Na jałowym biegu

Blog Forum 18.10.2012
Na jałowym biegu

Jeśli jesteś czytelnikiem Spider’s Web, to zapewne jesteś „entuzjastą nowych technologii”. Jeśli jesteś entuzjastą nowych technologii, to zapewne masz swój ulubiony gadżet, ukochany system operacyjny, wypracowany latami workflow, sposób pracy z najważniejszymi aplikacjami. Bierzesz udział w dyskusjach, swoje opinie wyrażasz w komentarzach czy na Twitterze. Zapewne śledzisz informacje prasowe, plotki, przecieki i recenzje, a news o kolejnym „przełomowym” urządzeniu podnosi Ci ciśnienie równie skutecznie, co średnie cappuccino. Tymczasem coraz częściej mam wrażenie, że rozwój technologii jest tyleż zdumiewający, co jałowy. I mam nadzieję, że za to wrażenie odpowiadają producenci elektroniki użytkowej, a nie jesienna chandra.

Gdzieżby znowu! – krzykniecie ochoczo. Jak nie zachwyca, skoro zachwyca – a czyż może nie zachwycać fakt, że urządzenie, które parę lat temu byłoby superkomputerem generującym niesamowite efekty specjalne do Parku Jurajskiego, dzisiaj mieści się w kieszeni dżinsów (i nie tych z wielkimi kieszeniami, ale rurek)? Czyż może nie zachwycać fakt, że telefonem można wykrywać miny przeciwpiechotne, komunikować się z satelitami geostacjonarnymi i – to chyba najbardziej spektakularne – wykrywać fazę snu, w którym obecnie pogrążony jest właściciel tego telefonu? Siri, Google Now, Cleverbot i augmented realisty – to już prawie nie technologia, a magia. Gdzie tu nuda?

Nie chcę – bezsensowa byłaby taka próba – negować możliwości, jakie daje współczesna technika. Chodzi mi raczej o przewidywalność jej rozwoju. Prawo Moore’a – niedługo obchodzące swoje pięćdziesiąte urodziny – nadal wyznacza granice wzrostu mocy obliczeniowej. Współczesne komputery nadal opierają się na wiekowych niemal schematach. Owszem – nie sposób nie zauważyć przepaści, jaka dzieli ultrabooka od pierwszego ThinkPada pod właściwie każdym względem: wielkości, wagi, wydajności, wyświetlacza, czasu pracy na baterii…

Ale – pomijając garstkę inżynierów, będących w stanie zrozumieć subtelne różnice między topografią poszczególnych układów scalonych – nie ma nic fascynującego w schemacie: harder, better, faster, stronger. Moc obliczeniowa, bezpośrednio zależna od liczby tranzystorów i architektury procesora, jest tylko środkiem do celu – celem tym zaś jest jakość życia użytkownika, wynikająca z komfortu pracy z urządzeniem i oferowanych przez nie możliwości. Elektronika niczym się pod tym względem nie różni od dowolnej, innej dziedziny życia – dlaczego zatem premiera kolejnego super-smartfonu budzi daleko większe emocje niż premiera kolejnego odkurzacza?

Otóż – tak właściwie, to mało kogo to interesuje. Oczywiście, „populacja czytelników Spider’s Web” jest pod tym względem grupą bardzo specyficzną – i właśnie w przekroju całego społeczeństwa niszową. Zapytajcie się nie-geeka – przyjaciela czy przyjaciółkę, kogoś z rodziny, kogokolwiek – o wersję systemu operacyjnego na posiadanym telefonie czy wygłoszenie czterozdaniowej rozprawki o wyższości stockowego Androida nad tym okaleczonym przez TouchWiza czy Sense. Albo poproście o podanie rozdzielczości na laptopie. Albo o wygłoszenie płomiennej mowy o zaletach i wadach skeumorfizmu. Gwarantuję, że w zdecydowanej większości odpowiedzi będą wyglądały mniej więcej w ten sposób: „że co proszę?”.

Taki brak wiedzy – i zainteresowania – jest jak najbardziej zrozumiały. Nikogo nie interesuje, jakiej grubości jest obudowa kubka termicznego czy to, w jakiej technologii wykonano wyświetlacz na pralce czy zmywarce. Te rzeczy mają po prostu bezproblemowo działać. Takie zainteresowanie (czy raczej jego brak) choćby najbardziej zaawansowanmi przedmiotami jest racjonalne, więc nikogo nie powinno dziwić, że takie same podejście jest praktykowane w stosunku do elektronicznych gadżetów.

Jałowy bieg producentów elektroniki z rzadka jest przerywany premierą urządzenia faktycznie przełomowego – takiego, jak pierwszy iPhone czy iPad. Urządzenia takie definiują swoją kategorię rynkową i nadają ton całej branży. Niestety, takie rewolucje są rzadkością, a ich wybuch – jak to z rewolucjami bywa – jest trudny do przewidzenia. Taką rewolucją może być Windows 8, który redefiniuje rolę i sposób funkcjonowania interfejsu komputerowego. Ale może też być katastrofą, której skutki dla Microsoftu będą bolesne. Rewolucjoniści muszą być bowiem odważni – a odwaga w świecie korporacji rzadko kiedy jest wartością pożądaną.

Obrazek: www.pcmasters.de/

Tagi:

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement