Najsłabsze ogniwo

Blog Forum 02.10.2012
Najsłabsze ogniwo

Nie oceniam książek po okładce ani filmów po trailerze. Nie wypowiadam się też na tematy, na których się choć trochę nie znam. Nie lubię wreszcie pisać na blogową modłę, nakazującą jedynie prześlizgnąć się po powierzchni tematu, nie próbując dotrzeć do sedna problemu. Wreszcie – bardzo, ale to bardzo nie lubię pisania w sposób kategoryczny o zagadnieniach, które ze swojej natury są skomplikowane. Niestety, bardzo często trafiam w sieci na teksty, które w wielką łatwością naruszają powyższe reguły; a wtedy budzi się we mnie Polemiczna Strona Duszy. W związku z recenzją książki Juli Zeh “Corpus Delicti” (www.spidersweb.pl/2012/10/inwigilacja-na-zyczenie-sposobem-na-szczescie-corpus-delicti-juli-zeh.html ) nie mogłem się powstrzymać, by nie napisać kilku(dziesięciu) zdań na temat tejże recenzji autorstwa Ewy Lalik.

Nieznajomość powieści (wybaczcie – brak czasu) powoduje, że nie jestem w stanie ocenić zbieżności konceptu książki z tekstem Ewy, więc odniosę się wyłącznie do rozważań naszej ulubionej Redaktorki SW. Właściwie, przeszedłbym obok recenzji obojętnie (znowu wybaczcie – niełatwo mnie wzruszyć), gdyby nie ostatni akapit, zacytujmy go: „Nie potrzeba służb bezpieczeństwa, nie potrzeba agentów. Wystarczą urządzenia”. Otóż, krótko mówiąc i upraszczając: nie. Inwigilacja – jakkolwiek rozumiana – nie jest możliwa bez udziału czynnika ludzkiego. Owszem, powszechność nowoczesnych urządzeń likwidujących kolejne bariery szybciej niż parlamentarna komisja Przyjazne Państwo sprzyja powstaniu wrażenia, że oto dawne wizje totalitarnego społeczeństwa właśnie się spełniają, i to bez wojen i bicia dzwonów, ale w drodze powolnie pełzającej rewolucji społeczeństwa informacyjnego.

Ale Ewa trochę – nie wiem, może ze względu na chęć efektownego zamknięcia tekstu – jest niekonsekwentna. Z jednej strony opisuje, że działania bohaterów książki są monitorowane przez „organy kontrolujące”, z drugiej zaś neguje konieczność istnienia tychże organów do inwigilacji, bo „wystarczą urządzenia”.
I tu przechodzimy do sedna: żadne urządzenie samo w sobie nie jest i nie będzie źródłem problemów cywilizacyjnych (wbrew twierdzeniom XIX-wiecznych luddystów). Urządzenie jest narzędziem, służącym w powieściach antyutopijnych do realizacji celów władzy totalitarnej. Dlatego nie sposób nie zgodzić się z tezą Ewy, że to „nie technologie oddzielają nas od takiej wizji, a jedynie nasze psychiczne ograniczenia”. Oprócz niechęci do poddawania się jakiemukolwiek przymusowi, pozostają chociażby kwestie prawno-społczne. Czytając liczne recenzje „Corpus delicti” łatwo dojść do wniosku, że opisana w niej wizja świata przyszłości w sposób oczywisty nie jest zbieżna ze współczesnymi założeniami standardów prawnych świata zachodniego – opartych na prawach człowieka i obywatela, w tym prawie do prywatności.

Można też się zastanawiać nad samym pojęciem „prywatności”, a konkretnie nad jego zakresem. Dostępna obecnie technologia pozwala każdemu w bardzo szeroki zakres nad kontrolą informacji, jakie udostępniamy światu, ba! Nawet korzystając z takich narzędzi jak Facebook można skutecznie nie upubliczniać swojego życia prywatnego. Większość antyutopii opiera się na buncie jednostki, która nie chce być bezwolnym trybikiem sprawnie działającego systemu. Systemu, w którym jakakolwiek oznaka buntu jest brutalnie tłamszona. Tymczasem dzisiaj taki bunt w ogóle nie jest konieczny – wystarczy rozum i umiar w korzystaniu z dobrodziejstw informatyzacji miast i wsi.

Bo narzędzia – są tylko narzędziami. Najważniejszym – często najsłabszym – ogniwem zawsze jest człowiek.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement