Za treści w Piano będziemy płacić dwa razy?

19.07.2012
Za treści w Piano będziemy płacić dwa razy?

Wczorajszym tematem numer 1 w polskiej branży medialnej jest Piano i zamknięcie za paywallem serwisów różnych wydawców w Polsce. Abonament, nadzieja dla “starych” mediów chcących wejść do internetu, rewolucja, zmiana obyczajów – ogólnie rewolucja. Moją wątpliwość budzi jednak to, czy wydawcy nie będą chcieli przenieść za paywalla Piano nawyków rodem z prasy – czyli płatna treść wsparta reklamami. To co działa od lat na papierze, w sieci niekoniecznie ma rację bytu. A w zasadzie nie ma żadnej.

Od dawna twierdzę, że chciałabym mieć możliwość wyboru na wielu serwisach, czy chcę wersję darmową, czy płatną. Wersja płatna oferowałaby dostęp do treści bez reklam. Wiem, że to nierealne i taki model nigdy się nie pojawi, jednak jako jeden z milionów internautów, który jest zmęczony coraz bardziej nachalną reklamą, kolorowymi boksami, czy nawet pop-upami, chciałabym mieć taki wybór. Reklama displayowa działa coraz słabiej, internauci z czasem zaczęli ignorować bannery, przyzwyczaili się do nich i wyrobili naturalną, szybką selekcję treści od pierwszego spojrzenia.

Dlatego też cena dotarcia do 1000 osób z reklamą displayową spadła do 11,50 dolara w roku 2011 z 13,35 dolara w 2009 (według SQUAD Inc, który śledzi negocjowane umowy reklamowe) i z 25 dolarów w 1998 roku – tyle kosztowało to u Yahoo. Reklamy stają się coraz agresywniejsze, musi być też ich coraz więcej, by zwracały się nakłady i by przynieść określony efekt.

Oznacza to, że taka światowa, uśredniona cena dotarcia do jednej osoby to 1,15 centa.

Teraz generalizuję, bo wiadomo, że nie są to sumy łatwe do policzenia, jednak zaokrąglając, patrząc na liczbę reklam na wiodących portalach mogę policzyć, ile mniej więcej jestem warta dla reklamodawców, czyli ile zarabia na mnie portal. Jako że skłonna byłabym płacić, by pozbyć się reklam na serwisach, na których spędzam dużo czasu, to znaczy, że wyświetla mi się tam całkiem sporo reklam. Ile jestem warta? 5-10 złotych tygodniowo, może miesięcznie?

Abstrahując jednak od tego – chętnie zapłaciłabym za pozbycie się reklam. Wiem, że nie tylko ja. Zapłaciłabym więcej, bo zdaję sobie sprawę, ze takie “wypisanie” z reklam powoduje zmniejszenie statystyk serwisu, tak ważnych dla reklamodawców.

A jeśli już płacę za dostęp do treści w sieci, to oczekuję braku reklam. Wiem – płatne nie znaczy bez reklam, przecież za prasę też płacę, a mimo wszystko są w niej reklamy i stanowią one większość przychodów. Internet działa na trochę innych zasadach. Raz, że daje dostęp do praktycznie nieograniczonych zasobów treści, i to z całego świata, dwa – wykształcił pewne niepisane umowy.

Od lat wszelkie konta premium przyzwyczaiły internautów, że w zamian za opłatę znikają reklamy plus pojawiają się dodatkowe funkcje. To taka niepisana umowa między twórcami treści a internautami – za darmo oznacza z reklamami, płatne bez reklam.Trochę niepokoją mnie więc informacje o tym, że Piano, czyli paywall, który już od września pojawi się na wielu polskich stronach, dając płatny dostęp do wybranych przez wydawców treści w ramach jednego abonamentu, będzie często funkcjonował niezależnie od reklam.

To od właściciela serwisu zależy, czy przy zamkniętych za paywallem treściach premium pojawią się reklamy. Przedstawiciele Piano poinformowali na Twitterze, że wiedzą, iż na razie tylko Murator zdecydował się na likwidację reklam za paywallem.

Niektóre serwisy postanowiły wykorzystać Piano do publikowania treści dostępnych dotychczas wyłącznie w druku, w gazetach i magazynach. Będą więc to typowe treści premium, których czytelnik nie znajdzie nigdzie indziej w sieci (prawdopodobnie). Jednak czy będą przy nich wyświetlane reklamy?

Bo jeśli tak, to będzie to znaczyło, że symbolicznie zapłaciłam za treść dwa razy – raz oglądając reklamy, a drugi raz wykupując abonament Piano. Jasne, reklamy mogą być mało dochodowe, jednak to oznacza, że serwisy policzyłyby sobie za taką treść całkiem sporo – takie premium premium.

Mam nadzieję, że przez te niecałe półtora miesiąca, który pozostał do pełnego uruchomienia Piano serwisy zastanowią się nad tym, czy warto wyświetlać reklamy przy płatnych treściach. Nie chcę złowróżyć, ale mam wrażenie, że Piano może nie być żadną rewolucją, zmianą przyzwyczajeń itp. Jeśli czytelnik zdecyduje się na kupno abonamentu, to do serwisu, na którym zapłacił, trafi niecałe 8 złotych. Niecałe 6 powędruje do Piano Media, a pozostałe niecałe 6 zostanie podzielone między inne serwisy Piano, na których bywa czytelnik. Nie jest to dużo, zwłaszcza jeśli czytelnik jest aktywny i “pochłania” dużo treści w polskiej sieci i będzie czytywał wiele serwisów Pi. A mam wrażenie, że taki będzie najbardziej skłonny zapłacić. Jeśli więc wydawcy stwierdzą, że Piano nie przynosi wystarczających zysków i zaczną serwować reklamy.

Nie wiem, jak Wy, ale ja uznam to za złamanie tej niepisanej umowy. Internet to nie prasa i wymusza szukanie nowych modeli zarobkowych. A do tego jeszcze długa i bolesna droga.

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement