12345
Loading ... Loading ...
5 18 ratings.

Okiem biologa – o rynku mobilnym słów kilka(naście)

Tekst został pierwotnie opublikowany na Blog Forum Spider’s Web – miejscu, gdzie każdy może publikować teksty na tematy okołotechnologiczne i przy okazji wygrać smartfon Nokia Lumia 800 ufundowany przez partnera Spider’s Web, firmę Nokia.

Nie odkryję Ameryki twierdząc, że jesteśmy częścią przyrody. Mamy przewagę ewolucyjną nad pokazywanym na lekcjach biologii pierwotniakiem. Jak wielką? Na pewno zauważalną? Cóż…, jej znaczenie jest mniej więcej (bardziej mniej niż więcej) takie, że zamiast być wiecznymi singlami, legiony komórek skrzyknęły się razem, ustaliły swój własny sposób komunikacji, podzieliły obowiązkami i nazwały się „Człowiek”.

Perfekcyjny twór? Ba – niejednokrotnie obiekt dumnych westchnień: „Ecce homo”. Pójdźmy dalej tym tropem. Z czasem człowiek zaczął konstruować coraz bardziej zaawansowane maszyny, jednak zasadę działania tychże mechanizmów podstępnie podkradał naszym organicznym przyjaciołom. Ci oczywiście nie mogli bronić się prawem patentowym, więc cały proces zawłaszczania przebiegał niezwykle szybko i sprawnie.

Najbardziej chyba oczywistym przykładem aneksji osiągnięć świata przyrody jest powstanie samolotu. Człowiek podniósł głowę, spojrzał w górę, zobaczył ptaki i stwierdził, że sam też chętnie poleciałby w przestworza. Poobserwował więc swych pierzastych kuzynów uważnie, rozrysował sobie na kartce wszystkie wektory sił i… puf! Odkrył siłę nośną, powstałą w wyniku szybszego przepływu powietrza po grzbietowej stronie skrzydła w stosunku do strony brzusznej. Znalezienie odpowiednio lekkiego metalu i zbudowanie środka podniebnej lokomocji było już kwestią czasu.

Po trochę przydługim wstępie nasuwa się bardzo jasne pytanie – co u diabła robi biologiczno-cywilizacyjny wywód na stronie o technologii. Żeby to wytłumaczyć muszę teraz powiedzieć coś o sobie. Ergo – jestem biologiem (no dobra, niezupełnie – studentem na uniwersytecie medycznym), spędzam dużo czasu w książkach akademickich (!), a hobbystycznie czytuję sobie o nowinkach technologicznych. No i właśnie – widzę wiele analogii w obu tych dziedzinach. Czy producenci sprzętu tego chcą czy nie, tworzą właśnie taki quasi ekosystem. Notabene – strasznie wredny ekosystem, bo już w liceum na biologii mówiono mi, że konkurencja, będąca przecież dominującym zjawiskiem na rynku, jest najbardziej destruktywną z antagonistycznych interakcji między organizmami (czy w tym wypadku firmami).

Przejdźmy teraz do meritum sprawy. Rynek mobilny postrzegany moim, nie ukrywajmy, trochę przymrużonym, okiem.

O Apple za dużo rozwodził się nie będę, gdyż za fenomenem ich produktów stoi bliżej niezidentyfikowany kult (być może to za mocne słowo, jednak nie mogłem znaleźć bardziej precyzyjnego odpowiednika). Jednego jednak chłopakom z Cupertino odmówić nie mogę. Zrobili dużo zamieszania pierwszym modelem swojej słuchawki. Dlaczego? Otóż, zajęli zupełnie nową „niszę ekologiczną”. To, czy iPhone był pierwszym smartfonem czy nie, nie jest istotne.

Wróćmy teraz do przytaczanych przeze mnie wcześniej ptaków. Dawno, dawno temu, za górami i dokładnie w lasach, mieszkały sobie na drzewach małe futrzaste zwierzaczki. Owe stworzonka, miast przeskakiwać z drzewa na drzewo (odległości były duże, a drzewa wysokie – ergo – i upadki musiały być bolesne), czy schodzić i wdrapywać się na powrót (zęby przyziemnych drapieżników też były ostre), pokonywały dystans szybując. I to właśnie one, podobnie jak parę lat temu Apple, wpadły na oryginalny pomysł. Spojrzały któregoś słonecznego dnia w niebo i powiedziały sobie – „hej! tam nikt nie mieszka, jest dużo miejsca!”. Paręset pokoleń później fruwały sobie w chmurach, przeżywając, niezakłócany przez nikogo, bardzo dynamiczny, rozwój. Po takim samym właśnie, jednym małym kroku dla Jobsa, a wielkim dla ludzkości mamy na świecie circa miliard wszelakiej maści smartfonów. Ptaki też teraz nie narzekają – jest ich 10 tysięcy gatunków.

Retrospekcje mamy już za sobą. Jak sprawa ma się teraz? Jednym słowem – niebiologicznie. U wszystkich producentów możemy zaobserwować ogólną tendencję do ulepszania swoich słuchawek. Wyścig na megapixele się skończył? Poprawmy przysłonę, dajmy stabilizację obrazu! Głośniki sygnujmy bitami znanego rapera! Wyświetlacze chrzczone są imieniem „super” i „plus” jednocześnie. Czasem ktoś w nazwisku da jeszcze „HD”. (Tylko te baterie jakoś nie tyją zauważalnie w miliamperogodziny…).

My jako konsumenci oczywiście cieszymy się z nowinek. Ewolucja w tym miejscu przebiega jak najbardziej poprawnie. Jest jednak jedno „ale”. Od dłuższego czasu nikt nie sili się, żeby znów znaleźć sobie totalnie nową niszę ekologiczną. Ewolucja to nie tylko usprawnianie starych mechanizmów. To też wytwarzanie nowych. O innowacjach na rynku smartfonów prawie się nie słyszy. A i jeden nowy system operacyjny wiosny nie czyni, bowiem gros aplikacji będzie po prostu na niego przepisana z innych OS-ów (vide chociażby WhatsApp).

Duży ukłon należy się jednak Samsungowi. Mówi się, że ewolucja jest jak ślepy mechanik – cały czas coś majstruje i czasem wyjdzie na dobre. Chyba właśnie w myśl tej zasady Koreańczycy cały czas eksperymentują, wypuszczając na rynek dziwaczne twory – od dziwadeł z projektorami, przez pancerniki odporne na wszystko, na przerośniętym Goliacie kończąc. Część pomysłów jest nietrafiona, nowe gatunki nie są dostatecznie dobrze przystosowane do życia i umierają, nie dając początku nowej linii rozwojowej. Jednak część się przyjmuje i zdobywa coraz większą popularność. Efekty mamy podane jak na tacy – zyski z rynku mobilnego posiada jedynie Samsung i Apple.

No tak, ale co w takim razie z Asusem? Mógłbym pokusić się o stwierdzenie, że to właśnie Tajwańczycy wprowadzają teraz największe innowacje do swojego sprzętu. ALE. Mechanizmów rządzących ewolucją nie oszukamy – najważniejszą zasadą jej przyświecającą jest to, by wprowadzić coś nowego jak najmniejszym kosztem energetycznym. Z tego też powodu jako ludzie nie mamy sześćdziesięciocentymetrowych bicepsów (i hardkorowy Litwin też nie jest najlepszym kontrargumentem).

Okazuje się bowiem, że mimo wynikających z tego faktu wątpliwych walorów estetycznych i drzemiących w nich ogromnych pokładów siły, osiągnięcie takiego stanu rzeczy wiąże się ze zbyt dużym zapotrzebowaniem na energię, na czym ucierpiałyby inne nasze zdolności adaptacyjne. Padfone, mimo że nietuzinkowy i bardzo praktyczny (owszem, niepozbawiony też wad, ale to już temat na inny wpis) jest po prostu za drogi.

Tą myślą zakończę swój wywód. Zrobiło się tego trochę, a zdążyłem tylko ogólnikowo opisać mój punkt widzenia na rynek mobilny. Mam nadzieję, że użyte uproszczenia nie wywołają fali przesyconych nienawiścią negatywnych komentarzy ze strony najbardziej obeznanych z tematem znawców, ani nie przyczynią się do nałożenia na mnie ekskomuniki przez doktorów nauk biologicznych.

Obserwuj nas na Twitterze, polub na Facebooku lub dodaj do czytnika RSS.

Sprawdź, dlaczego Spider's Web wybrał Oktawave Odbierz 25 zł na start swojego projektu w chmurze Polub nas na Facebooku

Reklama