Ponad czternaście lat Google-rewolucji już za nami

27.09.2012
Ponad czternaście lat Google-rewolucji już za nami

Moloch. Gigant. Dobroczyńca. Monopolista. Cenzor. Walczący o wolność. Google ma wiele łatek, ale każdy wie czym jest i na czym polega jego interes. W niektórych językach słowo „wygoglać” trafiło już do słownika. Dziś firma Larry’ego Page’a i Sergey’a Brina świętuje swoje 14. urodziny. Historia ta zaczęła się jednak nieco wcześniej.

Trudno w to uwierzyć, ale wyszukiwarka Google była projektem akademickim. Może niezupełnie na zaliczenie zajęć, bardziej jako projekt opracowany w czasie wolnym na studiach. Stworzyli ją Larry Page i Sergey Brin, studenci Uniwersytetu w Stanford.

Google wyróżniał się znacząco samym algorytmem działania. Inne wyszukiwarki w tamtych czasach zliczały ile razy słowa z zapytania występują na zaindeksowanych witrynach. Im więcej razy, tym owa witryna pozycjonowana była wyżej w wynikach wyszukiwania. Page i Brin uważali, że to nie wystarcza. Opracowali system, który analizował relacje między witrynami. Tak powstał PageRank, który mierzy istotność witryny na podstawie ilości innych witryn i ich istotności, które zawierają łącza do tej witryny.

Co ciekawe, Page i Brin nie byli jedynymi wynalazcami PageRanku. Na dokładnie ten sam pomysł, dokładnie w tym samym czasie, wpadł Robin Li z IDD Information Services. Nazwał go RankDex i stał się on podstawą działania chińskiego Baidu.

Nazwa firmy Page’a i Brina miała na początku nawiązywać do zasady działania PageRanku. Niewiele brakowało, a korzystalibyśmy z BackRuba. Ostatecznie padło na Google, czyli literówce, którą jeden z założycieli popełnił pisząc słowo „gogol”, czyli nazwę liczby 10 do setnej potęgi. Google, zanim dorobił się własnej domeny, pracował na uczelnianej. Dostępny był pod adresem gogle.stanford.edu oraz z.stanford.edu. Dopiero 15 września 1997 roku zarejestrowano własną domenę, a spółka została założona 4 września 1998 roku. Jej siedzibą był garaż w Menlo Park, należący do Craiga Silversteina, kolegi ze studiów, który też był pierwszym pracownikiem zatrudnionym przez Google.

Przewijamy do chwili obecnej. Maj 2010: 931 milionów unikalnych użytkowników miesięcznie. Maj 2011: miliard unikalnych użytkowników miesięcznie. A teraz patrzymy na garaż. Teraz znów na bieżące wyniki. Teraz znów na garaż. Niech cię to nauczy: jeżeli masz świetny pomysł, nawet się nie zastanawiaj nad założeniem firmy. Tak, możesz. Tak, jeżeli pomysł jest dobry, uda ci się.

Wracając do historii Google. Pierwszym inwestorem, jakiego udało się pozyskać, był… Andy Bechtolsheim, współzałożyciel Oracle. Tej samej firmy, z którą teraz Google toczy wojnę w sądzie o Androida. Przekazał Brinowi i Page’owi w sierpniu 1998 roku okrągłe sto tysięcy dolarów. Page i Brin prawie popełnili ten sam błąd, co ty, jeżeli czytałeś lub czytałaś poprzedni akapit. Stwierdzili, że rozwój przerasta ich możliwości, że Google pochłania czas, który powinni przeznaczyć na studiowanie. Udali się więc do firmy Excite, próbując sprzedać wyszukiwarkę za milion dolarów. To była najszczęśliwsza porażka w ich życiu, bowiem transakcja nie doszła do skutku.

Google szybko podbił rynek i uświadomił obu panom, że stworzyli coś unikalnego, coś, co podbije świat. W sierpniu 2004 roku Google wszedł na giełdę, a Brin i Page zobowiązali się przed inwestorami, że będą pracować w swojej firmie do 2024 roku. Google zaoferowal 19 605 052 akcji, 85 dolarów za sztukę. Po kapitalizacji giełdowej okazało się, że Google jest wart 23 miliardy dolarów. Szef Excite musiał tego dnia wypić dużo mocnego alkoholu… Wejście na giełdę wzbudziło jednak pewne obawy. Zaczęto uważać, że by zadowolić inwestorów, Google zmieni swoją kulturę pracy, a maksyma, którą Google lansował: „Don’t be evil”, czyli nie bądź niegodziwy, stanie się nieaktualna. Google, by ratować opinię na swój temat, stworzył stanowisko naczelnego dyrektora kultury, który miał dopilnować, by kultura pracy się nie zmieniła, a wartości promowane przez Google dalej przestrzegane.

Głównym źródłem zarobku dla Google są reklamy. Tak nie miało być. Brin i Page długo się temu sprzeciwiali, ale wyszukiwarka musiała wreszcie zacząć zarabiać. W 2000 roku uruchomiono platformę reklamową, która wyświetlała wyłącznie tekstowe reklamy, dobierane na podstawie frazy, która wpisywał w wyszukiwarkę użytkownik. I, jak się okazało, łamała prawa autorskie. Google ukradł pomysł od Goto.com. Z twórcami zawarto ugodę, Google ma już licencję na to rozwiązanie, a właściciele (obecnie Yahoo! Search Marketing) pokaźną ilość akcji Google.

Google zrozumiał, że musi kupować dalsze rozwiązania, by móc się rozwijać. W 2004 kupił firmę Keyhole i jej produkt, który nazywał się Earth Viewer. W 2005 wydano Google Earth. To efekt tego zakupu. Dwa lata później Google kupił YouTube’a za 1,65 miliarda dolarów. Reklamodawców Google też sobie kupił: DoubleClick został kupiony w 2007 roku za 3,1 miliarda dolarów tylko po to, by pozyskać jego klientów. Google Voice to też efekt kupna firmy GrandCentral za 50 milionów zielonych. Wysokiej jakości zdjęcia na Google Earth zawdzięczamy wchłonięciem (aczkolwiek na zasadzie partnerskiej) GeoEye, które wystrzeliło w kosmos satelitę, który fotografuje Ziemię na potrzeby Google’a. Nie zapominajmy też o najbardziej spektakularnym przejęciu Motoroli Mobility sprzed roku, które ma na celu wzmocnienie patentowego portfolio giganta, by móc się bronić przed atakami patentowymi ze strony konkurentów dla systemu Android (również efekt przejęcia przez Google cudzej własności intelektualnej).

Dziś Google jest niewyobrażalną potęgą, rywali ma raptem kilku. Co prawda nie wszystko mu idzie tak, jak sobie wymarzył. Biorąc pod uwagę penetrację rynku, Talka ciężko porównywać do Skype’a, Google+ do Facebooka, a produkty takie, jak Buzz (konkurencja dla Twittera) zostały wręcz porzucone. Ale tam, gdzie Google jest mocny, jest praktycznie nie do zdarcia.

Gdyby nie Google, Internet i chyba nawet cały świat elektroniki użytkowej wyglądałby zupełnie inaczej. I mimo iż obecnie odrzuca mnie od tej firmy, na skutek wielu paskudnych wpadek, zarówno wizerunkowych, jak i technicznych, wciąż o tym pamiętam. Google to wielki innowator. Ma już pewne miejsce na kartach historii, jako Wielki Zasłużony i nie mogę się z tą oceną nie zgodzić. Życzę mu więc, by nie trafił na inne karty, te mniej pozytywne. Na razie, na szczęście, to mu nie grozi.

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement