświetlane są dodatkowo miniaturki. Każda aktywność opatrzona jest informacją o miejscu i czasie, w których miała miejsce. Całość przypomina trochę wyszukiwarkę Google.

Po połączeniu z Gmailem możliwy jest dostęp do wszystkich danych z poziomu usługi pocztowej. W menu znajdującym się z lewej stron pojawia się lista archify, z której możemy wybierać i sprawdzać poszczególne rodzaje aktywności. Zasady podobne jak w przypadku korzystania ze strony archify.com

archify.com - statystyki

Trzeba przyznać, że jest to bardzo wygodne rozwiązanie. Jakiekolwiek nieprzewidziane zdarzenie, którego konsekwencją jest utrata historii przeglądanych stron jest w przypadku korzystania z niego niestraszne, bo wszystkie informacje zostają zapisane zostały w innym miejscu. Również w przypadku używania różnych przeglądarek, czy różnych komputerów adresy wszystkich otwieranych stron są zawsze pod ręką. Aktywności z serwisów społecznościowych i tak dostępne są z zasady w każdym urządzeniu podłączonym do sieci, jednak znacznie łatwiej wyszukiwać je za pomocą archify, niż przekopując archiwum np. Facebooka.

Miłośnicy statystyk w archify też znajdą coś dla siebie. Wszystkie nasze posunięcia w sieci są analizowane i przykładowo dla stron internetowych można sprawdzić ile czasu na nich spędziliśmy, albo ile ich odwiedziliśmy. Można też co do sekundy określić czas spędzony na poszczególnych witrynach. W przypadku serwisów społecznościowych wyświetlani są najbardziej aktywni znajomi, lub strony i łączna liczba zarejestrowanych aktywności. Fajna funkcja, chociaż niespecjalnie przydatna. Chyba, że do uświadamiania sobie ile czasu tracimy na przeglądaniu bzdetów w Internecie.

archify.com - usuwanie konta

Warto poruszyć jeszcze jedną kwestię – bezpieczeństwa danych i ich likwidacji. Wszystkie informacje przetrzymywane są na serwerach archify i nikt nie ma w nie wglądu. W regulaminie wyraźnie zaznaczony jest fakt, że w przypadku usunięcia konta po 48 godzinach wszystkie prywatne informacje zostaną permanentnie usunięte z serwerów firmy. Z tym usuwaniem różnie bywa, ale nie mam podstaw, aby posądzać akurat twórców archify o nieczyste zamiary.

Archify to naprawdę ciekawa usługa, którą docenią zwłaszcza osoby korzystające z różnych urządzeń, ale chcące posiadać jedno globalne archiwum. Sens w przypadku serwisów społecznościowych jest w moich oczach trochę mniejszy, ale jeśli ktoś lubi grzebać w starych statusach, to dzięki archify na pewno będzie miał ułatwione zadanie.

archify.com - ikona

Pomimo początkowej dużej dozy sceptycyzmu archify robi zrobiło na mnie dobre wrażenie. Funkcjonalność mówi sama za siebie. Jednak pomimo tego, wciąż nie polecałbym specjalnie nikomu używania tej usługi. Dla mnie korzyści, chociaż są niezaprzeczalne, nie przebijają ryzyka jakie niesie ze sobą założenie konta w archify. Posiadanie całego swojego archiwum w jednym miejscu, zabezpieczonego tylko jednym hasłem to proszenie się o kłopoty. Szczególnie, jeśli ktoś loguje się do tej usługi z serwisu społecznościowego. Z nich korzysta się w różnych miejscach, na różnych komputerach. W przypadku przejęcia hasła np. do Facebooka, włamywacz otrzymuje nie tylko dostęp do naszego profilu, ale i do całej naszej internetowej przeszłości, odwiedzanych stron, jak i miejsc, z których najczęściej na nie wchodzimy.

A w dzisiejszych czasach i tak możliwości zabezpieczenia historii przeglądania przed utratą, albo jej synchronizacji z innymi urządzeniami nie są najgorsze. A na pewno bezpieczniejsze, bo dostęp do danych często wymaga podania unikalnych kluczy deszyfrujących. W przypadku serwisów społecznościowych sens archiwizacji jest jeszcze mniejszy – w swojej Facebookowej karierze ani razu nie wracałem do aktualizacji statusów sprzed kilku miesięcy. Bo po co? Jak jest coś naprawdę ważnego można to zapisać w inny sposób.

Na pewno znajdą się osoby, u których korzyści przeważą wady korzystania z tej usługi. Co by nie mówić, archify to przydatna rzecz. Jednak pomimo tego, że poczucie prywatności w sieci jest rzeczą złudną, to moim zdaniem im mniej „wielkich bratów” śledzących nasze sieciowe poczynania, tym lepiej. Nawet kosztem utraty kilku ciekawych, acz nie niezbędnych w sieciowym życiu funkcji.

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement