Samsung okrył się hańbą, ale o swój biznes martwić się nie musi

27.08.2012
Samsung okrył się hańbą, ale o swój biznes martwić się nie musi

Świat nie przestaje komentować werdyktu amerykańskiego sądu w sprawie Apple vs. Samsung. Dominują komentarze, że Apple zmiażdżył Samsunga i zwycięstwo przełoży się na gruntowne przetasowania rynku. Tymczasem na chłodno oceniając, biznesowi mobilnemu Samsunga – oprócz szkód na tle wizerunkowym – nie stanie się wiele złego.

Nie można oczywiście przeceniać uszczerbku na wizerunku koreańskiego producenta. Wyrok amerykańskiego sądu jest jednoznaczny i bezsprzeczny – zaplanowaną, celową i skrzętnie realizowaną strategią Samsunga było kopiowanie Apple’a. Dla aktualnego lidera rynku mobilnego, który pochodzi z Azji, gdzie honor to nierzadko sprawa większa od życia i śmierci, to jak strzał w pysk. Koreański Samsung okrył się hańbą.

Tyle, że to – poza złym samopoczuciem szefów koreańskiej firmy – ma małe znaczenie w ujęciu nie tylko globalnego rynku telefonów komórkowych, ale także lokalnego, jakże ważnego rynku amerykańskiego. Z wielu powodów.

Mimo potężnego medialnego zainteresowania procesem Apple vs. Samsung i mimo tego, że o wyroku dyskutuje się na wszystkich kontynentach Ziemi, to jest bardzo wątpliwe, by wieść o hańbie Samsunga przedostała się do przeciętnego konsumenta zastanawiającego się nad kupnem nowego telefonu, najpewniej smartfonu. A nawet jak do niektórych zwykłych konsumentów dotrze ta informacja, to nie będzie miała większego wpływu na decyzję zakupową. Po pierwsze zwykły konsument najczęściej nie darzy żadnej z marek jakimiś określonymi wartościami emocjonalnymi (no, może poza Nokią, którą zna od zawsze i ma na jej temat wyrobione zdanie), po drugie ma kompletnie w nosie, czy ktoś od kogoś coś skopiował – dla niego liczy się przede wszystkim dobra oferta operatora oraz ewentualnie wrażenie ‚pierwszego spojrzenia’ na urządzenie mobilne. To taki konsument decyduje dziś o kształcie rynku.

Oczywiście Apple pójdzie za ciosem i będzie starał się zablokować sprzedaż uwzględnionych w procesie modeli smartfonów Samsunga na rynku amerykańskim, co prawdopodobnie mu się uda, ale w znacznej większości są to modele poprzednich generacji, które nie znaczą dziś wiele w portfolio koreańskiej firmy. Z najbardziej znanych zakwestionowanych modeli Samsunga mowa tu bowiem o: Galaxy S (już niesprzedawany), Galaxy SII (sprzedawany, ale Samsung nie inwestuje w niego marketingowo, wyłączenie go z rynku amerykańskiego nie będzie wielkim problemem) oraz Nexus S (poprzednia generacja smartfonu przygotowywanego z Google’em, ale w żadnej mierze nie strategiczny produkt dla Samsunga ze względu na to, iż jest to bardziej produkt amerykańskiego giganta internetu aniżeli Koreańczyków).

Najnowsza wersja linii Galaxy S – Galaxy SIII oraz aktualna wersja Galaxy Note’a, która notabene już za dwa dni zostanie odświeżona, nie były podstawą procesu i orzeczenia amerykańskiego sądu. Co więcej, na amerykańskim rynku Samsung oferuje aktualnie – uwaga uwaga – 152 różne telefony komórkowe, z czego ok 40 to smartfony (36 z Androidem oraz 4 z Windows Phone), i choć nie są to w większości rynkowe hity, to jednak z pewnością pozwolą utrzymać Samsungowi odpowiednio dużą – kolokwialnie mówiąc – szerokość półki, czyli odpowiednio wysokiej dystrybucji, co, mając na uwadze powyższą uwagę na temat przeciętnego konsumenta robiącego wolumen na rynku mobilnym, oznacza utrzymanie sprzedaży.

Z dokumentów, które w przebiegu procesu dostały się do wiadomości publicznej wynika ponadto, że sprzedaż Samsunga na rynku amerykańskim dalece odbiega od tego, co wcześniej sądzono. Mówiąc najbardziej oględnie – jest dużo, dużo niższa. Wiadomo więc, że rynek amerykański – wciąż kolebka dla Apple’a – nie ma aż tak wielkiego znaczenia dla Samsunga, który swoją sprzedaż buduje w równym stopniu w Europie, co w rodzimej Azji. Ewentualne wycofanie ze sprzedaży w USA Galaxy SII oraz Nexusa S będzie miało minimalny wpływ na wolumeny i wartość sprzedaży Samsunga.

Tak więc honor Samsung mógł utracić, ale rynku na pewno nie. Przynajmniej tak to wygląda w kilka dni po wyroku. Znając determinację Apple’a, pewnie nie jedno się tu jeszcze wydarzy.

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement