Assassin’s Creed – sztuka samodoskonalenia

25.10.2012
Assassin’s Creed – sztuka samodoskonalenia

Od rana próbuję sobie przypomnieć i może na palcach jednej ręki jestem w stanie wyliczyć firmy takie jak odpowiedzialny za Assassin’s Creed oddział Ubisoftu, które aż tak bardzo doskonaliłaby swój produkt, słuchając przy tym opinii samych graczy. Jak pewien mądry człowiek napisał dziś na twitterze – przy tej tendencji wzrostu, Assassin’s Creed 3 ma szanse zostać najlepszą grą akcji w historii. 

W gronie tych ekip gdzieś mi tam mignęło Sports Interactive, polski CD Projekt RED, swego czasu (dawno i nieprawda) 3DO, ale to do Ubisoftu mam tym większy szacunek, ponieważ jest GIGANTEM. Ubisoft wcale nie musiał poprawiać Assassin’s Creed. Pierwsza część sprzedawała się znakomicie i choć krytycznych opinii nie brakowało, firmie udało się stworzyć i rozreklamować nową markę, która swoją popularnością udanei zastąpiła zużytych w tamtym okresie nieco już Sama Fishera i Księcia Persji.

A jednak im się chciało, taki to ambitny jest ten Ubisoft z piękną (jak na branżę gier, gdzie nawet Sid Meier łapie się do pierwszej dziesiątki) Jade Raymond dowodzącą zespołem odpowiedzialnym za przygody kolejnych asasynów. I kiedy Assassin’s Creed 2 pod wieloma względami wyeliminował podstawowe błędy jedynki, dodając przy tym sporo od siebie, wszyscy zakrzyknęli – „geniusze, rewelacja!” (choć nie sposób się nie zgodzić z faktami, polecam uwadze moje odmienne stanowisko: o tutaj).

Tym samym Ubisoft był nie tylko królem świata z dobrze wypromowaną marką w postaci Assassin’s Creed, ale w przeciwieństwie do pierwszej części gry, druga – zdaniem wielu – była bardzo bliska ideałowi. Mogli spocząć na laurach, sprzedawać DLC i liczyć pieniążki.

I wtedy na scenę wchodzi Brotherhood. Cały na biało! Ubisoft zdeklasował dwie swoje poprzednie produkcje dodając do asasyńskiego słownika listę pojęć niemalże koniecznych. Kiedy wszystkim wydawało się, że gra w zasadzie dobiła już do ideału, ostatecznie dzieło zwieńczył jeszcze lepszy Revelations, odchodzący przy tym od nieco już znoszonej Italii. Stopień w jakim twórcy Assassin’s Creed z każdą kolejną grą uczyli się robić genialną produkcję jest niesamowity.

Wychowałem się na Electronic Arts. EA robi często świetne gry, ale to chyba najgorsza, najbardziej pazerna firma w świecie gier. Nawet Activision z Bobbym Kotickiem nie wydaje się w żądzy pieniądza aż tak bezlitosne i ostentacyjne. EA bezpardonowo potrafiło przez laty wydawać coraz marniejsze produkcje ze znanych serii, wysysając z nich ostatnie siły witalne. I nie wtedy kiedy gracze zaczęli krzyczeć, nie wtedy gdy przestali kupować, tylko gdy hurtem zaczęli podpalać w sklepach półki zawierające ze sobą aktualnie popsute gry z EA’owskiej serii (FIFA, NBA, Need for Speed, Medal of Honor, etc.), dopiero wtedy decydowano się na zmiany.

Ubisoft, gigant wcale niewiele mniejszy od EA, z równie błyszczącym portfolio, prezentuje zupełnie odmienne podejście. I to się chwali, choć firma ma swoje prywatne demony i tak naprawdę nie wiadomo jeszcze jak długo będzie produkowała zawodowe gry, a kiedy zajmie się wyłącznie produkcją uwłaszczających godności prawdziwego gracza online’owych Settlersów.

O Assassin’s Creed 3 szerzej na łamach Spider’s Web wkrótce napisze Wam jednak redaktor Kosiński, którego z tego powodu tak czysto po polsku nienawidzę (a niech mu się rozładują baterie w padzie, niech go podstarzali eksperci od gry w Mario obrzucą paprykarzem!). Nawet jeśli Ubisoft dorówna poziomem Brotherhood czy Revelations, to będzie znakomicie. Jeśli jednak tendencja się utrzyma, to zdejmujmy czapki kaptury z głów już teraz, bo nadchodzi najlepsza gra akcji w historii. Byle do wtorku!

Dołącz do dyskusji

Advertisement