Plotki: Activision Blizzard na sprzedaż, wśród chętnych Microsoft. Moore poprowadzi EA?

16.07.2012
Plotki: Activision Blizzard na sprzedaż, wśród chętnych Microsoft. Moore poprowadzi EA?

Nowy tydzień zaczynamy od rzucenia okiem na zachodni rynek gier i to tym razem w wydaniu biznesowym. Wiele ciekawego działo się bowiem w ciągu ostatnich kilku dni w największych firmach amerykańskiej branży. Wszystkie wieści to plotki, ale z gatunku plotek firmowanych przez Reutersa, a takich ignorować nie wypada. 

John Riccitiello to człowiek związany z Electronic Arts przez niemal całą swoją karierę zawodową. W 2004 roku odszedł z firmy, aby spróbować własnych sił w biznesie i poszło mu co najmniej mizernie. Elektronicy swego marnotrawnego syna przygarnęli jednak z powrotem trzy lata później, dając mu stanowisko CEO. Choć pod wodzą Riccitiello EA zmieniło się na lepsze, przestało wydawać na potęgę marne sequele sprawdzonych marek, wystartowało z platformą Origin, to nie jest on w stanie dowodzić skutecznie firmą. Tego zdania są akcjonariusze, a kiedy spojrzy się na ceny akcji EA w ciągu ostatniego roku, trudno odmówić im racji.

Tym samym coraz poważniejsze plotki na temat zmiany CEO są wysoce prawdopodobne. Zachodnie media w gronie faworytów wymieniają nazwisko w branży gier znaczące chyba jeszcze nieco więcej – Petera Moore’a, który od jakiegoś czasu dość sprawnie kształtuje politykę oddziału EA – EA Sports. Do zmiany miałoby dojść już 30 lipca. Moore w branży gier znany jest między innymi jako jeden z ojców konsoli Xbox, zanim stał się jednym z filarów Electronic Arts rozdawał bowiem karty w Microsofcie.

A skoro płynnie przechodzimy do firmy Steve’a Ballmera, również ciekawe wieści dobiegają z Redmond. Microsoft być może już niebawem zdecyduje się na sprawienie sobie Activision Blizzard. W tej materii wiele zależy od samego Vivendi, które posiada 60% udziałów w jednej z największy fabryk gier video w historii. Francuzi podobno bardzo poważnie rozważają pozbycie się pakietu wycenianego na mniej więcej 10 miliardów dolarów.

Rzecz w tym, że zachodnie źródła są dość podzielone w kwestii domniemanego zainteresowania ze strony Microsoftu. Z jednej strony w ewentualnym wyścigu niewątpliwie byłby faworytem, z drugiej – czytelnych sygnałów od Ballmera jest zdecydowanie zbyt mało.

Tymczasem stawka potencjalnych chętnych jest dość długa. Można w tym gronie wymienić firmy takie jak Blackstone, Time Warner czy – najbardziej intrygujący – Tencent. Ta ostatnia firma to azjatyckie studio, z którym Activision Blizzard współpracuje już od jakiegoś czasu. Tworzą razem między innymi Call of Duty: Online, którego ani nam (Europejczykom), ani Amerykanom nie dane będzie poznać. To byłaby w pewnym sensie sytuacja precedensowa, ale i trochę niepokojąca, gdyby ręce na jednej z największych growych korporacji położył chiński holding. Cóż – znamię czasów.

O ile co do decyzji o zmianie prezesa EA nie mam większych wątpliwości, a Peter Moore jest jednym z najlepszych ekspertów, który sprawdził się na dodatek w EA Sports, zastanawia mnie czy Microsoft włączy się do rywalizacji o Activision Blizzard. Twórcy systemu Windows w ostatnich latach dość szeroko rozszerzają pola manewru: kupili Skype, Nokie, działają na rynku konsolowym, mają też w swoim katalogu kilka ekip zajmujących się tworzeniem gier, żadna jednak nie jest takim molochem z takim dobytkiem jak Activision Blizzard właśnie – że o takich markach jak Call of Duty, Diablo, WarCraft czy StarCraft wspomnę.

Ewentualne przejęcie Activision Blizzard przez Microsoft intrygujące jest także z punktu widzenia rynku konsol. O ile Microsoft nie rzuci w „odstawkę” pecetów, którym dał zresztą ostatnio Xbox Live’a, tak zastanawiająca byłaby polityka firmy względem konsoli Sony Playstation. Sony ma swoje studia odpowiedzialne za tworzenia gier, a te niechętnie otwierają się na konkurencyjne platformy. Choć wydaje mi się to wątpliwe, Activision Blizzard jako ekskluzywny producent Xboksowy byłby niesamowitym asem w rękawie i zarazem… początkiem ery posiadania przynajmniej kilku konsol w każdym domu. Ale to tylko takie moje gdybanie. Czas pokaże.

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement