Kończy Ci się miejsce na Gmailu? Łatwo nie jest…

18.10.2012
Kończy Ci się miejsce na Gmailu?  Łatwo nie jest…

Dziś rano Google przywitał mnie komunikatem, że wyczerpuje się limit 10 GB bezpłatnego miejsca na wiadomości i załączniki mojego konta w domenie Gmail.com. W związku z tym zaproponowano mi wykupienie dodatkowego miejsca. Odesłano do również do poradnika jak walczyć z nadmiarem maili na koncie.

Zajrzałem do cen i limitów płatnych wersji Gmaila. Konto o rozmiarze 25 GB to koszt rzędu 2,49 dol. miesięcznie, czyli wg aktualnego kursu ok 8 zł miesięcznie. Konto cztery razy większe o limicie 100 GB to już koszt rzędu 4,99 dol. miesięcznie, czyli ok 15,5 zł. Niby nie są to zatrważające kwoty, ale jakoś nie uśmiechała mi się konieczność płacenia za kolejną usługę w sieci. Postanowiłem powalczyć z zasobami mojej poczty.

Swego czasu popełniłem błąd i udostępniłem swojego maila jako skrzynkę kontaktu Spider’s Web (wtedy nie sądziłem, że w przyszłości mój mały projekt blogowy może się rozwinąć do takich rozmiarów jak dziś). W związku z tym dziś trafia do mnie ok 30 – 40 informacji prasowych dziennie, z czego większość z załącznikami, wśród których nierzadko znajdują się pliki kilku, a nawet niekiedy kilkunastomegowe.

O edukacji PRowców w kierunku rozwiązań technologicznej chmury, która w prosty sposób pozwala, aby duże pliki hostować u siebie, a do kontaktów wysyłać jedynie linki do nich (i przy okazji wiedzieć dokładnie kto i kiedy zajrzał do pliku…) można raczej zapomnieć, więc codziennie narażony jestem na kilkadziesiąt MB w załącznikach pocztowych.

Zajrzałem do podpowiedzi Google’a jak walczyć z gasnącym limitem na koncie Gmail. Usuń trwale wiadomości z kosza – brzmi pierwsza podpowiedź. Starałem się to robić regularnie, ale gdy teraz ponownie wykonałem tę czynność, to odzyskałem 3% z 10 GB. Całkiem sporo, ale kompletnie niewystarczająco.

Druga podpowiedź Google’a: wyszukaj załączniki o większym rozmiarze i je usuń. Użyj do tego komendy – filename:mov (na przykład). Tak też zrobiłem dla większości popularnych rozszerzeń, których pliki bywają ciężkie. Niestety niewiele to dało, bo Google nie pozwala na sortowanie wiadomości np. według wielkości załącznika. Po kilkunastu minutach prób, znalazłem niewiele wiadomości z ciężkimi załącznikami. W rezultacie odzyskałem niewiele miejsca – zaledwie kolejne 2%. Wciąż moje konto było w 90% wykorzystane.

Ruszyłem więc do sortowania wszystkich wiadomości wg załączników – has:attachment, aby z bardzo archiwalnymi wiadomościami zrobić porządek. W tym przypadku również różowo nie jest. Gmail, mimo wyraźnie zaznaczonej opcji wyświetlania 100 wątków na jednej stronie, w module wyszukiwania ogranicza ich liczbę do 20. Przy kilkunastu tysiącach wiadomości z załącznikami, selekcji dokonywać nie jest łatwo. Co więcej, nie da się także włączyć sortowania wstecznego – od najstarszej do najnowszej poczty, a to znacznie ułatwiłoby sprawę, bo hurtowe usunięcie najstarszych wiadomości z załącznikami obarczone byłoby najmniejszym ryzykiem utraty ważnych danych.

Trzeba było działać inaczej, najlepiej metodami chałupniczymi, które… zawsze działają. W pasku adresu URL Google nazywa kolejne strony z załącznikami odpowiednio następującymi po sobie numerami. Zmieniając ręcznie pasek adresu dotarłem do strony 476, która jako ostatnia pokazywała mi listę wiadomości z załącznikami.

Usuwanie kilku tysięcy wiadomości (w opcji widoku po 20 na jednym ekranie) nie jest jednak ani przyjemne, ani szybkie. Nie chciałem tego robić za pomocą filtru (da się takowy w Gmailu przygotować, aby automatycznie odpowiednie wiadomości zostały przeniesione do kosza), gdyż mimo wszystko bałem się, że stracę coś naprawdę istotnego. Chciałem mieć możliwość rzutu oka na listę wiadomości z załącznikami, które będę usuwał.

Ponad godzinę zajęło mi usuwanie starej poczty z lat 2008 – 2009 oraz do połowy 2010. Po tej operacji limit mojego konta jest wykorzystany z 79%. Starczy na kolejnych kilka miesięcy.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement