Najważniejsze w tygodniu: społeczności, MySpace, Facebook i inne

30.09.2012
Najważniejsze w tygodniu: społeczności, MySpace, Facebook i inne

W zeszłym tygodniu przez internet przebiegła dosyć elektryzująca wiadomość: MySpace szykuje się do odświeżenia, i chociaż nie wiadomo, kiedy pojawi się jego nowa wersja, to będzie śliczny. Stąd pytanie: Czy MySpace ma jeszcze szanse powalczyć? Poza tym Facebook otworzył biuro w Polsce i mówi się szaleńczo, że Facebook jest nowym MySpace’e, MySpace nowym Twitterem, Twitter nowym Facebookiem, Google+ Google Plusem. Co z tymi społecznościówkami? Dlaczego Facebook musi upaść, a może nie?

Jakub Kralka: Mniej więcej od trzeciego dnia od stworzenia Facebooka zawsze ktoś zwiastował jego upadek. Jesteśmy przyzwyczajeni do początków i do końców. Szczególnie w internecie, gdzie oba wydarzenia przeważnie atakują z zaskoczenia. I wiecie co? Facebook się skończy. Kiedyś. Raczej nie w tej dekadzie.

Gdybym miał wyliczać wszystkie rzeczy, które miały skończyć Facebooka po 2004 roku, to nie byłby to materiał na osobną notkę. To byłaby osobna książka. Do popularności serwisu Zuckerberga daleko twitterowi, a na poczynania Google+ możemy spoglądać co najwyżej z uśmiechem politowania. Myślę, że nawet kiepski debiut giełdowy to problem, który Facebook przezwycięży. Zresztą powoli coraz bardziej pomysłowo sobie z tym radzi.

MySpace? Poważnie? Kiedy ostatnim razem MySpace zadarł z Facebookiem został wdeptany w ziemię i o ile w przypadku internetowych fenomenów nie zawsze należy się kierować logiką, to akurat w tamtym starciu przynajmniej kilkadziesiąt argumentów przemawiało za Zuckerbergiem. Pokazał światu jak powinien wyglądać serwis społecznościowy. Facebook jest brzydki jak noc listopadowa, ale kilka nowych kolorków, na oko zresztą bardzo zasobożernych, czyni MySpace tylko jedną z wielu zabawek typu about.me, o których każdy słyszał, ktoś ma nawet konto, ale gdzież temu na salony…

Facebook opiera się na ludziach, a ludzie go kochają, codziennie się dzięki niemu komunikują, a wielomilionowe korporacje są nie mniej szczęśliwe, bo mogą się pokazać klientom z jak najlepszej strony. Upadek Facebooka wcale nie leży w interesie wielu grup społecznych, a z gigantów IT, chyba tylko w interesie Google. To jednak nie wystarczy, ponieważ z drugiej strony za Facebookiem stoi murem spora liczba stron, wydawnictw i firm, które wraz upadający Zuckerberg pociągnąłby za sobą na samo dno.

Tak, Facebook się skończy. Ale nie stanie się to prędko, najwyższa pora się z tym pogodzić, polubić i zacząć używać jako narzędzia. Na dodatek używać mądrze, a nie obwiniać go za własne niedoskonałości. Z całą pewnością Facebook has come to stay. I oby jak najdłużej!

 

Przemysław Śmit: Kiedy Justin Timberlake przejmował udziały w MySpace miałem nadzieję, że wykombinuje coś ciekawego. Niestety, facet ani od lat nie potrafi wyprodukować żadnego kawałka wartego uwagi, ani nie potrafi postawić starego giganta na nogi.

Czemu mówię o restarcie MySpace w czasie przeszłym? Z prostego powodu. To co pokazano na wideo prezentującym nowy MySpace wygląda jak absurd wymieszany z … No właśnie, z czym? Tak naprawdę nie wiadomo co myśleć o nowym serwisie i wątpię, by ktokolwiek, gdziekolwiek się tym przejmował. Z takim podejściem My___ z pewnością nie odbije się od dna. Zagrzebie się jeszcze mocniej i tam będzie dogorywał do zasłużonej emerytury.

Bardzo możliwe, że nowy serwis będzie wyglądał ślicznie, ale co z tego?Serwisów, które są piękne i nikomu niepotrzebne w sieci nie brakuje. Czy MySpace musi być kolejnym, który mimo swojego uroku będzie typową internetową zapchajdziurą?

 

Paweł Okopień: Do nowego MySpace będzie można się zalogować za pomocą Facebooka i zapewne serwis będzie starał się na inne sposoby wykorzystać integrację z największą obecnie społecznościówką na świecie. To ta integracja jest świetnym dowodem na to, że Facebook będzie z nami jeszcze na długo. Wystarczy spojrzeć na systemy operacyjne zarówno OS X 10.8 jak i Windows 8 umożliwiają łatwe podłączenie się do Facebooka i synchronizację wybranych danych, to samo jest w świecie mobilnym tam także iOS oraz Windows Phone natywnie współpracują z serwisem Marka Zuckerberga – natomiast w przypadku Androida robi to większość nakładek, które niestety górują w telefonach z systemem Google.

Facebook wyszedł poza ramy zwykłego serwisu społecznościowego – możemy nie korzystać ze ściany, ale będziemy korzystać z Facebooka chociażby komentując w przeróżnych serwisach, logując się do przeróżnych usług itd.

Powoli to właśnie Facebook staje się naszym Hubem splatającym całą naszą internetową aktywność. I to, że właśnie ten serwis rządzi w Social Mediach nie znaczy, że wszystkie inne serwisy społecznościowe są bez szans. Popularność Facebooka zmusiła do pewnych zmian w podejściu do tworzenia społecznościówek – nowo powstające serwisy muszą po prostu żyć w symbiozie z tym gigantem. Wydaje mi się, że jest w sieci jeszcze sporo miejsca na specjalistyczne sieci społecznościowe zarówno regionalne jak i globalne ale to właśnie nacisk na zainteresowania czy określone grupy społeczne w połączeniu z integracją z Facebookiem może odnieść sukces – wystarczy spojrzeć na Filmastera. Dlatego też widzę miejsce i sporą szanse dla nowego MySpace.

Mateusz Nowak: Do MySpace już można się logować przez FB 🙂

Jakub Kralka: tylko po co 🙂

Ewa Lalik: Do nowego MySpace będzie też można logować się Twitterem. To cwane zagranie: MySpace nie chce być kolejną siecią społecznościową a’a Facebook czy Google+, a platformą, która połączy aktywności z innych sieci i wykorzysta dotychczasowy, artystyczno-muzyczny potencjał. Taka nakładka na internet i inne społeczności.

Potrzebujemy ślicznego serwisu! Facebook jest ohydny, Twitter nijaki i coraz bardziej przekombinowany, Google+ też już do ładnych nie należy, a w sieci hitami stają się Pinteresty, The Verge i inne tego typu projekty, które oprócz treści oferują po prostu śliczną oprawę graficzną. Taką, że chce się tam wracać! Oprawa wizualna zyskuje coraz większe znaczenie i MySpace może to jeszcze porządzić.

 

Dawid Kosiński: W ramach komentarza do kolejnego powrotu MySpace przytoczę fragment artykułu z portalu niewiarygodne.pl:

„Toradżowie (Toraja – ind.) to liczna grupa etniczna zamieszkująca samo centrum indonezyjskiej wyspy Celebes. Choć jeszcze w latach 90-tych XX wieku było ich ponad 1,5 miliona, to aktualnie szacuje się, iż populacja ta liczy nie więcej niż 450 000 osób. Większość stanowią chrześcijanie, liczną grupę wyznawców ma także islam. Najciekawsi dla antropologów są jednak ci, których na indonezyjskiej wyspie jest najmniej. Ich wierzenia określa się słowem „aluk” (droga), odnoszącym się do starej, animistycznej religii. Oficjalnie, rząd w Dżakarcie określa wierzenia Toradżów jako „Aluk To Dolo”- czyli „Drogę Przodków”, a samo słowo „Toraja” oznacza „ludzi wzgórz”.

To, co najbardziej fascynuje podróżników, to zwyczaje religijne Toradżów, w szczególności pogrzeby i obrzędy dotyczące pielęgnacji i opieki nad zmarłymi. To właśnie obrzędy funeralne i późniejsza opieka nad zmarłymi są tym, co przyciąga i zadziwia tłumy ludzi z całego świata. Wszystko z powodu rytuału zwanego „Ma’nene”, który nakazauje Toradżom co trzy lata zmieniać ubrania zmumifikowanym ciałom przodków. Mieszkańcy Celebes wierzą, że zmarli nie odchodzą, są wciąż obecni przy swoich krewnych. Nie ma znaczenia to, czy odeszli kilka dni wcześniej, czy od ich śmierci minęło już kilkadziesiąt lat. Świat zmarłych i żywych jest jeden i ten sam, niezmienny od lat. „

Moim zdaniem trup będzie trupem. Nawet jeśli co trzy lata zmienisz mu wszystkie ubrania, nigdy nie zostanie oddanym przyjacielem, kolegą czy duszą towarzystwa. Nikt nie będzie chciał rozmawiać ani wejść w bardziej obiecującą znajomość ze zwłokami, z kimś, kto już umarł. Mam nadzieję, że właściciele MySpace’a w końcu to zrozumieją. Zwłaszcza, że Twitter ćwierka jak szalony, a Facebook stał się nie tyle serwisem społecznościowym, co signum temporis, znakiem naszych czasów.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement