Najważniejsze w tygodniu: Apple i Microsoft, iPad mini, Windows i Surface

28.10.2012
Najważniejsze w tygodniu: Apple i Microsoft, iPad mini, Windows i Surface

Poprzedni tydzień został zdominowany najpierw przez Apple, potem przez Microsoft. Zapowiedziane zostały całkowicie nowe iPady Mini, odświeżone komputery i tablet Apple, oficjalnie pojawił się Windows 8 i w wybranych krajach tablet Surface. Co to oznacza, co odniesie sukces i jak poszczególne premiery wpłyną na rynek? Na co warto zwrócić uwagę?

Paweł Okopień: Konferencja Apple dawała fanom marki powody do zadowolenia, i była jedną z najciekawszych od kilku lat. Prezentacje nowych iPadów warto komentować z perspektywy wyników sprzedaży za ostatni kwartał. Wzrosty nie są tak duże jak oczekiwano, choć sam iPad osiągnął sprzedaż na poziomie 100 milionów sztuk 2,5 raza szybciej niż iPhone. Właściciele iPadów 3generacji mogą czuć się zawiedzeni odświeżeniem tabletu o cztery miesiące przed czasem – ale Apple musiał to zrobić, by wyniki finansowe w okresie świątecznym znów były wyśmienite.

W moim odczuciu konkurencja w postaci Google Nexus, Microsoft Surface oraz innych tabletów nie będzie miała łatwo z poszerzoną rodziną iPadów. Choć iPad mini nie należy do najtańszych urządzeń, na rynku to różnica cenowa nie jest tak duża – nawet w naszym kraju – by nie rozważyć jego zakupu. Surface natomiast zawodzi pierwszych recenzentów. Zobaczymy jak z jego sprzedażą, trochę szkoda że na razie jest ograniczona do kilku krajów.

Użytkownicy sprzętu Apple to wciąż nie jest tak duży odsetek osób jak w przypadku systemu Windows, dlatego to właśnie premierę Windows 8 należy uznawać za najważniejsze wydarzenie tego tygodnia. To klucz do wielkiego ekosystemu Microsoft, ale jednocześnie też ryzyko spektakularnej porażki. Wydaje się, że firma z Redmond postawiła wszystko na jedną kartę zwaną Modern UI. Niestety W8 oferuje dwa interfejsy, przez co może wprowadzić użytkowników w zakłopotanie. To właśnie globalny odbiór tego systemu w kolejnych miesiącach będzie decydował o sukcesie Microsoftu. Korzystając z tego systemu mam bardzo mieszane uczucia, raz wydaje mi się że rzeczywiście jest to „Beyond PC”, innym razem że to jednak mniej niż standardowy PC. Czy Microsoftowi uda się zmienić przyzwyczajenia milionów ludzi?

 

Dawid Kosiński: Obecny tydzień obfitował w wydarzenia w branży IT, jednak najważniejszymi z nich z całą pewnością były konferencje dwóch konkurujących ze sobą firm – Apple’a oraz Microsoftu. Jednak jako że o oprogramowaniu i sprzęcie Microsoftu wiedzieliśmy wszystko od dawna, skupię się na tej pierwszej. Konferencja Apple bardzo mi się podobała, jednak rozczarował mnie jej najbardziej oczywisty i najbardziej oczekiwany punkt – iPad. A nawet dwa iPady. Pierwszy z nich, wersja mini, to sprzęt, którego specyfikacja i wygląd już od dawna krążyły w Internecie. Ponownie zabrakło tu “efektu WOW”, który by sprawił, że po chwili zakochalibyśmy się w urządzeniu.

Jednak, czy tak naprawdę byłoby się w czym zakochać? Kolejny tablet, jakich wiele. Przekątna ekranu niemal 8”, rozdzielczość 1024×768, dwurdzeniowy procesor, 512MB RAM. Według mnie urządzenie to ma tak słabą specyfikację, że konieczna będzie jego wymiana za rok lub dwa. Wiele osób twierdzi, że użyte podzespoły nie mają znaczenia, jeśli zastosowane jest odpowiednie oprogramowanie. Bardzo słusznie, ale te samo oprogramowanie jest robione dla mocnego iPada z wyświetlaczem Retina, nowego iPada oraz starego iPada 2, którego specyfikacja jest wyjątkowo podobna do “bebechów” mniejszego tabletu firmy Apple. Krótko mówiąc, uważam że iPad mini po prostu nie wytrzyma trzyletniego cyklu uaktualnień, jednego z największego atutów firmy z Cupertino.

Jeszcze niedawno kupując sprzęt z logiem nadgryzionego jabłka można było być pewnym, że przez rok będzie on najlepszy w ofercie, a potem jeszcze przez dwa lata będzie można bezproblemowo zaktualizować jego oprogramowanie. Teraz oba te stwierdzenia są nieaktualne. Niemal każdy już wie, do czego piję. Otóż wprowadzenie iPada 4-tej generacji pół roku po zaprezentowaniu poprzednika, to moim zdaniem strzał w stopę, i to stopę dotychczasowych użytkowników. Rozumiem, że iPad 3 to nadal świetny sprzęt, ale wydając na tablet 2099 zł można oczekiwać, że będzie on funkcjonował na rynku chociaż rok, a nie kilka miesięcy. Jest to straszna praktyka, do tej pory znana z rynku telefonów z Androidem i szyderczo wyśmiewana przez fanów sprzętu z nadgryzionym jabłkiem. Nie podoba mi się również fakt, że mimo zachowania takiej samej ceny globalnej iPada 4 w najtańszej wersji (499 dolarów), w Polsce wynosi ona 2199 zł, o 100 zł więcej niż w przypadku poprzednich tabletów Apple’a. Jedyną jasną stroną tej sytuacji jest fakt, że tablet trafi do Polski w pierwszym rzucie, dzięki czemu najbardziej zagorzeli fanatycy Apple’a zaoszczędzą na paliwie.

Jeśli chodzi o Maka mini oraz iMaka, to sądzę, że to najbardziej udane tegoroczne sprzęty firmy z Cupertino. Mały Mac to ulepszenie i tak bardzo dobrego komputera, zaś iMac to przerost formy nad treścią, ale wyglądający tak pięknie i smukło, że niemal każdy chciałby mieć go na biurku. Może powiem bluźnierstwo, ale nie lubię systemu OS X. Jednak mimo to chciałbym mieć iMaca tylko po to, by zainstalować na nim Windowsa. Ten sprzęt jest piękny i już. Chyba każdy fan komputerów w końcu dojdzie do momentu, w którym uzna, że więcej gigabajtów, rdzeni i megaherców nie są każdemu potrzebne. Potężne maszyny pozostawmy entuzjastom i osób intensywnie korzystającym z komputera, takim jak ekstremalni gracze, graficy, inżynierowie, architekci i inni. Z kolei typowym użytkownikom pozwólmy mieć piękny i stylowy sprzęt. W końcu w chęci posiadania go nie ma absolutnie nic złego.

 

Piotr Grabiec: O moich wrażeniach po premierze nowego sprzętu Apple pisałem na Spider’s Web zaraz po premierze. Nowe generacje komputerów po prostu zachwycają designem, zwłaszcza nowy, super-cienki stacjonarny iMac. Chętnie widziałbym tego typu sprzęt na swoim biurku, i doskonale rozumiem osoby zafascynowane komputerami Apple. Jednak w moim przypadku wydawanie kosmicznych pieniędzy na sprzęt z logo z nadgryzionym jabłkiem jest bez sensu. Zalet systemu OS X nad Windowsem, ze względu na swoje potrzeby, preferencje i przyzwyczajenia, po prostu bym nie wykorzystywał.

Zupełnie inaczej wygląda sprawa nowego iPada. Zakup tabletu od dawna chodzi mi po głowie i do tej pory brałem pod uwagę Nexusa 7. Szukam jak najtańszego modelu, który pozwoli mi na czytanie wirtualnych gazet i magazynów, instalację aplikacji do obsługi social media, czytników wiadomości i komiksów. Niestety, patrząc na jakość aplikacji tabletowych w sklepie Google Play, mimo tego że używam telefonu z Androidem, nowy iPad Mini będzie dla mnie jedynym rozwiązaniem. Szerzej rozwodziłem się nad tym w osobnym wpisie, więc nie ma sensu dublować argumentów.

Pojawienia się iPada Mini byłem niemal pewny, za to sporym zaskoczeniem była dla mnie kolejna generacja dużego iPada. Z jednej strony rozumiem fanów Apple, którzy teraz są rozczarowani po zakupie trzeciej generacji tego tabletu. Sam czułem się podobnie, gdy pół roku po premierze highendowego smartfona, HTC zapowiedział jego odświeżoną wersję, czyli One X z plusem. Jednak znajomy uświadomił mi jedną rzecz: ja przecież zapłaciłem za konkretny produkt, a nie za fakt posiadania najlepszego dostępnego modelu. Premiera nowego telefonu wcale nie sprawiła, że mój smartfon nagle robi się wolniejszy czy grubszy. To przecież nadal ten sam telefon, tak samo jak iPad trzeciej generacji to nadal świetny sprzęt. Nie dajmy się zwariować.

Jeśli jesteśmy przy temacie tabletów, to nie sposób nie wspomnieć tutaj o Surface Microsoftu. Podchodzę do tego produktu bardzo chłodno. Koncepcja kafelków nie przemawiała do mnie od samego początku nawet w systemie Windows Phone, nie mogłem się przekonać do nich także na komputerze stacjonarnym. Nie widzę szansy, aby spodobał mi się ten system na tablecie. Zresztą z tabletu chcę korzystać zaraz po zakupie, a nie czekać teraz pół roku aż w sklepie Windows MarketPlace uzupełnione zostaną braki w oprogramowaniu.

Wspominając o Surface, dochodzę do ostatniej i najistotniejszej premiery tego tygodnia: mowa oczywiście o Windows 8. System nie jest dla mnie zaskoczeniem, bo z kafelkami miałem już wcześniej styczność na swoim komputerze stacjonarnym, w postaci różnych wersji testowych. Na laptopie jednak instalowałem go z ciężkim sercem, a podczas instalacji targały mną wątpliwości, czy może lepiej jednak nie poczekać tygodnia czy dwóch. Spodziewałem się problemów z kompatybilnością i braku sterowników (ten problem dotknął mnie kilka lat temu podczas przechodzenia na system Windows 7).

Zdecydowałem się jednak zaryzykować i muszę przyznać, że Microsoft odwalił kawał dobrej roboty! Wybrałem aktualizację z zachowaniem danych, plików i aplikacji. Po ponownym uruchomieniu okazało się, że wszystkie moje programy działają jak trzeba, a ustawienia są na swoim miejscu. Przesiadka byłą szybka, bezproblemowa i bezbolesna. Ręcznie musiałem jedynie usunąć katalog Windows.old za pomocą narzędzia oczyszczania systemu aby odzyskać 15 GB przestrzeni na dysku.

Jednak w tym momencie nie mogę nie wspomnieć o tym, że Samsung nie podszedł do tej premiery na poważnie. Na szczęście wszystko działa jak trzeba – w końcu na stronie internetowej można wyczytać, że dla mojego laptopa “zalecanym systemem jest Windows 8”. Niestety, po przejściu do działu ze sterownikami okazuje się, że ze strony zniknęły wszystkie pozycje! Co więcej, polskie konto Samsunga na Twitterze nie odpowiedziało na moje pytania dotyczące faktycznej kompatybilności komputera z nowym systemem, a na angielskiej stronie sterowniki i oprogramowanie jest zgodne tylko z systemem Windows 7 i XP. Wiem też, że Kuba posiadający ten sam model komputera co ja, nie ustrzegł się przed problemami.

 

Mateusz Nowak: Dwie konferencje, którymi żył ostatnio cały technologiczny świat były dosyć słabe. Premiera nowego iPada Mini, na którą czekałem z niecierpliwością, nie wniosła praktycznie nic nowego. Już po raz kolejny Apple nie zaskoczyło nas żadnymi ciekawostkami, na temat których toczyłyby się długie dyskusje w sieci. Dla mnie jest to porażające, jak firma ta była bardzo uzależniona od Steve’a Jobsa. Okazuje się, że gdy zabrakło człowieka numer jeden, Apple’owi zaczyna brakować praktycznie wszystkiego, począwszy od dyscypliny kontrahentów i ciągłych przedpremierowych wycieków, poprzez brak pewności siebie i uciekanie się do porównań z konkurencją, po kończenie z ekskluzywnością premier i zamkniętym dostępem do tego co się dzieje na sali konferencyjnej. Gdy zobaczyłem, że premiera iPada Mini była dostępna online w sieci na żywo, tak jak to robi ostatnio Google, Amazon czy Microsoft to wiedziałem już, że jest to zły znak. Gdy na prezentacji pokuszono się o porównania do produktów konkurencji byłem już pewien tego, że Apple się kończy. Oczywiście nie kończy się jako olbrzymi koncert, który na swoich zapasach gotówki może przetrwać do końca świata i jeszcze jeden dzień dłużej, ale kończy się jako ta niesamowita firma, która wyznaczała standardy dla całej branży.

Co do konferencji Microsoftu to była słaba, ale to chyba nikogo nie zaskoczyło.

Względem iPada Mini to mam podobne odczucia jak Piotrek. Z jednej strony chciałbym zostać wierny Androidowi, aby łatwiej współdzielić treści na smartfonie i tablecie, a z drugiej przemawia za mną ogromna liczba tabletowych programów dostępnych na iOS. Mam jednak cały czas dylemat natury finansowej, gdyż nie uśmiecha mi się kupować jeszcze raz tych samych programów, tylko tym razem w innym sklepie. Z decyzją poczekam na konferencję Google, gdzie mam nadzieję zobaczyć Nexusa 7 3G oraz poznać jego cenę. Dopiero wtedy będę w stanie podjąć ostateczną decyzję.

Co z Surface? Jakoś na niego nie czekam. Dam trochę czasu Windowsowi 8 na zadomowienie się na rynku i będę śledził jego rozwój. Pierwsi recenzenci Surface’a nie mówią jednogłośnie, a że spotkałem się z wieloma nieprzychylnymi opiniami, dlatego traktuję tablet Microsoftu jako ciekawostkę.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement