CD Projekt po prostu musiał stać się cdp.pl

15.10.2012
CD Projekt po prostu musiał stać się cdp.pl

W czwartek CD Projekt odpowiedzialny za wydawanie gier, pieszczotliwie nazywany „niebieskim”, przekształcił się w portal dystrybucji cyfrowej cdp.pl.  Cenega  jakiś czas temu uruchomiła analogiczną usługę (muve.pl), jednak to dla CD Projektu właśnie tego typu inicjatywa być może jest jednym z warunków przetrwania. 

Czemu polscy wydawcy chcą dystrybuować cyfrowo? To bardzo proste: pudełka są na wymarciu. W tygodniu pobloguję o tym ile mniej więcej jeszcze wytrzymają na półkach. Cyfrowa dystrybucja to mniejsze nakłady związane z wydaniem produktu. To jeszcze łatwiejsza promocja tychże. To możliwość rywalizacji z zyskującym na sile Steamem czy platformą Origin, które coraz częściej (głównie dzięki wyprzedażom) zabierały chleb sprzed nosa rodzimych wydawców. Dobrych powodów do ucyfrowienia swoich usług jest jeszcze kilka. Wśród nich można wymienić także fakt, iż prócz wydawanych przez siebie gier, istnieje szansa na dobranie się do tytułów konkurencji.

Dobrze, że Cenega uruchomiła Muve. Utrzymanie takiego serwisu to nie jest majątek, a zdecydowanie rozszerza możliwość dystrybucji. Kiedy jednak prześledzimy katalogi największych polskich wydawców za kilkanaście ostatnich miesięcy, a także wybiegając nieco w przód, można jasno zauważyć, że na poszukiwanie alternatyw w największym stopniu skazany został CD Projekt.

CD Projekt to w Polsce synonim sukcesu w branży technologii: Wiedźmin, GOG, nagradzany wydawca, dystrybutor filmów, premiera Diablo III z wielką pompą i Michałem Figurskim w czasach, gdy sushi nie było jeszcze tak obrzydliwie drogie. Jeśli jednak rozdzielimy grupę kapitałową CD Projekt RED (jak sami przedstawiciele firmy regularnie uwielbiają o tym przypominać) na trzy oddzielne podmioty – autorów gier z RED, miłośników cyfrowej dystrybucji nastawionej na Zachód z GOG i wreszcie dystrybutora gier w Polsce, nie sposób zauważyć, że nawet jeśli król nie jest nagi, to z całą pewnością nie jest to też Hugo Boss, Armani, może odrobinę, w pewnych miejscach (Blizzard) Prada.

Najwięksi wydawcy gier na świecie, EA i Ubisoft, od kilku lat konsekwentnie wprowadzają swoje regionalne oddziały. Na przestrzeni lat giganci pojawiali się też w Polsce, choć akurat na samodzielnym Ubisofcie najbardziej ucierpiała Cenega. Niezależnie od tego, w katalogu Cenegi znajduje się jeszcze kilku mocnych wydawców, wśród których warto wymienić Rockstar Games (przynajmniej jeden megahit rocznie), Bethesdę, 2K Games, Capcom, Warner Bros., THQ czy – jakby tego było mało – Square Enix/Eidos.

Ja wiem, że nie jest miło to czytać i przy całej mojej sympatii do dorobku CD Projektu i jego zasług dla polskich graczy nie jest nawet łatwo o tym pisać, ale kilka ostatnich lat „niebieskiego” CD Projektu na rynku gier to pasmo mniejszych, bądź większych porażek z wydawniczego punktu widzenia. Czasem decydował o tym także zwykły pech, jak na przykład w przypadku utraty dostarczyciela genialnych RPG-ów, BioWare, który w dużej mierze pomógł CDP utrwalić jego rynkową pozycję w Polsce. EA poszła na zakupy i trudno się dziwić, że od kilku lat ich produkcje wydaje już EA Polska.

Ale to przecież nie koniec strat. Z niewyjaśnionych przyczyn, niemal bez mrugnięcia okiem CD Projekt oddał swego czasu KONAMI. Aż trudno uwierzyć, że lepsze warunki był w stanie zapewnić niemal nieznany, mały, specjalizujący się głównie w filmach Galapagos Interactive. Z dużych wydawnictw współpracujących z polskim dystrybutorem najłatwiej wymienić SEGĘ. Jest jeszcze THQ i Codemasters, ale tą dwójką ekipa z Jagiellońskiej musi się dzielić z konkurentami, m.in. spod znaku Cenegi czy… samodzielnych podbojów Codemasters. Szczęście, choć po perypetiach, dopisało CD Projektowi w relacjach z Blizzardem, który na jakiś czas oddelegował się pod opiekuńcze ręce wydawnictwa Licom Empik Multimedia (wydali StarCrafta II). Ze współpracy twórcy WoW czy Diablo nie byli jednak zadowoleni i po jakimś czasie powrócili pod skrzydła bohatera dzisiejszej notki.

Jeśli  przeanalizuje się plan wydawniczy CDP.pl, to nietrudno wyciągnąć wnioski, że firma powoli Blizzardem właśnie żyje, a uzupełnia go SEGA. W najbliższych miesiącach czeka nas dodatek do StarCraft II oraz Total War: Rome 2, a także Football Manager 2013, który poza Wyspami jest gratką dla niewielkiej liczby odszczepieńców (do których grona z dumą i pięcioma Pucharami Mistrzów, w tym z krakowską Wisłą, się zaliczam). Poza tym upstrzony jest produkcjami dość anonimowymi, czasem adresowanymi dla dzieci, a czasem zapowiadającymi się po prostu średnio.

Katalog wydawniczy CDP.pl na najbliższe miesiące (źródło: gry-online.pl)

Nie sądzę by „niebieski” CD Projekt miał przymierać głodem. Posiadany przez nich katalog jest i tak pod wieloma względami imponującymi, choć ubogi jeśli spojrzymy wstecz na zasięg i możliwości firmy sprzed kilku lat czy ich największego rywala – Cenegę – grającego w mniej więcej tej samej lidze (trudno konfrontować CDP bezpośrednio z EA Polska). Warto też przypomnieć historię takich firm jak City Interactive, które przez wiele lat wydając wyłącznie badziewie (kurtuazyjnie nazywane grami budżetowymi) o jakim na Jagiellońskiej nigdy nawet nie słyszeli, dziś wyrosło na całkiem porządną firmę, która wydaje i produkuje. I to takie gry, których już nie trzeba się wstydzić.

CDP.pl jasno deklaruje, że będzie się starał dystrybuować gry także spoza katalogu (niebieskiego) CD Projektu. Innymi słowy, ku „uciesze” konkurencyjnych dystrybutorów, firma prawdopodobnie zabierze im część zysków (nawet jeśli nie z lokalizacji, to z dystrybucji). Kwestią czasu jest tylko załatwienie stosownych umów i sprawdzenie ilu zagranicznych wydawców okazało się na tyle lojalnych, by jedną (muve.pl) lub drugą (cdp.pl) platformę czynić konkurencyjną. A jestem pewien, że bić się będą firmy o „exclusive’y” i to niemalże na wirtualne noże.

Mizerniejący (acz wciąż nie budzący jeszcze politowania) katalog gier to tylko jeden z powodów, dla których CD Projekt przekształcił się w cdp.pl. Firma słynie z tego, że patrzy w przyszłość, a przyszłość i doświadczenie nakazują się spodziewać, że coraz większa liczba wielkich wydawców z zagranicy będzie się starała monopolizować dystrybuowanie swoich gier – albo otwierając lokalne biura, albo też tworząc autorskie systemy na kształt Origin. Kilku gigantów z Activision-Blizzard czy Square-Enix/Eidos na czele od dawna ma na takie rozwiązanie i potencjał, i możliwości.

Kiedy CD Projekt zapowiadał, że CDP.pl będzie rewolucją, po premierze wszyscy pukali się w czoło – to nic nowego, a te rozwiązania pokazali już na gram.pl czy muve.pl. Ale myślę, że w głębi duszy chodzi o rewolucję zakrojoną na zdecydowanie większą skalę. Zmianę i przewartościowanie modelu dystrybucji gier przez lokalnych dystrybutorów. Dziś każda z nich rywalizuje na gruncie posiadanych w swoim katalogu wydawców. CDP.pl zdaje się jednak wierzyć, że już niebawem gracze będą mogli kupić te same gry, na tych samych platformach, a wygra ten wydawca, który przygotuje atrakcyjniejszą platformę: promocje, pomoc techniczną, gadżety.

Nie wiem czy tak się stanie, taki scenariusz jest na pewno możliwy. Warto jednak zauważyć, a co wynika bezpośrednio z powyższych akapitów, że CD Projekt stał nad krawędzią i idąc na wojnę miał zdecydowanie mniej do stracenia. All in. Ciekawe czy często olewająca klientów, zachowawcza, wreszcie ospała zazwyczaj Cenega postanowi sprawdzić karty.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement