Poza konkursem: Era Pantechnologii

Blog Forum 21.10.2012
Poza konkursem: Era Pantechnologii

W mej piwnicy nie założyłem naszego klubu, ale gdyby postawić tam jamnika, odwinąć z czarnej folii gnijącego już pewnie trupa taśm magnetofonowych, zakupić kratę piwa i zaprosić kumpli, to po kilku butelkach płakalibyśmy ze wzruszenia. Poruszyłaby nas nie tylko zawarta na taśmach muzyka naszej młodości, ale charakterystyczny szum z głośnika czy przewijanie za pomocą ołówka, aby raz jeszcze odsłuchać szczególnie piękne solo gitarowe, bo przecież szkoda by było na to poświęcić cząstkę, z i tak niedługiego, życia baterii kaseciaka.

W moim mieszkaniu, w szufladach, na półkach i stojakach liczne płyty CD zajmują się teraz głównie zbieraniem kurzu. Od czasu do czasu spoglądam tylko w ich kierunku, jakby nie dowierzając, że wciąż tam są lub co najwyżej pooglądam sobie okładkę jakiegoś arcyważnego dla mnie albumu. Właściwie to mając kontakt z fizycznym nośnikiem muzyki, moje ręce wpadają w drżenie tylko wtedy, gdy odwiedzam kolegów posiadających potężną kolekcję wspaniałych winyli. Czarne krążki kocham za wszystko, od rozmiarów, poprzez obsługę, do brzmienia, a dodatkowo na fakcie, że jest to jedyny nośnik na świecie, na którym „widać” muzykę kończąc. Patrząc na rowki jestem w stanie stwierdzić gdzie będzie głośno, gdzie cicho i ile dany utwór będzie mniej więcej trwał. Ba, mogę stwierdzić nawet czy jest to muzyka z bitem, czy całkowicie nierepetycyjna, jeszcze zanim jej posłucham.

Zakładając, że jest to twoja własność, niezależnie od tego czy będzie to taśma, płyta CD, czy też winyl, z góry wiesz, czego za chwilę posłuchasz odpalając sprzęt. Ale coraz większa ilość słuchaczy otwiera się ostatnio na coś zupełnie nowego. Wszystko dlatego, że dzięki technologii stało się to możliwe. W czasach, gdy poddajemy się urokowi rozwiązania, w którym niezwykle droga naszym sercom całościowa kolekcja upchnięta jest w jednym miejscu, posiadanie kopii pojedynczego albumu robi się nieco dziwaczne. Jak dziś słucham muzyki? Zarzynam swojego iPoda, który towarzyszy mi niemal zawsze i niemal wszędzie, zaś sztukę ściągam z iTunes. Ta taktyka lekko zaczyna trącić już myszką i wkrótce może zostać zastąpiona.

Strumieniowanie muzyki to spersonalizowane radio. W zasadzie wystarczy wpisać artystę, gatunek, jako parametr, a odpowiednie algorytmy zabiorą nas na 20 000 minut muzycznej żeglugi. Przewaga nad zwykłą stacją radiową polega na tym, że znacznie powiększa się prawdopodobieństwo, że następna pozycja z playlisty idealnie trafi w nasz muzyczny gust czy aktualny nastrój. Podobnie jednak, jak w przypadku tradycyjnej stacji radiowej, strumieniowanie to w gruncie rzeczy tu i teraz muzycznej chwili zaklęte w urządzeniu mieszczącym się swobodnie w kieszeni naszych spodni. Nasz nośnik zmienia formę. Przybiera kształt loginu i hasła.

W moim przekonaniu jesteśmy świadkami zmiany status quo sposobu obcowania z elektroniką. Stopniowo żegnamy się z poczuciem fizycznego posiadania czegoś na własność. Staje się to po prostu coraz mniej konieczne. Rzeczy, które są dla nas ważne, na różnych poziomach, nieustannie centralizują się w internecie. Odejście od fizycznego nośnika muzyki jest symptomatyczne. Takie znaczenie słowa „posiadać” już wkrótce może być istotne jedynie dla niewielkiej grupy kolekcjonerów. Co będzie dalej? Otóż sądzę, iż będzie to równie płynnie postępujące odejście od chęci, lub bardziej celnie potrzeby, poczucia posiadania samych urządzeń. Przyszłość konsumpcji wszelkich treści przy pomocy elektroniki użytkowej to wspomniany wcześniej login i hasło. Oczywiście jest to tylko moja skromna teza, którą na potrzeby tego tekstu nazwę Erą Pantechnologii.

Wyobraźmy sobie na chwilę świat, w którym urządzenia pożytku publicznego oferujące dostęp do internetu są całkowicie powszechne. Korzystanie z nich opłacane jest w sposób jednorazowy za pomocą płatności zbliżeniowych lub poprzez abonament powiązany z naszym unikatowym hasłem. W innych przypadkach natomiast darmowe, co umożliwia państwo finansując wszystko z podatków. Regulatorem typu jest ich funkcja i przeznaczenie, właściwością – absolutna wszędobylskość. Żyjąc w świecie, w którym urządzenia pozwalające na dostęp to własnych zasobów zlokalizowanych w sieci są wyprowadzone całkowicie do sfery publicznej, może się okazać, iż dla bardzo licznej grupy użytkowników posiadanie własnego komputera stanie się zgoła niepotrzebne. Taka sceneria to świat otaczających nas zewsząd ekranów, ale jeżeli w moim życiu tak wiele spraw związanych z komunikacją międzyludzką już uległo głębokim przemianom, nie widzę powodu, dla którego nie miałoby się to także realizować w jeszcze innych obszarach życia, w równie ciasnej ramie czasowej. Czy otoczeni taką kosmoramą, nie zweryfikujemy naszego przywiązania do komputerów osobistych? Możliwe, że w najbliższej przyszłości jedynym urządzeniem wydającym się niezbędnym w powszechnej świadomości będzie smartfon, którego będziemy mogli napełniać zawartością i energią w dowolnej publicznej lokalizacji metodą bezprzewodową.

Czym jest Era Pantechnologii? Kolejnym zakrętem na drodze upowszechniania się nowego modelu użytkowego opartego na koncentracji na konsumpcji treści oraz uzależnieniu od nośnika danych, jakim jest internet. To powiązanie naszej osoby z loginem i hasłem, które stanie się swoistą wizytówką, nowym rodzajem dokumentu tożsamości. To zmiana myślenia o pojęciu posiadania na własność rzeczy i dóbr niematerialnych. Możliwe, że również fundament pod moje największe marzenie – jednego, jedynego systemu operacyjnego, który zarządza całą infrastrukturą, co jest dla mnie ważne ze względu na konsekwencję w postaci unifikacji interfejsu użytkownika. To wreszcie otaczająca nas dookoła elektronika wystawiona do naszej dyspozycji, ale sprowadzająca się do maszyn użytku publicznego, a także kształtowanie się nowej niszy użytkowników, w której kręgach chodzić będzie o „obronę i ocalenie” zupełnie innych wartości.

Z wielu powodów, chociażby bezpieczeństwa, to jeszcze nie teraz. Wydaje mi się jednak, że tego typu scenariusz jest jak najbardziej możliwy do spełnienia jeszcze za naszego życia.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement