Facebook uniezależnił autorów stron WWW od Google

27.08.2012
Facebook uniezależnił autorów stron WWW od Google

Nawet dobre monopole są złe, a nikt nie ma chyba wątpliwości co do tego, że monopolistą powoli zostawało Google. W pozycji władcy internetu na konkurenta nie wyrósł mu jednak Wolphram, Yahoo! czy odgrażający się BING, a Facebook

Jeszcze do niedawna, jeśli nie było cię w Google, to można powiedzieć, że w internecie nie było cię wcale. Na chwilę obecną to stwierdzenie dalej jest niestety bardzo prawdziwe, na całe szczęście skuteczność jego nie jest stuprocentowa. A wszystko za sprawą mediów społecznościowych z Facebookiem na czele.

Tajemnice Google są niepojęte dla przeciętnego człowieka, firma często lubi podejmować rozstrzygające decyzje argumentowane wyłącznie własnym uznaniem, natomiast wszelka próba polemiki z Google jest utrudniona i bardzo często kończy się zbywającą formułką wygenerowaną przez automat. Kochamy Google, ale czy chcemy tego czy nie, ta jedna z największych światowych korporacji trawiona jest – jak wiele innych – wirusem biurokracji.

Dodajmy też nie do końca zrozumiałe przez wszystkich mechanizmy odpowiedzialne za wyświetlanie i kolejność poszczególnych stron w Google. Dały one początek całkiem nieźle prosperującego rynku SEO i pozycjonowania, jednak walka o pozycję w Google przyjmuje czasem wręcz kształt groteski, dziennikarze budują swoje artykuły pod wyszukiwarkę, powstają miliony „śmieciowych” stron tylko na potrzeby pozycjonowania, a na pierwszych miejscach dobrze prosperującej przeglądarki czasem zdarzają się witryny, których zdecydowanie nie powinno tam być. To ostatnie, to jednak na szczęście wypadki przy pracy, bo – pamiętajmy – Google wyszukiwarką jest wyśmienitą.

Nie zmienia to jednak faktu, że od czasu do czasu bez głębszej przyczyny potrafi „ukarać” porządną stronę swoistą degradacją w Google, ignorując tym samym jakiegoś średniaka od lat stosującego nieuczciwe praktyki. Dla niektórych witryn mogłoby stanowić to prawdziwy wyrok śmierci. I wtedy na scenę wchodzi Facebook.

Znam co najmniej kilku blogerów, sam zresztą nie wiem czy takim stanem rzeczy zmartwiłby się przesadnie na przykład Spider’s Web, którzy mówią wprost, że Google jest fajne, pomaga, itd., ale jeśli mieliby zrezygnować z obecności w Google, na rzecz swojego fanpage’a na Facebooku, bez cienia zawahania podziękowaliby internetowej wyszukiwarce. Jak się okazuje serwisy społecznościowe (a FB jest największym i najpopularniejszym z nich) przejęły częściowo role odpowiedzialne nie tylko za stały kontakt z fanami, ale też odkrywanie witryny przez nowych użytkowników.

Działa to w nieco inny sposób – poprzez marketing wirusowy, a nie odkrywanie odpowiedzi na precyzyjnie zadane pytania. W wielu wypadkach sprawdza się to jednak znakomicie. I tutaj w materii uniezależnienia od Google prym wiodą najpewniej blogerzy. Blogerzy często piszą o rzeczach oryginalnych, konstruują śmiałe tezy na tematy, których się nie googluje. Opierają się zresztą na swoich małych społecznościach, które pozwalają im dotrzeć do szerszego grona. O najpopularniejszym polskim blogerze, Kominku, pamiętamy często zresztą w kontekście jego zwady z Dr. Oetkerem i nieprzychylnych frazach w Google. Mimo to, jeszcze na długo przez erą polskiego Facebooka, cała fama rozeszła się głownie za pośrednictwem for dyskusyjnych i Wykopu, a nie internetowej wyszukiwarki.

Myślę jednak, że swojej googlowskiej degradacji nie przeżywałyby szczególnie mocno także witryny, które bronią się treścią multimedialną, a nie słowną. Facebook jest zdecydowanie ważniejszy dla Kwejka, Demotywatorów, Vimeo, a być może z czasem witryn wciąż jeszcze mocno w Google stojących, mimo wszystko opierających się jednak na chwytliwej treści (np. JoeMonster). Wiadomo natomiast, że jak na razie social media to zupełnie nie jest atrakcja dla firmy trudniących się usługami, szczególnie z tradycyjnego sektora. Wielką atrakcją byłoby dla nich jednak Google+ ze swoim +1, ale tylko przy założeniu, że serwis społecznościowy Google miałby chociaż połowę rzeczywistego zasięgu Facebooka.

Nie chcę za wszelką cenę przekonywać was do Facebooka, ponieważ miliony Polaków i prawie miliard ludzi na całym świecie już docenia jego rozwiązania, więc te kilka obrażonych, krytycznych komentarzy na Spider’s Web niczego w tej materii nie zmienia. Mamy natomiast do czynienia z kolejnym fenomenem technologiczno-socjologicznym, który zmienia ustalony lata temu porządek w sieci, w którym istnienie stron internetowych było zależne od katalogów i wyszukiwarek.

 

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement