Steve’a Ballmera skok przez rekina

Blog Forum 14.10.2012
Steve’a Ballmera skok przez rekina

Gdy serial zaczyna tracić swoją popularność, jego twórcy niekiedy chwytają się tyleż spektakularnych, co niewiarygodnych pomysłów na wzbudzenie zainteresowania widzów. Taki desperacki krok nazywany jest określeniem „jumping the shark” (pięknie spolszczone jako „dżampnięcie szarka”), które swój rodowód bierze z amerykańskiego serialu Happy Days (historię tę znajdziecie na Wikipedii: en.wikipedia.org/wiki/Jumping_the_shark ). Obecnie rekina będzie próbował przeskoczyć Microsoft, a stanie się to 26 października, w dniu oficjalnej premiery systemu Windows 8.

Jestem – muszę się do tego przyznać – wiernym i zadowolonym użytkownikiem produktów Microsoftu od 1994 r., gdy dostałem od rodziców pierwszy komputer nieistniejącej już firmy Optimus. Przebyłem długą drogę od tandemu DOS/Windows 3.11, przez Windows 95, 98 SE, XP oraz XP SP2, Vista oraz 7. W przeciwieństwie do licznej grupy znajomych i nieznajomych, właściwie nigdy nie miałem większych problemów z brakiem stabilności, niebieskimi ekranami śmierci, wirusami czy wydajnością. Przez te bez mała kilkanaście lat przyzwyczaiłem się do wyglądu i schematów działania systemu oraz aplikacji. Mimo graficznej ewolucji i gigantycznego przyrostu mocy obliczeniowej (pierwszy komputer miał procesor 486 DX2 66 MHz, obecny – i3 2120 taktowany zegarem 3,3 GHz) okienkowego środowisko funkcjonowało w zbliżony sposób: lewy dolny róg to przycisk Start, górna belka programów mieściła rozwijalne menu, prawy górny róg służył do zamykania programów, a prawy dolny do zarządzania takimi opcjami jak głośność czy połączenia sieciowe. Podwójne kliknięcie lewym przyciskiem myszki uruchamiało program, prawoklik wywoływał kontekstowe menu podręczne… (Zapominalscy mogą prześledzić ewolucję interfejsu Windows tutaj: onsoftware.en.softonic.com/the-evolution-of-windows-interfaces )

Windows 8 wywraca ten świat do góry nogami. Stylistyka Modern UI to zupełnie odmienny świat – kafelki, wszechobecna typografia i piktogramy w miejsce tradycyjnych ikon, brak menu Start… Zresztą, na pewno wszyscy dobrze wiecie, jak ten system wygląda. Ba, wiele wpisów na Spider’s Web poświęcono temu, jak Windows 8 wygląda i działa, a bardzo dobre recenzje poszczególnych jego elementów napisał Maciej Gajewski. Na Blog Forum świetne wpisy zamieścił Brunon Bierżeniuk. Chciałbym w dalszej części wpisu skupić się na „dżampnięciu szarka” – przyczyn i konsekwencji wprowadzenia nowego języka, jakim Windows będzie się porozumiewał z użytkownikiem końcowym.

Przyczyną, dla której Windows przechodzi taką gwałtowną – choć zarazem połowiczną, o czym później będzie mowa – przemianą jest wizja. Wizja to ambitna, śmiała, wręcz odważna – bo odejście od tradycyjnych, obecnych w informatyce interfejsów, których wzorce ustalono ponad 30 lat temu wymaga naprawdę wymaga przekonania, że obrany kurs jest prawidłowy. Wizja ta jest o tyle niecodzienna, że wykluła się w firmie tradycyjnie uważanej za nieruchawego giganta, żyjącego i zarabiającego na odświeżaniu starych pomysłów na takiej samej zasadzie, jak markety przerabiające szynkę przeterminowaną na świeżą. Co to za wizja?

Polecam, abyście obejrzeli ten film (www.youtube.com/watch?v=a6cNdhOKwi0 ). Znajoma stylistyka, prawda? Interfejs oparty na siatce, brak stale widocznego menu, wysunięcie na pierwszy plan tekstu oraz prostych grafik, a także duże fotografie. Rzuca się w oczy przejrzystość i silne eksponowanie informacji. To właśnie informacja, treść jest właściwie jedynym widocznym elementem – ona stanowi łącznik między użytkownikiem a komputerem, a powszechne obecnie ozdobniki, niepotrzebne i nieraz przytłaczające (choć efektownie wyglądające) elementy są wyeliminowane. Menu – dzisiaj stale widoczne – uaktywnia się dopiero w ramach interakcji, w odpowiedzi na zaprogramowany bodziec (np. zaznaczenie lub dotknięcie tekstu czy polecenie głosowe).

W Windows 8 ta idea jest już wdrażana. Aplikacje Modern UI, pozbawione wszelkich ozdobników i menu, są bardzo minimalistyczne. Ten minimalizm na początku szokuje, ale obsługa za pomocą gestów (dłoni bądź myszki) i kontekstowych poleceń jest nie tylko wygodna – jest wręcz wygodniejsza niż tradycyjny modus operandi. Ba! Sam, po miesiącu korzystania z wersji 64-bitowej wersji RTM, często łapię się na tym, że próbuję bezwiednie zamknąć standardowe aplikacje gestem przesunięcie z góry do dołu ekranu, zamiast użyć archaicznego krzyżyka.

Jeśli obejrzeliście linkowany powyżej film koncepcyjny, to z pewnością zauważyliście w nim obecność komputera zbliżonego do tradycyjnego desktopa (czy raczej all-in-one). Właściwie, pomijając gigantyczny ekran, nie odbiega on wyglądem od współczesnego komputera; brakuje natomiast jednego elementu: myszki, która została zastąpiona przez stylus. Nie wyeliminowano natomiast tradycyjnej klawiatury – i, z perspektywy korzystania z Windows 8, nie dziwię się temu. Nowy Windows wręcz zachęca do częstszego korzystania ze skrótów klawiszowych, np. szybkiego przełączania między Pulpitem a ekranem Start za pomocą przycisku Windows.

Ale najważniejszym elementem wizji Microsoftu jest unifikacja. Wszystkie nadchodzące systemy: Windows 8, Windows RT, Windows Phone 8, konsola Xbox korzystają ze wspólnego interfejsu i wspólnych założeń ideowych. Wdrożenie tych idei fantastycznie widać na wizji świata roku 2020 – niezależnie od używanego urządzenia, od małego smartfonu poczynając, przez zinformatyzowane stoły, lodówki, na tabletach i komputerach all-in-one kończąc, użytkownik ma do czynienia cały czas z takim samym interfejsem i sposobem korzystania z urządzenia.

Ale to ułatwienie nie tylko dla użytkowników, który nie musi opanowywać kilku diametralnie odmiennych sposobów obsługi cyfrowego gadżetu czy narzędzia pracy. Spójność wizji pozwala programistom na korzystanie ze zunifikowanych funkcji systemowych, np. w zakresie synchronizacji i zapisu informacji w cyfrowej chmurze, czy integracji z systemową wyszukiwarką. Schodząc głębiej, poniżej zewnętrznej powłoki systemu, Microsoft dokonuje rewolucji równie istotnej, jak zmiana interfejsu – wprowadzając wspólne jądro i API dla systemów mobilnych i desktopowych.

Co prawda, rewolucja rodem z Redmond może się wydawać połowiczna – Windows 8 sprawia często wrażenie zlepku dwóch systemów. Faktycznie, obecność dwóch wersji Internet Explorera czy dwóch paneli sterowania pozwala na wysunięcie takiego wniosku. Trzeba jednak pamiętać o przyczynach, których wyróżnić można co najmniej dwie. Pierwsza, to konieczność zachowania kompatybilności z oprogramowaniem tworzonym dla poprzednich wersji Windows. Do tej pory nie natrafiłem na żaden problem z takimi aplikacjami, w tym starymi grami, zatem Microsoft, przy ogromie zmian w bebechach systemu, nie utrudni w tym zakresie życia użytkownikom (w tym klientom korporacyjnym). Drugi aspekt to natura ludzka, czyli przyzwyczajenia. Dla zwykłego usera, który przez lata korzystania z Windowsa nauczył się określonego sposobu operowania komputerem, wywrócenie tego stanu rzeczy do góry nogami bez pozostawienia znanych mu już elementów mogłoby być szokiem (choć i tak pewnie na początku nie obędzie się bez narzekań na „nowy wygląd”). Korzystając wyłącznie z tradycyjnych aplikacji pracujących w trybie Pulpitu, kontakt z nowym interfejsem może się ograniczać wyłącznie do szybkiego uruchamiania aplikacji.

Rewolucja nadchodzi wielkimi krokami. 26 października będzie – jestem o tym przekonany – dniem, w którym internet zaleją dwie rzeczy: reklamy Microsoftu (~1,5 miliarda dolarów budżetu reklamowego to robiąca wrażenie kwota) i fala hejtu, memów i cytowania zgranego tekstu o tym, że „co drugi Windows jest dobry. Windows 7 był dobry”. Ale zarazem ta rewolucja jest tyleż potrzebna, co – w obliczu rozwoju hardware’u i potrzeb klientów – nieunikniona. I mam głęboką nadzieję, że ani dzieci, ani ojcowie tej rewolucji nie zostaną przez nią pożarci.

Tagi: , , , ,

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement