Twórca gry Fez odmawia jej łatania. Powód? Obowiązkowy „haracz” dla Microsoftu

19.07.2012
Twórca gry Fez odmawia jej łatania. Powód? Obowiązkowy „haracz” dla Microsoftu

Twórca jednej z naglośniejszych gier niezależnych dla Xboxa 360 zapowiedział, że nie będzie łatał ani rozwijał swojej gry. Jeżeli jego uzasadnienie tej decyzji jest prawdziwe, to Microsoftowi chyba coś się w głowie przewróciło.

Fez to jedna z najciekawszych gier niezależnych ostatnich miesięcy. Powstawała wyjątkowo długo, a proces jej tworzenia został udokumentowany w genialnym filmie Indie Game: The Movie. W tej grze główny bohater, żyjący w platformówkowym, płaskim, dwuwymiarowym świecie odkrywa, że wszystko co zna, to iluzja. Świat jest w trzech wymiarach, i tylko on potrafi się po nich poruszać. Gra jest ciekawa i innowacyjna, zobaczcie sami:

FEZ LAUNCH TRAILER from POLYTRON on Vimeo.

Fez powstawał w bólach i trudach, co zresztą zostało udokumentowane w filmie. Premiera była przekładana dziesiątki razy z uwagi na ciągłe błędy i niedoróbki. Niestety, nie wszystkie wykryto do premiery. Gra pojawiła się w sklepiku Xbox Live Arcade z dużą ilością dość istotnych niedoróbek. Ilość klatek na sekundę potrafiła na kilka chwil spaść do minimalnej ilości, czas ładowania niektórych elementów był zbyt długi, a sama gra z rzadka potrafiła się zawiesić.

Studio Polytron posypało głowę popiołem i od razu wzięło się do pracy, by móc zaktualizować grę. Łatka była gotowa po paru tygodniach i… okazała się wielką wpadką. Faktycznie, usunęła błędy w grze, ale też wprowadziła nowe. Konkretniej, po instalacji niektórym graczom przestały działać zapisane stany gry. Jedyne, co tacy gracze mogli zrobić, to zacząć zabawę od nowa.

Microsoft szybko wycofał łatkę z Xbox Live Arcade, a Polytron zaczął pracować nad nową. Dziś jednak ogłosił, że jej nie wyda, a stara łatka zostanie przywrócona do pobrania dla gry Fez. Powodem są… opłaty za jej publikację, jakich żąda Microsoft.

Zespół odpowiedzialny za Xbox Live gruntownie testuje każdy nowy element opublikowany w sieci dedykowanej konsoli Xbox 360. Bada, czy oprogramowanie lub multimedia nie powodują niestabilności w pracy konsoli, uszkodzeń oprogramowania i tak dalej. Tyczy się to również dodatków, rozszerzeń i łatek. W razie braku problemów, przyznaje certyfikat i publikuje je na Xbox Live. Tyle że, jak się okazuje, za każdy sprawdzian pobiera opłaty rzędu kilkudziesiąt tysięcy dolarów.

Studio Polytron stwierdziło, że go na to nie stać. Opublikowało oświadczenie, że jest niewielkim studiem i płacenie każdorazowo kilkadziesiąt tysięcy dolarów nie jest dla niego opłacalne. Dlatego też nie wyda nowej łatki, a zleci Microsoftowi przywrócenie starej, opłaconej, tłumacząc, że usterka w owej łatce występuje niesamowicie rzadko  i przytłaczająca większość graczy (ponad 99 procent) nie ucierpiała. Z kolei nowa łatka może wprowadzić kolejne błędy, które trzeba będzie usuwać, a to oznacza kolejne opłaty.

To bardzo ciekawy przypadek. Z jednej strony Polytron, przy całej mojej sympatii do tej firmy, zwłaszcza po filmie, wykazuje tu szczyptę hipokryzji. Fez nie jest grą Microsoft Studios, jest dostępna wyłącznie na konsoli Xbox 360 tylko dlatego, że Polytron sam tak zdecydował. Na dodatek problemy z grą nie są winą Microsoftu, a właśnie Polytronu. Studio też zarobiło niemałe pieniądze na Fezie. Gra była eksponowana na Xbox Live Arcade i okazała się bestsellerem. Fez zarobił duże pieniądze, wykorzystując potencjał platformy Microsoftu.

Z drugiej jednak strony Xbox Live Arcade powstał z myślą o niezależnych twórcach gier, a nie każde studio tworzy bestsellery. Tak jak Polytron mógł wykazać się większą dozą szacunku do graczy, bo go na to stać, tak nie każda niezależna gra jest hitem na miarę Super Meat Boy’a czy Feza. Twórcy „umiarkowianie sprzedających się tytułów” mogą mieć faktycznie problem z publikacją łatek, bo faktycznie mogą nie mieć na to pieniędzy.

Doskonale rozumiem opłaty Microsoftu za publikację gry i doskonale rozumiem prowizję od sprzedaży. Wszak Microsoft udostępnia swoją platformę, zapewnia marketing więc dziwnym nie jest, że chce na niej zarobić, a nie dopłacać do interesu. Z drugiej jednak strony konieczność wnoszenia opłaty za bugfixy jest już kontrowersyjna. Rozumiem, że certyfikacja kosztuje roboczogodziny, ale czy to nie leży we wspólnym interesie Microsoftu i twórcy gry, by ta działała bezbłędnie na konsoli Xbox 360, lepiej niż na konkurencyjnych platformach? Może czas przemyśleć model biznesowy Xbox Live?

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement