Huawei Ascend P1 – przed Huawei jeszcze sporo pracy, ale jest dobrze! Recenzja Spider’s Web

SW Testuje 05.10.2012
Huawei Ascend P1 – przed Huawei jeszcze sporo pracy, ale jest dobrze! Recenzja Spider’s Web

Niedawno na polskim rynku zadebiutował smartfon pochodzący ze stajni firmy, która bardzo mnie intrygowała od dłuższego czasu – mowa o Ascendzie P1 od Huawei. Chińskie smartfony od chińskich marek wciąż uważane są za urządzenia gorszej kategorii, gorszego wykonania itp. Czy słusznie? To skomplikowane i jak zwykle wszystko zależy od ceny. Ascend P1 nie jest w każdym razie tandetnym telefonem. Ba, to całkiem zręcznie przemyślany smartfon, któremu jeszcze trochę brakuje, ale który obala mit o tym, że typowe “chińczyki” są tandetne i nie warte uwagi.

Budowa – mogłoby być lepiej, ale i tak jest dobrze

 

Ascend P1 to telefon dosyć elegancki. Klasyczna, lekko kwadratowa bryła mieści ekran o przekątnej 4,3 cala, jednak sam telefon nie jest mały, nie jest też specjalnie duży. W każdym razie jest dosyć wąski – takie wrażenie można odnieść porównując go do innych sprzętów.

Sama bryła telefonu też jest wąska. Specyfikacje podają, że P1 ma grubość 7,7 mm i to wyraźnie czuć, chociaż na dole z tyłu telefon ma zgrubienie. Jednak zaokrąglone krawędzie i dosyć dobre wyważenie sprawiają, że Ascend P1 (tego się nie spodziewałam) niesamowicie wygodnie leży w dłoni i wydaje się jeszcze cieńszy, niż jest w rzeczywistości. Miałam okazję porównać go do cieńszego iPhone’a 5 i Ascend wydaje się sporo cieńszy, wszystko przez zaokrąglone krawędzie.

Dodatkowo Huawei Ascend P1 jest leciutki. Zdrobnienie jest celowe – 110 gramów to nieznacznie mniej, niż w iPhone’ie 5, i znacznie mniej niż w większości smartfonów. Zestawienie lekkości i cienkiej obudowy robi wrażenie.

Samo wykonanie obudowy pozostawia trochę do życzenia, chociaż nie jest złe. Przód smartfona jest klasyczny i nie ma mu co zarzucić, jednak dalej jest trochę gorzej. Plastik tylnej obudowy jest bardzo… plastikowy, to znaczy śliski, odblaskowy i sprawiający wrażenie taniego. Podczas testów okazało się, że nie jest zbyt mocno podatny na zarysowania, jednak estetycznie pozostawia sporo do życzenia – być może to kwestia białej tylnej obudowy, nie wiem, jak prezentują się w innych kolorach.

Rozczarowały mnie przyciski. Te na dole, dotykowe funkcyjne, są solidne – nie za blisko i nie za daleko kranu, odpowiednio czułe. Jednak przyciski blokady ekranu, a zwłaszcza przyciski blokady ekranu, są zbyt plastikowe, za mało wyczuwalne i plastikowe.

Zaletą za to jest solidne spasowanie. Huawei Ascend P1 nie ma otwieranej tylnej klapki, a kartę SIM wkłada się do slotu na górze (średnio wygodnego, zwłaszcza przy wyjmowaniu karty), nic też nie trzeszczy ani nie ma luzów. Estetyka to rzecz gustu, ale P1 może do niego przypaść, bo jest klasyczny. Smartfon bez udziwnień.

Ekran – SuperAMOLED, ale…

 

Największą wadą ekranu Ascenda P1 jest rozdzielczość. Ta 540×960 pikseli przy przekątnej 4,3 cala nie jest może najgorsza i może to kwestia mojego przyzwyczajenia do korzystania na co dzień z ekranów 720p, ale na ekranie P1 w wielu miejscach widać piksele, jakby lekkie rozmazanie. Mimo tego to SuperAMOLED i to widać – kolory są żywe a jasność nawet w słońcu pozwala na swobodne korzystanie z urządzenia. Nie jest to jednak ekran dla koneserów i trzeba sobie zdawać z tego sprawę.

O czułości itp. nie ma co się rozwodzić – jest dobra, bezproblematyczna i tak, jak od 2 lat w innych smartfonach, po prostu pozwala na wygodne obsługiwanie ekranu. Za to użyta Gorilla Glass jako szybka ekranu jest świetna – czasem mam wrażenie, że Gorilla Gorilli nierówna, bo ta w Ascendzie P1 wydaje się twardsza niż w innych smartfonach. Może to tylko wrażenie, za to lekko wystające krawędzie obudowy sprawiają, że po położeniu urządzenia ekranem do spodu nie jest takie straszne.

 

Dźwięk – wow!

 

Ascend P1 bardzo pozytywnie zaskoczył mnie dźwiękiem. Zazwyczaj nie ufam wszelkim technologiom ulepszania dźwięku, póki nie sprawdzę ich w działaniu, ale Dolby Mobile 3.0 Plus zastosowany w tym smartfonie robi wrażenie! Dźwięk jest czysty, z dobrze brzmiącymi wysokimi tonami i nie sztucznie podbitym, a naturalnym basem. Dolby Mobile 3.0 Plus można wyłączyć w odtwarzaczu muzycznym i wtedy słychać kolosalną różnicę. Z włączoną technologią Dolby nawet na tańszych słuchawkach z niższej średniej półki muzyka ze smartfona brzmi bardzo dobrze, a na sprzętach wyższej klasy wspaniale – jak na smartfon oczywiście. Jeśli miałabym wybierać smartfona ze szczególnym uwzględnieniem funkcji odtwarzacza muzycznego, to Ascend P1 byłby jednym z pierwszych strzałów.

Głośnik ulokowany z tyłu też zaskakuje. Nie wiem, czy ktoś słucha jeszcze w ten sposób muzyki, odkąd autobusowi DJe zostali niemal skutecznie wyplenieni, ale trzeba przyznać, że oprócz naprawdę sporej głośności pozytywnie zaskakuje też jakość dźwięku z tegoż głośniczka. Zresztą podobnie jest z przednim, przeznaczonym do rozmów.

 

Wydajność – dwa przyzwoite rdzenie nie dla zapaleńców

 

Ascend P1 działa na dwurdzeniowym Cortextcie A9 1,5 GHz i GPU PowerVR SGX540. Z technikaliów to tyle, a praktyka? Nie jest to demon prędkości, ale wydajnościowo jest w stanie obsłużyć różne gry (testowałam zwłaszcza te z promocji Google Play, w tym np. NHL czy Batmana) i nie przy tym nie ciąć i nie sprawiać problemów. 1 GB RAMu wystarcza na przełączanie się pomiędzy kilkunastoma codziennymi aplikacjami, natomiast nie mamy co marzyć o tym, że błyskawicznie będziemy przełączać się między ciężkimi grami i te będą wznawiać się szybko. Jednak wydajnościowo coś innego wzbudziło moją wątpliwość.

Chodzi o płynność interfejsu. Znowu nie jestem pewna, czy to nie kwestia tego, że na co dzień używam Galaxy Nexusa w którym Project Butter sprawił, że interfejs, animacje czy nawet przewijanie odbywa się bez widocznego klatkowania. Jednak przez czas użytkowania Ascenda P1 nieustannie miałam wrażenie, że interfejs nie jest płynny tak, jak mógłby być. Nie chodzi o zacinanie się i lagi, bo te zdarzyły się tylko, gdy uruchomiłam 4 ciężkie gry, ale o niewystarczającą liczbę klatek na sekundę. Nie jest to mocno przeszkadzający mankament i kilka osób, którym pokazałam Ascenda P1, a które na co dzień używają raczej smartfonów z niskiej półki, nie zwróciła na to uwagi. Jednak inni potwierdzili – mogłoby być płynniej.

Mimo wszystko jako średniej wielkości dwurdzeniowiec Huawei Ascend P1 pod względem wydajności daje sobie radę bardzo przyzwoicie i może służyć również jako urządzenia do okazjonalnego pogrania w gry.

 

Dodatkowe – bez karty pamięci nie podchodź, zdjęcia rób!

 

W Ascendzie dostaniemy małą pojemność pamięci – 4GB, więc dodatkowa karta microSD jest niemal koniecznością. Tym bardziej, jeśli chcemy robić zdjęcia ośmiomegapikselowym aparatem Ascenda P1. A warto, bo może nie jest on królem jakości, jednak wykonuje bardzo przyzwoite zdjęcia, poprawnie łapie ostrość i całkiem nieźle radzi sobie w ciemniejszych warunkach. Huawei zastosował własną nakładkę na aplikację aparatu, ale jedyne, do czego mogłabym się przyczepić, to szybkość wykonywania zdjęć – nie ma mowy o zrobieniu serii zdjęć czy szybkim, wygodnym podglądzie, jednak do codziennych zastosowań aparat P1 nada się wystarczająco. Potrafi on też nagrywać filmy 1080p. Nie jest źle, a nawet lepiej!

 

Zdjęcie wykonane smartfonem
Zdjęcie wykonane smartfonem
Zdjęcie wykonane smartfonem
Zdjęcie wykonane smartfonem

 

Bateria – 1670 mAh, dlaczego?!

 

Gdyby nie stosunkowo słaba bateria, to Ascend P1 byłby o wiele godniejszym polecenia smartfonem. P1 cierpi na to samo, na co cierpi większość nowoczesnych smartfonów: na niedobór prądu. Sytuacja, w której używam Ascenda P1 jako jedynego smartfona, odłączam go od ładowarki o 7 rano, a o 13 przygaszam ekran, przełączam się na 2G i zastanawiam, czy za godzinę będę miała jak wykonać telefon, jest niedopuszczalna (ale zdarza się nie tylko z Ascendem). To wszystko przy 1,5 godziny słuchania muzyki, synchronizacji z e-mailem i podświetleniu ekranu przez ok. 1,5 – 2 godziny przy przeglądaniu sieci i użyciu aplikacji społecznościowych na średnim podświetleniu (wg. widżetu systemowego).

Oszczędzając baterię przez wyłączanie 3G czy zmniejszanie podświetlania można doprowadzić do sytuacji, że smartfon wytrzyma 12-14 godzin, jednak okraszone jest to sporymi wyrzeczeniami i koniecznością manipulacji, wyłączania, włączania funkcji itp. Czyli raczej słabo.

 

System – nakładka, która mogłaby być ładniejsza

 

Tutaj, w autorskiej nakładce Huawei nazwanej Emotion UI, tkwi największy znak zapytania odnośnie Ascenda P1. Nakładka przykrywa Androida 4.0.3 i jest inna, niż reszta nakładek. Mniej inwazyjna, niż wiele z nich, jednak mimo wszystko zmieniająca i dodająca kilka rzeczy.

Na początek kwestia pulpitów: w Emotion UI nie znajdziemy menu aplikacji, które otwiera się dedykowanym, ekranowym przyciskiem na docku. To trochę styl z iOS pomieszany z androidowmi widżetami. Do dyspozycji dostajemy pulpity, na których mieszczą się nasze wszystkie aplikacje, początkowo pogrupowane na różnych ekranach i w kilku folderach i w towarzystwie widżetów. Powoduje to lekki chaos, bo co pulpit to jakaś ikona, widżet, ale nie pulpit nie zapełniony w całości i ułożenie jakieś dziwne… Szybko jednak można się do tego przyzwyczaić.

Pulpity możemy edytować, ikony grupować według własnego gustu, możemy też dodawać widżety po dłuższym przytrzymaniu ekranu. Jeden, autorski widżet Huawei, jest tutaj kluczowy – możemy wybrać, co się na nim znajduje, np. pogoda, kontakty, muzyka czy zdjęcia.

 

Ekran blokady ekranu to zmodyfikowany lockscreen Androida. Zmodyfikowany, bo oprócz możliwości odblokowania i przejścia do aparatu dodano możliwość ustawienia własnych skrótów, maksymalnie trzech+odblokowanie. I wszystko byłoby w porządku, ale… dlaczego ikony są takie brzydkie?! Na górze lockscreena mamy aktywny widżet – godzina, po przesunięciu w bok pogoda i opcjonalnie kontrolka odtwarzacza, jeśli akurat słuchamy muzyki. No i o dziwo ów widżet nie jest już taki brzydki jak ikonki…

Odnośnie brzydoty: po rozsunięciu paska powiadomień dostajemy kontrolki najważniejszych funkcji, m.in. włączniki i wyłączniki łączności, jasność ekranu, dane mobilne czy autoobracanie. Ciekawostką jest, że kontrolki możemy przesuwać w bok, nie jesteśmy więc ograniczeni szerokością ekranu, a dodatkowo możemy edytować je i dodawać lub usuwać wedle woli. Zręczne rozwiązanie, którego brakuje w czystym Androidzie, a które znajduje się u kilku innych producentów, tylko dlaczego u Huawei to jest takie brzydkie?!

To największa bolączka Emotion UI. Dobrze pomyślane, wygodne dodatki i funkcje tracą na atrakcyjności, bo wyglądają, jakby były powyjmowane z różnych bajek kompletnie nieprzemyślane estetycznie. Zdecydowanie do poprawy, bo z taką niespójnością Huawei nie podbije serc użytkowników!

Huawei pozmieniał też na przykład ustawienia w stosunku do czystego Androida. Pozmieniał miejsca, dodał kilka rzeczy i nałożył na to inny wygląd. A wśród ustawień znajduje się pewna ciekawostka.

Motywy. Huawei wyszedł widocznie z założenia, że użytkownicy lubią dopasowywać wygląd systemu do własnego gustu. Dostajemy więc kilka preinstalowanych motywów, w tym jeden nawiązujący mocno do czystego Androida, choć nim nie będący, a jeśli tego nam mało, to możemy pobrać dodatkowe motywy z internetu. Co ciekawe każdy motyw można dodatkowo personalizować i wybrać, które elementy mają pochodzić z jakiego motywu, a całość jest stosunkowo prosta i logiczna. Na moje nieszczęście zmiana motywu na ICSowy nie zmieniła wyglądu ikonek na lockscreenie.

Z systemem dostajemy preinstalowane aplikacje – latarkę, aplikację DLNA, notatnik, dyktafon czy – tutaj duży plus dla Huawei – aplikację do tworzenia kopii zapasowych. Jest ona prosta, daje wybór czego kopię chcemy wykonać i czy umieścić ją w pamięci telefonu, czy może na karcie SD. Jednak tutaj też Huawei serwuje nam estetyczną tragedię, bo część z autorskich aplikacji wygląda tak, część inaczej, i nie wiadomo czy Huawei inspirował się iOS, Androidem, Sense UI czy może TouchWizem.

 

Podsumowanie – cena, wszystko zależy od ceny!

 

Osobiście Huawei Ascend P1 zaskoczył mnie bardzo miło i czekam z niecierpliwością na model D Quad. Ascend P1 to jednak trochę inna bajka – smartfon ten nie jest przeznaczony dla wymagających użytkowników, którzy przeskakują między topowymi urządzeniami. Wady, takie jak lekko rozmazany, rozpikselowany ekran, stosunkowo słaba bateria czy niedociągnięcia w budowie oraz estetyce nie dyskwalifikują jednak Ascenda P1 dla przeciętniejszych użytkowników. Jest jednak jeden warunek: cena. 1650 złotych, za jakie znalazłam to urządzenie w kilku sklepach, to trochę za dużo. Jeśli w ciągu 2-3 miesięcy zejdzie do 1100, 1200 złotych, to będzie to smartfon w pełni warty swojej ceny. A bardzo przyzwoity aparat i zaskakująco dobra jakość dźwięku sprawiają, że jest to pozycja naprawdę godna rozważenia. “Chińczyki“ nie są wcale złe!

 

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement