A gdyby tak przestać się martwić o reklamy i monetyzację użytkowników w sieciach społecznościowych?

03.10.2012
A gdyby tak przestać się martwić o reklamy i monetyzację użytkowników w sieciach społecznościowych?

App.net, czy ADN, jak to zwykli już nazywać użytkownicy tego serwisu (AppDotNet), to projekt ideologiczny. Mam słabość do tego typu inicjatyw i nowatorskich sieci społecznościowych i za każdym razem wierzę, że tym razem się uda! W App.net muszę wierzyć, bo wizja, którą roztoczono przede mną jest niesamowita i stoi w wielkiej opozycji do tego, jak traktuje się sieci społecznościowe dzisiaj: jako coraz bardziej zamknięte platformy, w których dzięki powiązaniom społecznościowym można wyświetlać reklamy i monetyzować użytkowników na poziomie bardzo intymnym, niemal ingerującym w kruche, społecznościowe relacje.

App.net to taki Twitter, tylko że płatny. Brzmi głupio, prawda? Kto zapłaci za dostęp do sieci społecznościowej, tym bardziej, że są darmowe alternatywy? Twórcy ADN wierzą, że znajdą się tacy “frajerzy”, w zasadzie to znalazło się już ponad 20500 owych, łącznie ze mną. Bo ADN to nie kopia Twittera, tylko rozwinięcie idei otwartego API, od której Twitter odchodzi. App.net nie chce być lepszym czy innym Twitterem, tylko poprowadzić ideę serwisu mikroblogowego drogą, na której Twitter wyrósł na giganta, a którą teraz powoli porzuca.

Żeby zrozumieć mały fenomen ADN trzeba cofnąć się czasie i przyjrzeć się sieciom społecznościowym i temu, w jaki sposób z nich korzystamy. Mamy Facebooka – z Facebooka korzystamy zazwyczaj w jego własnych aplikacjach i wersjach webowych. Postujemy na Facebooka z aplikacji trzecich, lajkujemy różne rzeczy na zewnętrznych stronach, ale gros użytkowników narzekających na kiepskie aplikacje mobilne tego serwisu nawet nie pomyśli, by spróbować jakiegoś trzeciego klienta. A jeśli nawet pomyśli, to po sprawdzeniu takich aplikacji szybko powróci do tej oficjalnej z jednego powodu: tylko ona oferuje prawdziwie pełną funkcjonalność z obsługą wszystkich funkcji, czatów, powiadomień… Nawet jeśli korzystamy z aplikacji trzecich wykorzystujących API Facebooka, to są to pozycje typu Foursquare czy Instagram albo komunikator, które nie zastępują serwisu, a dają dostęp do jednej, dwóch wybranych funkcji. Na PC wchodzimy na Facebook.com, a nie na jakieś nakładki zewnętrzne. Facebookowi to na rękę, bo ma mocną kontrolę nad własnym ekosystemem, tym, jak wyświetlają się reklamy. Serwis udostępnia dosyć bogate API, jednak w sposób, który napędza mu samemu ruchu i zawsze prędzej czy później służy to zbierania informacji, a co za tym idzie przyszłego monetyzowania (każdy lajk na zewnętrznej stronie = możliwość większego ruchu w serwisie i lepsze opcje targetowania, skłonienia do kupowania etc.).

Twitter wyrósł trochę inaczej. Serwis mikroblogowy szybko zaadaptował możliwość wykorzystania API do tworzenia trzecich klientów, z czego mnóstwo deweloperów skorzystało i stworzyło świetne aplikacje oraz usługi. Twitter sam na tym skorzystał i kupił np. TweetDecka czy Tweetie, hitowe trzecie aplikacje, które wniosły dodatkową wartość dla użytkowników (a potem je popsuł, ale to już inna bajka). Chociaż liczy się, że z trzecich aplikacji do Twittera korzysta tylko (albo aż) około 30-40 procent użytkowników tego mikrobloga, to uważa się też, że zazwyczaj korzystają z nich najbardziej opiniotwórczy użytkownicy, którzy przyciągają innych, tak zwani liderzy social media. Stąd popularność TweetBota czy innych klientów.

Twitter w pewnym momencie uświadomił sobie, że dawanie deweloperom takiego dosyć wolnego dostępu do API stoi na drodze z celem serwisu: zarabianiem, zarabianiem zwłaszcza na reklamach. Dlatego ostatnio ogranicza dostęp do API, wyznacza wytyczne, które zakładają konkretny sposób wyświetlania wiadomości z możliwością wyświetlania tweetów reklamowych, ujednolica nawet przyciski itp. Część deweloperów jest zadowolona ze zmian, jednak większość uważa, że to ogranicza sensowność tworzenia zewnętrznych klientów i zmusza użytkowników do korzystania z oficjalnych aplikacji oraz webowego Twittera.

Twitter chce kontrolować swój ekosystem, wyświetlać reklamy, zawiązywać układy partnerskie i stać się też poniekąd medialnym gigantem, a otwartość i bogate API oraz mnogość klientów, rozczłonkowanie platformy, mu w tym przeszkadza. Co z tego wyniknie to się okaże, jednak możliwe jest, że Twitter na dłuższą metę robi błąd.

App.net

Tak właśnie uważają twórcy App.net, w tym lider, Dalton Caldwell. Caldwell postanowił więc wykorzystać już posiadaną infrastrukturę firmową, która potrafi obsłużyć bez zmiany kodu ponad 20 milionów zapytań dziennie i spróbować stworzyć coś całkowicie nowego – płatną sieć społecznościową. Płatną? Co za pomysł? W tym szaleństwie jednak jest metoda.

„Jeśli sprzedajemy nasz serwis (oferujemy płatny dostęp) naszymi klientami są użytkownicy, a naszą pracą jest sprawienie, by użytkownicy byli zadowoleni. Jeśli oferujemy darmowy, zarabiający na reklamach serwis, naszymi klientami są reklamodawcy, a naszą pracą jest sprawienie, by reklamodawcy byli zadowoleni”.

Caldwell założył, że jeśli uda się zebrać na KickStarterze 10 tysięcy osób chętnych zapłacić 50 dolarów na rok za dostęp do takiej sieci, to przedsięwzięcie ma sens. O dziwo udało się, więc App.net ciągnięty jest dalej. Niedawno stwierdzono, że liczba użytkowników jest obiecująca, obniżono więc cenę do 36 dolarów za rok, wprowadzono też abonament miesięczny w wysokości 5 dolarów, a tym, którzy zapłacili 50 dolarów przedłużono dostęp o pół roku. Jednak to, że App.net jest płatny, niesie za sobą dużo ciekawych rzeczy.

Wiele usług zewnętrzych korzysta już z danych z App.net

Po pierwsze brak reklam i obietnica, że owych reklam, programów partnerskich i tym podobnych nie będzie. Dane użytkowników nie będą targetowane, a ADN pozostanie wolną od tych wszystkich konsekwencji darmowości platformą. Reklamowe wiadomości będą usuwane, a użytkownicy, którzy spamują (dokładniej jest to określone w regulaminie) będą blokowani. Na ADN ma liczyć się treść samych użytkowników.

Felix, klient App.net
Hooha, klient App.net

Po drugie, App.net nie będzie zbytnio rozbudowany, bo Caldwell ze spółką postawił na przeciwieństwo Twittera, czyli otwartość API. Deweloperzy zyskują do niego dostęp po wykupieniu konta (100 dolarów) i mogą tworzyć co im się tylko podoba. Owszem, sama webowa wersja ADN zyskuje nowe funkcje, jednak siłę platformy można zobaczyć dopiero, gdy przejrzy się aplikacje trzecie.

Na głównej stronie serwisu, po zalogowaniu, wyświetla się link do zbioru wszystkich trzecich serwisów ADN. Czyli sam serwis nie oferuje możliwości łączenia kont z innymi serwisami, nie daje opcji znajdowania znajomych z np. Twittera, ale to nic. Po kliknięciu w link zobaczymy zbiór aplikacji, które zapewniają wszystkie te funkcje, a są aplikacjami trzecimi, stworzonymi przez deweloperów spoza App.net. Jest podział na kategorie (narzędzia, aplikacje webowe, natywne mobilne, inne), z krótkim opisem działania, platformą oraz linkiem do profilów.

Cinnamon, webowy klient App.net

Zaskoczyło mnie, że mimo, iż App.net jest przecież młody i ma tylko 20 tysięcy użytkowników, to tych aplikacji jest już sporo, niektóre naprawdę wymyślne, inne klasyczne, jak aplikacje na iOS czy Androida. Wczoraj bawiłam się tym i odnalazłam co najmniej 3-4 pozycje, z których będę korzystać na co dzień – między innymi rozszerzenie do Chrome’a, które pozwala postować z paska adresu i wyświetla powiadomienia o zdarzeniach (bo sam ADN na razie tego nie potrafi), aplikację a’la TweetDeck, wyszukiwarki…. I zrozumiałam, że Caldwell nie dość, że ma wizję, to jeszcze jest bardzo cwany!

To znaczy App.net ma prosty model biznesowy – dostarczenie infrastruktury i prostych funkcji, skupienie się na tym i dzięki płatnemu dostępowi wyeliminowanie całego kłopotu ze zdobywaniem reklamodawców, partnerów, i zastanawianiem się, jak tu najlepiej zmonetyzować użytkowników. Tego na App.net nie będzie, więc twórcy nie muszą kierować w to środków i tracić na to czasu. Mają zająć się niezawodnością i infrastrukturą, to ich zadanie.

Ale ten model biznesowy nie byłby warty funta kłaków, gdyby nie mocne ukierunkowanie na właśnie API. Sam ADN jest wtórny, taki Twitter z dłuższymi wiadomościami (256 znaków). Jednak to aplikacje trzecie, zebrane w jednym miejscu i wspierane przez sam ADN, stanowią o tym, że App.net ma naprawdę szanse na sukces. Sama, mimo że jestem nowa na App.net, korzystam już z aplikacji Hoorha na Androida, która jest śliczna, funkcjonalna na możliwości App.net i ładniejsza niż wiele aplikacji do Twittera. I, co ważne, szybko się nie zmieni ani nie ograniczy, bo ma gwarancję serwisu na rozszerzanie dostępu do API, a nie zmniejszanie i ograniczanie go.

quickApp, webowy klient App.net

W ten sposób oprócz klientów a’la Twitter powstały już czaty, IRC, a dziś nawet platforma komentarzy oparta o App.net. Całość opiera się o komunikację w czasie rzeczywistym, a możliwości są naprawdę spore.

Przyznaję, że sama na początku podchodziłam do tego projektu sceptycznie i uważałam, że płatna sieć społecznościowa, płatny Twitter, nie ma racji bytu. Jednak zdecydowałam się, wykupiłam dostęp i nie żałuję, bo w końcu zrozumiałam piękną wizję Caldwella. Wizja nie zakłada, że nagle App.net zastąpi Twittera czy Facebooka i trafi do mas. Jest to, początkowo przynajmniej, miejsce dla tych, którym nie odpowiadają zmiany na Twitterze i powolne zamykanie się serwisu, i dla tych, którzy są świadomi charakterystyki serwisów społecznościowych. To na razie miejsce dla zmęczonych ciągłymi aferami o prywatność i dla tych, którzy wiedzą, że są tylko produktem, i na to się nie zgadzają. Mam wrażenie, że Caldwell celował też w przyciągnięcie owych liderów opinii, którzy ciągną za sobą fanów i innych użytkowników. To cwane, bardzo, bo całkiem słusznie zakłada, że jeśli przyciągnie się na starcie takich użytkowników, to potem pójdzie już łatwiej. Czy się uda? Nie wiem. Trzymam kciuki.

Gwoli formalności – App.net na razie nie jest Twitterem, i chociaż pojawia się na nim coraz więcej osób i wpisów spoza “branży tech”, to na razie one górują. Za to osobiście stwierdzam, że czytanie głównego strumienia wiadomości, “Global”, jest bardzo wartościowe. To zmieni się z biegiem czasu, jeśli ADN będzie rosnąć, ale na razie satysfakcjonuje.

Kibicuję temu planowi zmiany torów, w jakich rozwijają się wszystkie sieci społecznościowe – torów reklamowych, monetyzacyjnych, partnerskich, marketingowych, promocyjnych… I uważam, że w tym przypadku zasada, że jeśli za coś płacę, to dostaję lepszy produkt, się sprawdza. Szkoda, że ADN ma tak małe szanse na globalny sukces.

P.S. Tapbots, twórcy hitowej aplikacji TweetBot na iOS, wypuścili dziś aplikację NetBot – niemal identycznego do TweetBota klienta z tym, że dla App.net. Traktują to jako inwestycję w przyszłość.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement