80% krytyki Facebooka to efekt ignorancji jego użytkowników

21.08.2012
80% krytyki Facebooka to efekt ignorancji jego użytkowników

Lata 90′ w sieci wygrało chyba mimo wszystko Yahoo!, pierwsza dekada XXI wieku niekwestionowanie należy do Google‚a, zaś Facebook ma spore szanse by „zwyciężyć” drugą. Ten serwis, fenomen, wydarzenie, jako pierwszy na świecie połączył tak gigantyczną bazę osób, odsyłając nieco do lamusa e-mail, komunikatory czy podstawowe funkcje telefonów komórkowych. Na całym świecie korzysta z niego kilkaset milionów osób, jednak wielu internautów nie szczędzi mu także krytyki.

Jestem wielkim fanem Facebooka, ale w całej tej swojej sympatii staram się być też dość krytyczny – serwis ma swoje wyraźnie zauważalne wady. Jest ich kilka, natomiast najbardziej kreatywni internauci potrafią godzinami wyliczać jego niedoskonałości. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że – tak na moje oko – 80% zarzutów względem serwisu Zuckerberga to albo efekt nieznajomości mechanizmów jego funkcjonowania, albo zarzuty od samego początku oparte na złych fundamentach.

Facebook to strata czasu – popularny zarzut względem Facebooka, niestety poprawnym adresatem tego typu uwag powinny być problemy w samoorganizacji. Warto też dodać, że swego czasu podobnych argumentów używano wobec komputerów, a następnie internetu. Dziś trudno wyobrazić sobie życie bez nich we współczesnym świecie.

– Facebook wyłudza dane, rozsyła spam, wpuszcza wirusy – kolejna brednia związana jest z obecnością na Facebooku rozmaitych, zewnętrznych aplikacji. Wielu użytkowników często nie liczy się z konsekwencjami przyznawania stosownych uprawnień licznym aplikacjom, które kuszą ich chociażby konkursami z atrakcyjnymi nagrodami. To najprostsza i w zasadzie jedyna droga, by za pośrednictwem serwisu przekazać zewnętrznemu podmiotowi swoje imię, nazwisko czy adres e-mail. Winą Facebooka może być w tym wypadku jedynie przesadna wiara w inteligencję użytkowników, którzy bardzo rozsądnie SAMI i we WŁASNYM ZAKRESIE rozporządzają swoimi danymi. Jakby było tego mało – serwis wypunktowuje, które z nich dokładnie przekazujemy zewnętrznej firmie.

Na Facebooku możemy przeczytać tylko głupoty – bardzo powszechny argument przeciwników Facebooka, nieświadomych tego, że właśnie celują we własną stopę. Facebook jest serwisem społecznościowym, jego treść tworzą nasi znajomi. Jeżeli więc próbujemy obwiniać Facebooka o to, że musimy czytać głupoty, tak naprawdę przyznajemy się przed światem, że… kolegujemy się z głupkami… Sorry!

Facebook będzie robił koszulki z moim zdjęciem i sprzedawał je w Ameryce! – i wiele innych tego typu deklaracji jest efektem histerycznych mediów. Facebook to duża korporacja, która funkcjonuje w amerykańskim systemie prawnym, gdzie pozwy za szkodliwe papierosy czy zbyt gorącą kawę są na porządku dziennym. Prasa uwielbia robić burzę w szklance wody, dlatego swego czasu wmawiała facebookowiczom, że udzielają zgody na wykorzystywanie swojego wizerunku przez firmę Facebook i zawisną na billboardach. W rzeczywistości są to po prostu liczne metody asekuracji serwisu, który chce uniknąć irracjonalnych pozwów na przykład za pojawianie się naszych avatarów w ramkach fanów na stronach internetowych czy w różnych grach, np. od firmy Zynga.

Facebook niszczy ludzkie relacje – kolejny błąd! Zaawansowani użytkownicy Facebooka przyznają, że nie było dotąd bardziej efektywnego narzędzia do podtrzymywania znajomości. Co więcej, dzięki mechanizmowi Wydarzeń tworzenie masowych imprez, koncertów czy spotkań „w niewirtualnym świecie” stało się banalnie proste i od razu pozwala dotrzeć do setek docelowych odbiorców!

Facebook nie szanuje mojej prywatności, każdy może zobaczyć co się u mnie dzieje – błąd! Jednym z priorytetów Facebooka jest ochrona prywatności, która już po rejestracji konta ma dość restrykcyjne ustawienia. Przede wszystkim jednak Facebook dołącza całą gamę narzędzi, które pozwalają ustawić widoczność licznych elementów dla różnych grup znajomych, kryć się przed konkretnymi, a nawet zapisywać informacje czy galerie „tylko do własnej wiadomości”. Ustawienia prywatności są wysoce zaawansowane, pozwalają nawet na usunięciu profilu z wyników wyszukiwania Google. Natomiast trafny jest argument, że ustawienia te są nieco nieintuicyjne i rozrzucone w kilku różnych miejscach serwisu.

Facebook to spam od znajomych i z aplikacji – nawet najfajniejsi znajomi mogą mieć różne irytujące upodobania. Tablica Facebooka ma jednak masę przydatnych opcji konfiguracji, dzięki czemu niektórych znajomych możemy ukryć całkowicie, a nawet wybrać preferencje informacji na ich temat, które chcemy otrzymywać. Również pozbycie się nachalnych aplikacji, z który niektórzy niestety chętnie korzystają, nie stanowi większego problemu. Dwa szybkie kliknięcia z pułapu strony głównej Facebooka wystarczą, byśmy nigdy więcej nie usłyszeli słowa na temat np. FarmVille od kogokolwiek na Facebooku. Możemy ukryć każdą aktywność: polubionych stron, aplikacji, użytkowników.

Na moim Facebooku nie dzieje się nic ciekawego – specyfiką serwisów społecznościowych jest to, że zabawa na nich rozpoczyna się często mniej więcej od setki znajomych. Jest to szczególnie istotne właśnie na Facebooku, gdzie podstawą funkcjonowania jest tablica składająca się z tworzonych przez użytkowników treści. Warto uzbroić się w cierpliwość, szukać znajomych (których niezwykle celnie rekomenduje nam sam serwis), a także polubić kilka stron. Wielu użytkowników przyznaje bowiem, że Facebook to dla nich także rozbudowany czytnik RSS.

Facebook sprzedaje moje dane osobowe! – ta afera kosztowała Facebooka dość sporo, podobnie jednak jak większość wymienionych wyżej zarzutów, okazała się całkowitą bzdurą. Szybko wyjaśniło się bowiem, że danymi tak naprawdę handlowali twórcy… zewnętrznych aplikacji (patrz: akapit o aplikacjach). Facebook i tak zareagował stanowczo, a regulamin serwisu stał się jeszcze bardziej restrykcyjny. Wiadomo natomiast, że Facebook, podobnie jak Microsoft, Google, Apple i tysiąc innych firm w sieci, zbiera anonimowe statystyczne dane na temat swoich użytkowników. To powszechna praktyka, która pozwala zarabiać dzięki odpowiedniemu dopasowywaniu reklam. Znam parę osób, którym takie praktyki… przeszkadzają. Nie jestem jednak w stanie zrozumieć jak bardzo trzeba kochać samego siebie, by zbieranie anonimowych danych na temat naszego wieku czy upodobań, wkomponowanych w lawinę rówieśników, mogło dla kogokolwiek stanowić problem czy naruszenie prywatności.

Jak więc sami widzicie – nie taki ten Facebook straszny, jak go malują. Zresztą większość z Was doskonale o tym wie, w końcu to najpopularniejszy serwis społecznościowy świata, a i nad Wisłą wyrasta na pewną potęgę. Artykuł dedykuje tym internautom, którzy nie do końca wiedzą skąd bierze się sporadyczna krytyka Facebooka oraz – oczywiście – kilku brodatym informatykom-hipsterom, którym wydaje się, że przez obecność w konkurencyjnych serwisach społecznościowych, z których prawie nikt nie chce korzystać, walczą z systemem i stają się dzięki temu w jakiś sposób elitarni ;-).

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement