GamesCom: EA jak zawsze rewolucyjna

15.08.2012
GamesCom: EA jak zawsze rewolucyjna

Nie wiem czy ktoś już próbował konstruować na Spider’s Web nagłówki z tak oczywistym przekąsem i jak odbiło się to na redaktorskiej pensji, ale zaryzykuję i będę pierwszy. EA bowiem po raz kolejny na targach nikogo nie zaskoczyła, prezentując tytuły spośród których dobre 50% byłby w stanie wymienić ktoś, kto swoją przygodę z grami zakończył jakieś 10 lat temu.

EA ma w swoim katalogu kilka bardzo silnych marek wydawniczych, a jakiś czas temu zaczęła bardzo solidnie ten katalog wietrzyć, wprowadzając zupełnie nowe marki (na ten powiew załapało się między innymi Army of Two i Dead Space). Głupcem był jednak ten, kto myślał, że to zapowiedź nowych trendów. EA nie kryje się, że w głowie im tylko…

Sequele, sequele, sequele

Tradycyjnie już potwierdzono koronne sportowe marki wielkiego wydawcy, a nasz naród – wiadomo – piłkarski, szczególnie interesuje FIFA 13.  Koncern przez ostatnie miesiące trochę je podrasowywał, aktualizował i teraz znów mogą trafić w ręce ubóstwiających je graczy. Oprócz drobnych korekt w mechanice, nowych ruchów i takich tam detali, widać, że firma dalej chce atakować konkurentów swoim zapleczem i licencjami. Priorytetem FIFA 13 ma być szczególne integrowanie rozgrywki w grze z tym, co widzimy na prawdziwych boiskach. Nawet w czasie rzeczywistym, zwracając uwagę na telewizyjne szlagiery i formę zawodników.

Kolejnym sequelem jest Dead Space 3. Kosmiczna seria EA trochę jakby oklapła po fantastycznym debiucie, a trailero-gameplay trzeciej części nie budzi we mnie żadnych głębszych emocji. Jak się w ramach kontrastu przypomni zapowiedzi kilku ostatnich Mass Effectów, to aż dziwne, że EA nie postarało się trochę bardziej. To znaczy wiecie – są wybuchy i tym podobne, ale docelowo Dead Space był przecież horrorem. Wspominałem wprawdzie o tym, że amerykańscy gracze się bali i EA idzie na ustępstwa, ale w tym tempie w góra piątej odsłonie będziemy grali gumisiami!

EA potwierdziło też istnienie Battlefield Premium Edition, który zawierać będzie Battlefield 3 z dodatkami DLC i ukaże się na początku września. Firma niezbita z tropu planuje jednak po tym wszystkim wydawać kolejne dodatki. Co więcej, chętnych raczej nie zabraknie. Specjalna usługa abonamentowa – Battlefield Premium – ma prawie 1,5 miliona wiernych subskrybentów. Wspominałem niedawno, że na chwilę obecną EA może zresztą całkiem sprawnie funkcjonować wydając tylko w formie cyfrowej swoje tytułu. Jeśli ktoś nie lubi Battlefield, to EA zapewnia całkowitą wolność wyboru i na targach zaprezentowała także nowe Medal of Honor.

Nie tylko Dead Space 2, również druga część Crysisa okazała się pewnego rodzaju rozczarowaniem (choć trudno nawet konstruować konkretne zarzuty). O trójce wiemy póki co niewiele, wydawca dawkuje informacje. Na GamesComie opowiedziano nam o nowym trybie multiplayer zatytułowanym „Hunter’s mode”, który bardzo przypadł mi do gustu. Na mapie jest szesnastu zawodników, z czego czternastu to standardowi żołnierze, a dwóch – ukryci w kamuflażu łowcy. Ci ostatni atakują z ukrycia i zabijają wojaków, którzy po śmierci dołączają z kolei do obozu łowców, polując na dawnych kompanów. Brzmi strasznie fajnie, choć w pamięci mam jeszcze Crysisa, który bronił się raczej single playerem.

To już trzecia część strzelanki Army of Two, która chyba nigdy nie grała tak naprawdę w pierwszej lidze. Teraz ma jednak szansę się przebić, choć późne kariery nie są specjalnością gier komputerowych, ponieważ EA wzbogacił ją w silnik Frostbite 2. Obejrzyjcie sobie jak to wygląda na filmiku, który otworzył konferencję koncernu.

Need for Speed to i sequel i remake, prawdziwe combo. Intuicja podpowiada mi, że będzie to najbardziej sieciowa gra wyścigowa wszech czasów, zresztą o trybie multiplayer mówili właśnie pracownicy EA niemal przez całą część konferencji poświęconej nowej odsłonie NFS. Mam bardzo dobre przeczucia co do tej gry.

(Pozorny) powiew świeżości

Jedyną nową grą z gatunku „spekatkularnych” jaką na targach zaprezentowała ekipa EA, jest SimCity… czyli jakby nie patrzeć sequel liczącej sobie dobre dwie dekady serii. Jako jednak, że w dzisiejszych czasach o dobrą strategię czy tycoona trudno, SimCity kupuję w ciemno i z pocałowaniem w rękę. EA tym razem za dużo o zmianach się nie wypowiada, na pewno wykorzysta możliwości płynące z trybu multiplayer – wszystkie miasta na całym świecie mają na siebie wzajemnie oddziaływać i w jakiś tam sposób tworzyć wirtualną gospodarkę.

A ponadto na swojej konferencji koncern mówił też o rychłym wprowadzeniu na system Mac OS platformy Origin, a wraz z tym kompatybilnych gier. Wspominano o zmianach w module funkcjonowania Star Wars Online oraz zapowiedziano The Simpsons: Tapped Out, która trafi na mobilny system Apple.

Nihil novi

Nie trzeba być Sherlockiem Holmesem, żeby między wierszami powyższej notki nie wyczytać, że EA nie jest moim ulubionym wydawcą gier. Choć działa mniej więcej na tych samych regułach rynkowych co na przykład Ubisoft, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to właśnie EA od lat wszystkie swoje decyzje kieruje jedynie cyniczną chęcią zysku. Jeśli reformowali marki to nie dlatego, że od lat prosili gracze, tylko wtedy kiedy zaczęły spadać wyniki sprzedaży. Jeśli wprowadzali nowe marki gier, to nie dlatego, że mieli świetne pomysły – po prostu stare wyeksploatowali już do granic możliwości.

Wygląda na to, że EA nie uczy się na błędach, ani nie planuje być kreatywne ponad normę, by zapobiegać przyszłym kryzysom. Jakieś poszczególne pragnienia graczy nie są zresztą istotne, ponieważ koncern cały czas się bogaci. Z biznesowego punktu widzenia wszystko jest do przodu. A gry? Gry w EA to już tylko biznes…

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement