Rapidshare o tym, że walczy z piractwem. To konieczna hipokryzja

24.08.2012
Rapidshare o tym, że walczy z piractwem. To konieczna hipokryzja

Czytanie wywiadu z adwokatem Rapidshare o tym, jak to Rapidshare chce pomagać w wykrywaniu plików naruszających prawa autorskie jest interesujące. Wprawdzie adwokat mówi, że pomoc Hollywood nie może odbywać się każdym kosztem, jednak przy okazji wspomina, że Rapidshare chciałoby mieć użytkowników używających hostingu w sposób nienaruszający niczyich praw. Niezła hipokryzja: warto pamiętać, że gdyby nie piraci, to Rapidshare nigdy nie osiągnąłby takiej popularności. Gdyby nie piraci, to hosting plików tkwiłby w postaci, jakiej był przez sześcioma laty. Ba, jeszcze więcej – serwisy hostingowe wiedzą, że racja ich istnienia jest coraz bardziej podważana, zwłaszcza na rynku konsumenckim. No ale trzeba robić dobrą minę do złej gry!

Zapewne nie tylko ja pamiętam wybuch popularności serwisów hostingowych sprzed kilku lat. Zaczynało się niewinne, ale wraz z momentem szybkiego rozwoju infrastruktury i szybkiego internetu oraz zamieszania wokół torrentów i ich legalności serwisy hostingowe – na czele z Rapidshare właśnie – zaczęły przeżywać oblężenie. Brak legalnych, nawet płatnych źródeł treści audio i wideo dawał się we znaki, a świadomość tego, że internet to źródło przeróżnych treści dotarła pod strzechy przeciętnego Kowalskiego. Ów Kowalski zamiast programów P2P zaczął korzystać z for warezowych, na których inni użytkownicy umieszczali linki do plików w światowych hostingach.

Rapidshare, Megaupoad czy w Polsce OdSiebie albo Chomikuj wyrosły przede wszystkim na tym warezowym boomie. Wprawdzie hostingi też oznaczały zabawę w kotka i myszkę i ściąganie rozpoznanych plików naruszających licencję, ale to nie stanowiło większego problemu – jeden plik znikał, na jego miejsce pojawiało się 5 nowych, z niepozorną nazwą albo zablokowanych hasłem. Cwani internauci zaczęli tworzyć rozszerzenia i programy pozwalające na kolejkowanie ściągania plików z serwisów hostingowych z rozbudowanymi opcjami haseł etc.

Jasne, Rapidshare i podobne były i są wykorzystywane także do prywatnego użytku, jednak wraz z rozwojem chmury nastawionych przede wszystkim na prywatne wykorzystanie hostingu dla konsumentów staje się jeszcze mniej przydatne do niepirackich zastosowań. No bo jeśli złote czasy hostingów jako siedliska albumów, seriali i filmów się skończyły (każdy hosting po sprawie Megaupload ma ciężki orzech do zgryzienia) i takie pliki są usuwane z serwerów nie tylko po zgłoszeniach właścicieli praw, ale też z inicjatywy samego Rapidshare, to po co używać Rapidshare?

DropBox, SugarSync, SkyDrive czy Google Drive mają podobne funkcje, aplikacje na systemy zarówno stacjonarne jak i mobilne, możliwość dzielenia się linkami, a jeśli użytkownik faktycznie używa ich do udostępniania legalnych plików, to okazują się świetnymi narzędziami do współpracy etc. Wprawdzie taki Rapidshare jest tańszy, bo oferuje nielimitowaną pojemność, ale nie ma tak dobrego wsparcia. Dla przeciętnego, domowego konsumenta nielimitowana pojemność nie jest tak ważna, jak wygoda. A Rapidshare wciąż celuje właśnie w takich użytkowników, przynajmniej tak wynika z wywiadu.

Przed serwisami hostingu plików ciężkie czasy. Ich usługi stają się coraz mniej potrzebne w zmieniającym się krajobrazie sieci, w której toczy się krucjata o wyeliminowanie piractwa.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement