Tweetro kolejną ofiarą nowej polityki Twittera

15.11.2012
Tweetro kolejną ofiarą nowej polityki Twittera

Otwarte API w dowolnej usłudze internetowej to, moim zdaniem, klucz do sukcesu i zadowolenia klientów. Każdy, dzięki niemu, może używać dowolnego programu by przeglądać udostępniane przez usługę treści. Ograniczenia na owo API są zrozumiałe. Twitter jednak chyba nieco przesadza.

O tym, jak istotne jest otwarte API, niech świadczy chociażby sukces Facebooka. Platforma ta dostępna jest praktycznie na każdą możliwą platformę mobilną. Sam Facebook zajmuje się wyłącznie aplikacjami dla Androida i Windows Phone. Ale dzięki temu, że pozwala się „dobrać” programistom firm trzecich do tego, co na portalu najważniejsze, dostępny jest praktycznie wszędzie. Czy to Windows Phone, na którym Microsoft samodzielnie stworzył zarówno wbudowaną integrację, jak i zewnętrzną aplikację, czy to HTC Sense z pięknie wbudowanym „Fejsem”, czy bada, czy Maemo, czy dowolna inna platforma, Facebook jest zawsze pod ręką. I między innymi dlatego używa go około miliarda internautów.

Rzecz jasna, żadna usługa nie może pozwolić sobie na otwarcie się całkowite. Z bardzo prostej przyczyny. Absolutna otwartość oznacza wolny dostęp do absolutnie wszystkiego, a także możliwość wycinania dowolnych treści (czytaj: reklam). Dlatego też żadna nieoficjalna aplikacja nie umożliwia dostępu do absolutnie wszystkich funkcji. Chcesz więcej? Skorzystaj z przeglądarki lub oficjalnej aplikacji. A przy okazji obejrzyj to, co ma dla ciebie do zaoferowania nasz sponsor. Za darmo masz tylko najważniejsze funkcje.

Twitter jednak chce większej kontroli nad swoimi treściami. Poszedł więc niedawno na, jego zdaniem, najlepszy kompromis. Dalej udostępnia swoje API, ale tylko dla niszowych rozwiązań. Jeżeli dana aplikacja przekroczy sto tysięcy aktywnych użytkowników, dostęp do zasobów Twittera jest jej odcinany. Efekty już widać. Coraz więcej fantastycznych programów do Twittera przestaje być rozwijanych. Bo nie ma to sensu. Dziś twórcy najlepszej chyba aplikacji dla Windows 8 do obsługi Twittera ogłosili tymczasową kapitulację. Oficjalnego programu do Twittera brak. Zostają nam więc inne odpowiedniki, ale i te zostaną odcięte w momencie osiągnięcia „odpowiedniej” popularności.

I co ja mam teraz zrobić? Rzecz jasna, pozostaje mi Twitter w przeglądarce a także wbudowana przeglądarka Twittera (Microsoft najwyraźniej dogadał się z tym gigantem), która jednak nie udostępnia nawet możliwości wysłania prywatnej wiadomości danemu Twitterowiczowi. Miło się za jej pomocą przegląda ostatnie wpisy śledzonych przeze mnie osób, ale to fajny dodatek, a nie narzędzie z prawdziwego zdarzenia. Tweetro został odinstalowany. Psiamać.

Twórcy aplikacji, LazywormApps, zapowiedzieli, że szukają odpowiedniego rozwiązania, by przywrócić swoją aplikację na Windows Store (została zdjęta z oczywistych powodów). Zapowiedzieli, że dołożą wszelkich starań, by ich program powrócił do użytkowników Windows 8. Są oni jednymi z wielu, którzy szukają odpowiedniego wyjścia z sytuacji.

Co ja mam zrobić, drogi Twitterze? Lubię cię, lubię społeczność zgromadzoną wokół mnie. Nie zamierzam szukać innej aplikacji, bo pewnie ta najfajniejsza, która mi się spodoba, będzie znowu odcięta jak tylko zdobędzie popularność. Szkoda więc mojego czasu. Pozostaje mi więc przeglądarka internetowa. Bez powiadomień, bez konfigurowalności. Czemu to ma służyć? Nie mam pojęcia. Nie mam nic przeciwko reklam na tym portalu. Lubię cię, chętnie dam ci zarobić. Opracuj API i licencję tak, by każdy twórca niezależnej aplikacji musiał szanować promowane tweety i tym podobne.

Na razie z pewnością dalej będę odwiedzał ten portal poprzez przeglądarkę. Za bardzo go lubię. Ale prędzej, czy później, zmęczy mnie to. Tak samo, jak coraz rzadziej zaglądam na Google+. Ten całkowicie zamknięty portal społecznościowy, bez jakiegokolwiek użytecznego API, ma aplikację wyłącznie na Androida, Windows 8 (przy czym jest ona półśrodkiem) i iOS-a. Mam nadzieję, że Twitter nie stanie się usługą, którą odwiedzam „od święta”….

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement