Kłopoty członków Navy SEALs za pomoc przy tworzeniu gry Medal of Honor: Warfighter

10.11.2012
Kłopoty członków Navy SEALs za pomoc przy tworzeniu gry Medal of Honor: Warfighter

Wraz z rozwojem technologii, gry mogą oferować zupełnie nowe doznania nie tylko w warstwie audiowizualnej, ale i tej związanej z samą rozgrywką, która staje się coraz bardziej realistyczna. Jedną z głównych cech gry Medal of Honor: Warfighter miało być wierne odwzorowanie działań komandosów, jednak pogoń za autentycznością przeniosła się ze świata wirtualnego do realnego i przysporzyła kilku osobom nie lada kłopotów.

W wydanym pod koniec zeszłego miesiąca Medal of Honor: Warfighter postawiono na operacje elitarnych jednostek komandosów. Chociaż w Polsce szeroko promowana była obecność rodzimego GROMu, to w głównych rolach wystąpili oczywiście wojacy z USA. Aby wiernie odwzorować ich metody działania zatrudniono siedmiu prawdziwych członków US Navy SEAL Team Six w charakterze płatnych konsultantów. Niestety zwierzchnicy komandosów orzekli, że podczas swojej dodatkowej pracy ujawnili oni zbyt wiele informacji, których ujawniać nie powinni, co skończyło się ich ukaraniem.

Nie jest wiadome, jakie konkretnie tajne informacje żołnierze przekazali developerom, ani czy ostatecznie pojawiły się w grze elementy o nie oparte. Wiadome jest jednak, że sytuacja żołnierzy nie jest do pozazdroszczenia. Oprócz kary finansowej otrzymali oni pisemną reprymendę, która będzie dołączona do ich akt. Straty pieniężne są niczym w porównaniu do nagany, która praktycznie sprowadza do zera jakiekolwiek szanse na awans, a może skutkować nawet wydaleniem z jednostki. Jak przyznali sami wojskowi przedstawiciele, kontynuowanie kariery w SEAL Team Six przez ukaranych żołnierzy będzie bardzo trudne.

Jest to kolejny przypadek, gdy starania i jak najwierniejsze oddanie rzeczywistości w grach prowadzi do poważnych problemów w „świecie AFK”. Jakiś czas temu głośno było o developerach czeskiego studia Bohemia Interactive, którzy zostali przyłapani na fotografowaniu do najnowszej części serii ARMA greckich instalacji militarnych i aresztowani. Tutaj również gra komputerowa zniweczyła lata starań komandosów, którzy zanim przyjęli felerną ofertę EA byli znaczącymi członkami grupy Navy SEALs. Electronic Arts zapowiedziało, że nie zamierza wycofywać gry ze sklepów, ani wprowadzać żadnych zmian w rozgrywce, aby usunąć z niej ujawnione przez komandosów informacje.

Sytuacja jest nieprzyjemna, ale komandosi głównie sami są sobie winni. W pracy, gdzie obcowanie ze ściśle tajnymi informacjami jest chlebem powszednim powinni zdawać sobie sprawę z tego, co mogą ujawnić, a co powinni zachować dla siebie. W końcu mamy do czynienia z profesjonalistami, nie są to cywile, którzy mogli – trochę naiwnie – sądzić, że podczas zbierania materiałów do gry nie robią nikomu krzywdy i ich samych krzywda nie może spotkać.

Pojawia się jeszcze pytanie, jak daleko trzeba się posunąć w dążeniu do realizmu w grach. W przypadku niektórych gatunków, jak chociażby symulacyjnych „samochodówek” wierne oddanie modelu jazdy jest jak najbardziej pożądane, bo wielu graczy jest jednocześnie kierowcami, którzy mogą autentyczność tego parametru mniej lub bardziej, ale zweryfikować.

Jednak w przypadku gier wojennych sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Konsumenci w znakomitej większości nie doświadczyli wojny na własnej skórze, mają o niej mgliste wyobrażenie kreowane przez filmy i właśnie gry. Czy zrobiłoby im różnicę, że grecka baza wojskowa nie wygląda tak, jak wygląda w rzeczywistości? Czy zauważyliby drobne nieścisłości w operacjach przeprowadzanych przez wirtualnych członków Navy SEALs? Zapewne nie i chociaż producentów gier nie można winić, że dążą do maksymalnego realizmu w każdym gatunku, to nie da się jednocześnie ukryć, że jest to niekiedy tzw. „sztuka dla sztuki”. Szkoda tylko, że to wszystko pociąga za sobą czasami jak najbardziej realne ofiary.

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement