Counter Strike: Global Offensive już jest, ale nie ma grupy docelowej

27.08.2012
Counter Strike: Global Offensive już jest, ale nie ma grupy docelowej

Counter-Strike to nieoczekiwany fenomen od Valve. Stworzyli multiplayerowe rozwinięcie formuły Half-Life’a, dodatek, ciekawostkę. Ciekawostka ta stała się jednym z głównych filarów e-sportu, a zagrywamy się w nią nawet po 10 latach. To był Counter-Strike, którego dziś znamy głównie pod nazwą „1.6”, ale to nie koniec tej popularnej i rozbudowanej obecnie marki. 

Popularność Counter-Strike’a miała swoje wzloty i upadki. Wielu fanów gra w niego do dziś, pozostali gracze jednak opuszczali serię stopniowo dla najpierw Enemy Territory, a potem kolejnych Counter-Strike’ów: Condition Zero, Source czy wreszcie Battlefield 2, następnie Battlefield 3, a także całej rzeszy Call of Duty, ze szczególnym uwzględnieniem Modern Warfare, które nadało nowego brzmienia wszystkim sieciowym strzelankom. Fakt, że przy takiej konkurencji ten pierwszy Counter-Strike (1.6) do dziś ma wielu graczy, jest prawdziwym fenomenem.

Co przemawia za jego sukcesem i niezwykle mocną pozycją? Przede wszystkim – zmodyfikowany quake’owy silnik GoldSource, który mimo upływu lat, bardzo dobrze radził sobie z wszelkimi strzelankami i stał się fundamentem dla późniejszego valve’owskiego Source. Counter-Strike był też grą dla mniej wyrobionych graczy, rozprzestrzeniał się w święcących na początku XXI wieku tryumfy kawiarenkach internetowych, a jego stosunkowo niska cena sprawiła, że szybko trafił do wielu domów. Graczy nie zraziła nawet integracja gry z platformą Steam. Od tamtego czasu nie brakowało zresztą okazji, by poczciwego CS’a kilkukrotnie dostać zupełnie za darmo.

Piszę o tym, ponieważ o ile – co do zasady – gracze Call of Duty czy Battlefield 3 starają się grać raczej w najnowszą część serii, społeczność Counter-Strike’a jest mocno rozdrobniona. Część nie uznaje nowszych serii, koneserzy podzielili się też na fanów Source i Condition-Zero. W całej tej atmosferze zastanawiało zresztą jak przyjęty zostanie Global Offensive. Najnowszy Counter-Strike zadebiutował kilka dni temu i – co znamienne – trafił także na konsole PlayStation 3 i Xbox 360.

Z jednej strony mamy sylwetkę Valve, która na FPS-ach znają się jak mało kto. Nawet jeśli z Half-Lifem 3 wystawiają na próbę cierpliwość nawet najspokojniejszych graczy, w międzyczasie udało im się powołać do życia tak rewelacyjne marki jak oba Portale czy Left 4 Dead. Valve dobre strzelanki ma po prostu we krwi.

Do kogo adresowany jest Counter Strike: Global Offensive? Do fanów strzelanek, a więc w pierwszej kolejności – poprzednich Counter-Strike’ów. Jestem jednak głęboko przekonany, że Valve bardzo by chciało zdobyć uwagę wszystkich tych, którzy są rozczarowani standardami Call of Duty i Battlefielda i nie grają w nic oraz… kilku fanów tych dwóch ostatnich gier.

Do kogo trafi Counter Strike: Globall Offensive? No właśnie. I tutaj mamy problem. Radykalni fani Counter-Strike prawdopodobnie i tak powiedzą, że najlepszą edycją jest „1.6”. Fani Battlefield i Call od Duty dzielą się na zbyt młodych, by CS’a w ogóle pamiętać oraz takich, którzy już dawno zapomnieli o starej, nienowoczesnej, na dodatek nieobecnej dotąd na konsolach marce. Jeśli wrócą, to niezbyt tłumnie. Wydaje mi się, że w miarę największym zainteresowaniem produkcja cieszyć będzie się wśród graczy w Portal i Left 4 Dead, głównie pecetowych, a także dwóch ostatnich wydań Counter-Strike’a.

Choć Global Offensive ma ulepszoną wersję graficzną, trafi w końcu na konsole, odnowiono wiele kultowych map i dodano kilka nowych, trudno oprzeć się wrażeniu, że nawet Valve przesadnie nie wierzy w swoją produkcję. Sprzedają ją w cenie dość symbolicznej i chyba raczej dedykując grę fanom, niż siląc się na jakąkolwiek rywalizację z EA i Activision.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement