Microsofcie – a gdzie show?

25.10.2012
Microsofcie – a gdzie show?

Oglądałem uważnie dzisiejsze konferencje Microsoftu za pośrednictwem streamingu wideo, czytałem też nasze relacje z Nowego Jorku pióra Maćka Gajewskiego i mam jedną refleksję – dziwne to były premiery. Microsoft chyba zapomniał, że tego typu wydarzenia rządzą się podobnymi prawami jak telewizyjne show – muszą w nich być nie tylko elementy rozrywki, ale także zaskoczenia i przynajmniej jeden punkt kulminacyjny. W obu dzisiejszych konferencjach Microsoftu nie widziałem nic z tych rzeczy.

Trudno nie porównywać medialnych konferencji Microsoftu do podobnych imprez konkurencji: Apple’a, Google’a, czy Samsunga. We wszystkich trzech przypadkach scenariusz jest zawsze podobny: jest część artystyczna (mniej lub bardziej zaakcentowana), jest idealnie przygotowana część merytoryczna z istotnymi nowościami (nawet jeśli większość rzeczy wycieka wcześniej do mediów), w końcu jest też coś na wzór słynnego apple’owskiego ‚one more thing’, gdzie pokazuje się coś ekstra, a co idzie potem w świat.

W przypadku konferencji Microsoftu można było odnieść wrażenie, że jest się bardziej uczestnikiem akademii szkolnej, a nie telewizyjnego show z odpowiednio budowanymi emocjami. Na akademiach szkolnych też jest zazwyczaj sporo chaosu, czytania z kartek, niewiele zaskakujących momentów, bo wszyscy wiedzą kogo na co stać, oraz realizowany jest przewidywalny scenariusz.

Tak właśnie wyglądały dzisiejsze konferencje Microsoftu. Wiedzieliśmy przecież, że pokażą nowego Windowsa 8 oraz zaprezentują tablet Surface. Microsoft nie postarał się o to, aby choć jedna istotna z marketingowego punktu widzenia kwestia została ogłoszona dziś i tylko dziś – coś, o czym mogłyby dziś huczeć media na całym świecie, coś, co rozpalałoby internetowe fora tysiącami komentarzy. Na dodatek całość imprezy sprawiała wrażenie przygotowanej na kolanie: a to ktoś wchodził w kadr kamery kręcącej wydarzenie, a to na scenie bez większego ładu i składu pojawiały się kolejne osoby nie bardzo wiadomo po co, a to w końcu wiele razy coś, o czym mówił kolejny prezenter nie było pokazywane na ekranie…

Podczas przedwczorajszej nudnawej konferencji Apple’a również nie pojawiło się wiele informacji, których nie znalibyśmy wcześniej. iPad mini rozebrany został na czynniki pierwsze długo przed oficjalną premierą medialną Apple’a, podobnie zresztą jak 13-calowy MacBook Pro z ekranem Retina. Jedynie nowe iMaki i Maki mini mogły okazać się lekkim zaskoczeniem, ale i tak te dwie nowości są raczej najmniej komentowane. Mimo to konferencja Apple’a poprowadzona w klasycznym dla Apple’a stylu przyniosła określony skutek marketingowy. Było i merytoryczne i emocjonalnie, perfekcyjnie pod kątem prezentacyjnym, jak i realizatorskim. Były momenty kulminacyjne i mimo wszystko podane zostały nowe informacje. Efekt? Widzimy to chociażby na Spider’s Web – 6 naszych tekstów związanych z tym wydarzeniem zgromadziło ponad… 700 komentarzy. Zapewniam, że klikały się również całkiem przyjemnie. Nasze relacje z Nowego Jorku – coś co oferowało w Polsce zaledwie jeszcze jedno inne medium – nie cieszyły się przesadną popularnością Czytelników Spider’s Web.

Zresztą nie chodzi tylko o Apple’a. Weźmy chociaż takiego Samsunga, którego niedawna premiera Galaxy Note’a II w Berlinie była naprawdę świetnie zorganizowana. Było podczas niej wszystko to, co sprawia, że konferencja jest medialnie udana – trochę patosu, nieco rozrywki, trochę zaskoczenia i kilka niespodzianek.

Powtórzę raz jeszcze – w przypadku Microsoftu nie było żadnego z tych elementów. Przykro to mówić, ale gdyby te dzisiejsze konferencje się nie odbyły, to niewiele byśmy wszyscy stracili.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement