Samsung Galaxy Note 10.1 – recenzja Spider’s Web

SW Testuje 15.11.2012
Samsung Galaxy Note 10.1 – recenzja Spider’s Web

Samsung Galaxy Note 10.1 to obecnie jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy dziesięciocalowy tablet z system Android. To co go wyróżnia na tle konkurencji, to chowany w obudowie rysik i możliwość pracy na kilku aplikacjach na jednym ekranie. Jest to urządzenie zupełnie inne od iPada, przeznaczone bardziej do pracy niż do rozrywki.

Samsung Galaxy Note 10.1, o oznaczeniu kodowym GT-N8000, na pierwszy rzut oka może przypominać masę innych dostępnych na rynku tabletów z systemem Android. A skoro tamte produkty nie odniosły spektakularnego sukcesu, można by przypuszczać, że nowy wytwór Samsunga spotka ten sam los. Jednak Note 10.1 z jednej strony cierpi na bolączki wszystkich dużych urządzeń z systemem Google, a z drugiej posiada zalety, którymi deklasuje konkurencję już na wstępie. Strasznie mi ciężko go przez to ocenić.

Do zalet z pewnością należy obsługa rysika z “tysiącem stopni nacisku”. Nie wiem, czy poczułbym różnicę między tysiącem, a kilkudziesięcioma, ale z pewnością ładnie to wygląda w materiałach reklamowych. Faktem natomiast jest, że podczas rysowania na ekranie faktycznie łatwo uzyskać cieńsze i grubsze linie w zależności od nacisku. Nie jest to osiągalne na innych tabletach z klasycznym rysikiem, bo w przypadku serii Galaxy Note za rozpoznawanie siły nacisku odpowiada specjalny ekran.

 

Rysik S Pen

To właśnie ten ekran odpowiada za tak dobre wrażenia podczas korzystania ze stylusa o wdzięcznej nazwie S-Pen. Do innych tabletów można dokupić masę akcesoriów pozwalających na obsługę interfejsu za pomocą czegoś innego niż palec, ale rysik Samsunga nie współpracuje z żadnym innym urządzeniem – prócz tych z linii Note oczywiście. Żaden “zwykły” rysik na “zwykłym” ekranie, z którego do tej pory korzystałem, nie był w stanie zapewnić aż takiej precyzji. Chociaż podobnego rozwiązania jak w linii Note użył HTC w swoim tablecie Flyer, to jego działanie pozostawiało wiele do życzenia. Rysik ten sprawuje się zresztą o niebo lepiej niż w pierwszej generacji phabletu Samsunga.

Jednak rysik to dodatek. Niezbyt obiecujące jest, że tablet Samsunga przy pierwszym kontakcie nie robi najlepszego wrażenia, ani pod względem wyglądu, ani wykonania. Bardzo możliwe, że tak jak w przypadku jego mniejszego brata, Galaxy Note II, powodem tego jest biały kolor obudowy, który potęguje wrażenie jej „plastikowości”. W obu przypadkach nie wygląda ona zbyt dobrze, nie przywodzi na myśl urządzenia z najwyższej półki cenowej. Porównując bezpośrednio Galaxy Note 10.1 i dowolnego iPada wyglądają one na urządzenia z dwóch różnych bajek. Asusy z linii Transformer też wypadają pod tymi względami dużo lepiej i wydają się bardziej eleganckie i solidniejsze. Na białej obudowie pod światło widać odciski palców, a sam ekran także chętnie je zbiera, ale to już niestety problem każdego dotykowego urządzenia.

 

Obudowa i wygoda

Duży plus należy się Samsungowi za umieszczenie głośników z przodu obudowy. Dzięki temu nie ma możliwości zasłonięcia ich przez przypadkiem palcami, a także nie są one przytłumione po położeniu urządzenia na stole. Jedno o czym należy z pewnością pamiętać przed zakupem Note, to fakt że tablet ten ciężko trzyma się jedną ręką, zarówno w pozycji pionowej i poziomej. Chociaż jego waga to tylko około 600 gram, co na dziesięciocalowy tablet jest nawet niezłym wynikiem, to podczas dłuższego korzystania łapałem się na tym, że opierałem tablet o kolano bądź kładłem go na stole. Pewnie ma to związek z faktem, że Galaxy Note 10.1 bardzo często trzymałem jedną ręką i obsługiwałem za pomocą rysika, podczas gdy inne testowane tablety o podobnych wymiarach częściej trzymałem oburącz. Niestety na dłuższą metę jest to uciążliwe, i może mieć też związek z proporcjami ekranu.

Jestem zresztą przeciwnikiem stosowania ekranów o panoramicznych proporcjach w tabletach. Uważam, że zaproponowane przez Apple 4/3 sprawuje się gorzej przy oglądaniu filmów, ale dużo lepiej wykorzystują przestrzeń podczas korzystania z aplikacji i przeglądania stron internetowych. Na dziesięciocalowym i panoramicznym tablecie zresztą niewygodnie się pisze, bo po wyświetleniu klawiatury ekranowej pozostaje bardzo mało miejsca na widok aplikacji. Zaznaczę jednak, że Note 10.1 to jedyny tablet, w którym byłbym gotowy zaakceptować panoramiczny ekran, ale wrócę do tego przy opisie samego oprogramowania.

 

Specyfikacja

Jeśli chodzi o specyfikację techniczną tabletu, to ciężko mu tak naprawdę cokolwiek zarzucić. Ekran o przekątnej 10.1 cala ma panoramiczne proporcje 16:10 i rozdzielczość 1280 na 800 pikseli. Nie jest to oszałamiająca wartość, ponieważ rozdzielczość 720p jest już na porządku dziennym w smartfonach o ekranie o przekątnej ponad dwa razy mniejszej. Na szczęście nie znaczy to, że ekran jest kiepski. Kolory są dobrze odwzorowane, a podczas pracy lub oglądania filmów na piksele tak naprawdę nie zwraca się uwagi. Filmy wyglądają na nim po prostu super, ale i tak w domowym zaciszu wolę oglądać je na dużym monitorze.

Sercem napędzającym tablet jest, jak to zwykle w Samsungu, procesor Exynos. W przypadku Galaxy Note 10.1 jest to jednostka czterordzeniowa o taktowaniu ustalonym na poziomie 1.4GHz. Już od dawna wiadomo, że benchmarki nie oddają faktycznej szybkości pracy urządzeń mobilnych, a dużo bardziej liczy się optymalizacja oprogramowania. Miłym dodatkiem jest pamięć RAM w wymiarze 2GB, co nadal jest rzadkością zarówno w smartfonach, jak i tabletach. Niemniej jednak ani czterordzeniowy procesor, ani olbrzymia ilość pamięci operacyjnej, nie wyeliminowały w pełni problemów z płynnością oprogramowania.

 

Złe pierwsze wrażenie

Z Galaxy Note 10.1 po raz pierwszy miałem styczność na stoisku Samsung Gallery w warszawskim CH Promenada. Niestety to pierwsze wrażenie było bardzo negatywne, co potwierdzały opinie osób, które śledzę na Twitterze. Byłem przerażony tym, jak ten tablet działał wolno i zacinał się na tyle, że przyjąłem go do recenzji bardziej z obowiązku, niż z chęci zabawy fajnym urządzeniem. Okazało się, że problem, który dotyczył egzemplarza na wystawie, nie powtórzył się w aż takim stopniu podczas moich testów. Moim zdaniem to kiepski ruch Samsunga i zamiast pokazywać potencjalnym tablety działające kiepsko, powinni na stoisku zostawić atrapy. Chociaż nadal nie jest to tablet tak szybki jak iPad, to w rzeczywistości sprawuje się znacznie lepiej, niż modele z wystawy i firma pokazując je w takim stanie strzela sobie w kolano.

Reszta specyfikiacji jest także bardzo dobra. Akumulator o pojemności 7000mAh przy tej przekątnej ekranu i podzespołach jest wystarczający, a tablet spokojnie wytrzymuje dzień roboczy. To co mnie zaskoczyło negatywnie, patrząć na pozostałe parametry, to bardzo mała ilość pamięci. Producent dał do dyspozycji użytkownikom zaledwie 16 GB przestrzeni. Oczywiście można rozszerzyć ją poprzez karty microSD, ale biorąc pod uwagę że Note 10.1 pozycjonowany jest na najlepszy tablet w ofercie, a jego cena jest przy tym dość wygórowana, to 16 GB wydaje się niestety wynikiem dość przeciętnym.

 

Łączność i porty

Za łączność bezprzewodową odpowiada moduł Wi-Fi, który łączy się z wszystkimi moimi sieciami bez problemu. Podczas podróży można korzystać z internetu przez 3G dzięki wbudowanemu modemowi, a dźwięk przekazywałem do swoich słuchawek Sony Ericsson MW600 przez Bluetooth. Robienie zdjęć tabletem zawsze wydaje mi się po prostu śmieszne, bo dużo wygodniej wyciągnąć po prostu smartfona z kieszeni. Niemniej jednak z redaktorskiego obowiązku napiszę, że z tyłu znajduje się kamerka 5 megapikseli z diodą LED, a z przodu 1,9 megapiksela do wideorozmów. Jakość do rozmów przez Skype jest zadowalająca.

Największym minusem budowy tego tabletu jest moim zdaniem jednak port ładowania. Samsung z uporem maniaka stosuje w swoich tabletach autorski port USB, który jest bliźniaczo podobny do wycofanego już Dock Connectora Apple. Nie mogłem z tego powodu podłączyć do niego przez przejściówkę USB OTG ani zewnętrznej klawiatury, ani myszy, ani pendrive’a. Wychodząc z domu musiałem zawsze pamiętać o dodatkowym kablu. Co więcej, tablet nie ładuje się z portów USB w komputerze. Rozumiem, że pobiera on dużo więcej prądu od smartfona, ale niektóre z testowanych przeze mnie modeli, jak HTC Flyer, nie miały z tym problemu.

 

Oprogramowanie

Oprogramowanie obecne w Samsungu Galaxy Note 10.1 nie zaskakuje. Wyposażony jest on w system Android w jego czwartej odsłonie Ice Cream Sandwich i dopiero niedawno otrzymał aktualizację do wersji Jelly Bean. Przynajmniej w teorii, ponieważ testowy egzemplarz jej nie widział. Nad wyglądem systemu czuwa nakładka TouchWiz, bardzo podobna do tej znanej ze smartfona Galaxy SIII i tabletu Galaxy Tab 2 10.1. Programy systemowe są praktycznie identyczne, nie dopatrzyłem się żadnych znaczących różnic. To dobra wiadomość dla wszystkich osób, które do tej pory korzystały z urządzeń Samsunga, ponieważ poczują się jak w domu. Jest ona natomiast zła dla wszystkich, którzy zakochali się w interfejsie Holo.

Z ciekawostek, które ułatwiają pracę, warto wspomnieć o znanym z poprzednich tabletów Samsunga pasku mini-aplikacji. Rozwijany jest on poprzez tapnięcie palcem w środek dolnej belki. Pozwala on na uruchomienie małego kalkulatora lub kalendarza bezpośrednio nad używaną aplikacją, ale nie jest to coś innowacyjnego. Pozwala zresztą korzystać tylko z aplikacji prosto od Samsunga i nie obsługuje np. Gmaila lub Chrome, a wyłącznie aplikację pocztową i przeglądarkę producenta tabletu. Prawy obszar powiadomień po rozwinięciu pokazuje ostatnie powiadomienia oraz pasek szybkich ustawień, który w smartfonach koreańskiego producenta pojawia się po rozwinięciu belki statusu. Bardzo spodobała mi się też klawiatura ekranowa, która posiada dodatkowy rząd z cyframi. Wbrew pozorom te kilka klawiszy bardzo usprawnia pisanie. Tekst można wprowadzać również poprzez rysowanie liter, ale Note 10.1 nie był w stanie poradzić sobie dobrze z moim charakterem pisma.

 

 

Multitasking i szkicowanie

Zupełną nowością jest natomiast tryb Multiview. Pozwala on na uruchomienie dwóch aplikacji jednocześnie na ekranie, który dzielony jest po połowie. Dzięki temu można skorzystać z przeglądarki internetowej podczas przeglądania galerii lub czytania poczty. Jest to jedyny powód, dla którego rozumiem wykorzystanie panoramicznych proporcji, dzięki czemu każda z aplikacji wyświetlana jest w mniej więcej kwadratowym oknie. Niestety, tryb ten ma jedną poważną wadę: także i on wspiera wyłącznie aplikacje Samsunga. Jest to irytujące, ponieważ korzystania z aplikacji do szkicowania lub notatek lub nawet alternatywnej przeglądarki, które są dostępne w Google Play, ten tryb jest po prostu bezużyteczny. Dużo lepiej rozwiązane jest to w Galaxy Note II, gdzie do współdzielenia ekranu mają dostęp także niektóre aplikacje Google, a szerokość ekranu dla aplikacji można przypisać płynnie. Mam nadzieję, że wprowadzi to aktualizacja do Jelly Beana.

O rysiku rozpisałem się już we wstępie, ale warto wspomnieć, że Samsung wyposażył swój tablet w sporo oprogramowania, które go wykorzystuje. Po wyjęciu rysika pojawia się po prawej stronie pasek z aplikacjami, które wspierają to akcesorium. Nadają się wprost idealnie do sporządzania szybkich szkiców, działają bardzo płynnie i nie zawieszają się. Podczas rysowania ślad pojawia się niemal bez opóźnień, które były strasznie irytujące w Galaxy Note pierwszej generacji. Rysowanie sprawia dużo frajdy i z pewnością szkicowanie za pomocą Galaxy Note 10.1 jest wygodniejsze w porównaniu do dowolnego innego urządzenia z dotykowym ekranem, które do tej pory testowałem. Jednak nijak to się ma do prawdziwego ołówka i kartki i nie ma szans w stu procentach zastąpić analogowego rozwiązania. Praktycznie wykorzystać mi się udało to jedynie do opisywania screenshotów ze stron internetowych lub map.

 

Podsumowanie

Aplikacje systemowe od Samsung są dostosowane zarówno do dużego ekranu, jak i trybu MultiView. Niestety krótka wycieczka po sklepie Google Play to pasmo rozczarowań. Już przy okazji iPada Mini wyraziłem swoje zdanie na temat jakości aplikacji na tablety z Androidem, i krótka przygoda z Galaxy Note 10.1 tylko je potwierdziła. To właśnie aplikacje są nadal piętą achillesową każdego tabletu z Androidem na pokładzie. Niektórych z moich programów ze smartfona nie byłem w stanie uruchomić wcale (jak Tumblr, Amazon), niektóre były po prostu rozciągniętymi wersjami z telefonu (Facebook, Twitter). Te kilka programów Samsunga nie jest w stanie zastąpić całego bogactwa AppStore.

Z tego powodu bardzo ciężko wydać mi jednoznaczny werdykt na temat tego urządzenia. Jego cena na Allegro oscyluje teraz między 2 a 2.5 tysiąca złotych, co jest moim zdaniem niestety bardzo wygórowaną kwotą. Za te pieniądze można kupić już jednego z iPadów. Co prawda rysik w Note 10.1 jest kuszący, ale jego zastosowania są jednak dość ograniczone i większość osób tak naprawdę wcale go nie potrzebuje. Specyfikacja jak na tablet jest więcej niż zadowalająca, chociaż brakuje mu wykończenia, lepszych materiałów i lepszej jakości wykonania.

 

Przed zakupem warto odpowiedzieć sobie na szereg pytań i jasno postawić sprawę, do czego będzie wykorzystywany tablet. Jeśli ma to być czytanie newsów, przeglądanie powiadomień z mediów społecznościowych i okazjonalne odpisanie na email, to Note 10.1 nie będzie dobrym wyborem. Jeśli jednak potrzebne jest urządzenie do szybkiego sporządzania notatek i przekazywania ich dalej, to po zaakceptowaniu ograniczeń samego Androida, może on być urządzeniem wartym uwagi.

 

 

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement