Harder, better, faster, stronger

Blog Forum 24.10.2012
Harder, better, faster, stronger

Wczorajszy keynote Apple’a był nudny. Był bardzo nudny, bo nie pokazano nic nowego. Odświeżenie linii iMac, Macbook Pro czy iPad mogło co prawda budzić wrażenie, ale jako całość to wydarzenie jest potwierdzeniem tezy, że rewolucje – wbrew temu, do czego próbują nas przekonać producenci – zdarzają się niezwykle rzadko, a przez większość czasu mamy do czynienia z potrzebną, ale nudną pracą u podstaw i ewolucją.

Rewolucja to słowo nadużywane w świecie branży elektronicznej. Jako rewolucyjne są przez speców od marketingu określane urządzenia, których innowacyjność przejawia się w upakowaniu większego wyświetlacza o wyższej rozdzielczości czy szybszego procesora. W pogoni za pikselami czy megahercami („cyferkami”) łatwo jest zapomnieć, że nie decyduje to o wyjątkowości urządzenia. Niewątpliwie lepszy wyświetlacz czy wydajniejszy SoC decydują o komforcie użytkowania gadżetu, ale czy pozwala to na używanie słowa „rewolucja”?

Przełomy mają to do siebie, że są rzadkie – i nie powinno to dziwić, producenci po wydaniu gigantycznych pieniędzy na R&D muszę sobie te koszty zrekompensować. Użytkownicy muszą też mieć czas, by się do zmian przyzwyczaić.

Dlatego droga, jaką obrało Apple, jest zrozumiała i sensowna. Ale też z tego powodu dużo większe emocje budzą we mnie nadchodzące premiery Windows 8, Windows Phone 8 i Surface – bo one faktycznie wprowadzają rewolucję w ekosystemie Microsoftu (nawet, jeśli większą część tej rewolucji już światu obwieszczono).

Ale rewolucje mają też to do siebie – i z tego niewielu się na nie decyduje – że zjadają własne dzieci, a tego panowie Ballmer i Sinofsky zapewne woleliby uniknąć…

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement