Patenty, patenty… ileż jeszcze można?

Blog Forum 19.07.2012
Patenty, patenty… ileż jeszcze można?

Od samego początku tzw. „wojen patentowych” zastanawiałem się dlaczego Apple nie pozywa Google. Wszak to ani nie Samsung, ani HTC ani żaden inny producent nie jest twórcą Androida. Twórcą tego systemu jest uwielbiany przez masy jak i niezastąpiony dla wielu niestrudzonych poszukiwaczy wiedzy wszelakiej Wujek Google. Lecz jego Apple nie pozwie, ponieważ jak to wyczytałem na sławetnej stronie Cult of Mac: proces taki ciągnąłby się w nieskończoność i pochłonąłby masę środków a i Google miałoby aż nadto czasu by dokonywać stosownych poprawek celem rozwleczenia procesu w czasie. Wobec tego Apple postanowiło uderzyć w producentów sprzętu na którym hula wspomniany wcześniej robocik. Każdemu się dostało po trochu ale ulubionym chłopcem do bicia został Samsung. O ile proces przeciwko Google ciągnąłby się w nieskończoność tak procesy przeciwko producentom… no właśnie ciągną się jak flaki z olejem, a zwycięstwa w tej wojence są znamienite: blokada Galaxy Nexusa S na kilka dni, blokada tabletu Tab 10.1 na nie krótszy czas. Pomijam to ile Samsung ma modeli w linii Galaxy, podobnie tabletów mu nie brakuje, może nie ma zatrzęsienia ale porównując z ofertą tabletową Nokii czy LG to wygląda jakby miał ich co najmniej pierdylion.

I teraz zastanawiam się co w swoich walizkach mają mili przedstawiciele z firmy Microsoft, że niedługo po wejściu do siedziby danego producenta wychodzą w umową licencyjną zadowalającą ich a pozostawiającą rezydentów opuszczanej siedziby w gorszym humorze niż przed ich wizytą. Microsoft się nie bawi w przesłuchania, mediacje i inne takie. Mili panowie na wejściu przedstawiają cel swojej wizyty, otwierają teczuszki z których wyjmują stosowne dokumenty i mówią ile się należy od jednej sztuki z zielonym robocikiem na pokładzie. I nikt się nie sprzeciwia, nie ma pozwów, kontrpozwów, mediacji (no może nikt poza Hamburgejros z Motoroli, którzy pod skrzydłami Wujka Duże G nieco się rozbrykali). Znakomita większość pyta tylko gdzie podpisać i jest zadowolona zamknąwszy drzwi za ww. panami. W tym momencie muszę zadać dwa pytania: 1) czy patenty Apple są po prostu cienkie jak sik pająka skoro nic nie potrafi nimi ugrać dla siebie? czy może 2) chodzi o coś innego? Wygląda mi na to że amerykańscy prawnicy są tańsi od ogólnie dostępnych mediów oraz reklamy w internecie. W myśl zasady „zróbmy szoł a będą o tym pisać tak długo jak uda nam się reanimować tego trupa nim ostygnie” reklama robi się sama. Ileż to dni minęło od ostatniego dnia wolnego od haseł „patenty, Apple, [nazwa dowolnego producenta sprzętu z Androidem ale najczęściej Samsung]”? Ani jeden bo ja przykładowo widziałem ich dzisiaj co najmniej 5.

Spoglądając wstecz sytuacja na samym początku tych potyczek sądowych w obydwu firmach wyglądała inaczej niż obecnie. Dla Samsunga dział telefonów był jednym z wielu, robili plastykowe zabaweczki i nie bez powodu wielu moich zacnych rodaków odnosiło się do nich jako „Szajsungi”. Ale jak się z czasem okazało, po włożeniu do tego plastiku odpowiedniego oprogramowania i ulepszeniu paru rzeczy można na tym sprzęcie zarobić, i to całkiem nieźle. Więc w bardzo krótkim czasie, jak to opisał kiedyś Przemek „Amazing Spiderman” Pająk ‚rekordowym, które trafi do podręczników o ekonomii’, przerobił dział telefonów na maszynę napędową swojej firmy. Po drugiej stronie dzisiejszej barykady było Apple, najbardziej innowacyjna firma technologiczna w owym czasie. Prowadzona przez geniusza i wizjonera, zakrzywiającego czasoprzestrzeń i pozostałe 4 wymiary Steve’a Jobsa, który naparzał „emejzingiem” dookoła jak Krecik ziemią w nowym kopcu. Śp. Steve miał odczucie, że cwaniaki z Google go okradli, jeden z umiłowanych protegowanych Andy Rubin pracował u konkurencji gdzie tworzył broń wycelowaną bezpośrednio w jego ukochane dziecko: iOS. Tak więc Steve wypowiedział wojnę, i to nie byle jaką bo termonuklearną. Niestety w międzyczasie Steve opuścił ziemski padół a przywództwo po nim przejął Tim Kucharz. I to nazwisko sugeruje niestety brak innowacyjności, bo korzysta ze sprawdzonych przepisów, które wymyślili ludzie przed nim a których go nauczono i nakazano stosować. I nie ma już emejzingu, nie ma parcia do przodu z pomysłami, w najlepszym przypadku jest udane kopiowanie pomysłów konkurencji.

Mamy teraz drugą połowę lipca 2012 roku. Za kilka dni proces między Apple a Samsungiem w USA stanie się rzeczywistością. A ja mam wrażenie że obydwie strony muszą spać w łóżkach, które zaścielili dla nich poprzednicy. Kucharz Tim dostał w spadku po Jobsie jego termonuklearną wojnę, którą pasowałoby wygrać skoro już się ją wypowiedziało lecz jak na mój gust prezes Tim wolałby dojść do jakiegoś sensownego konsensusu, może i jest dobrym strategiem ale nie ma duszy wojownika. Obecni włodarze Samsunga cierpią z powodu wcześniejszej postawy ich poprzedników, którą można podsumować jako „Hej patrzcie, my i Apple w tym samym nagłówku! Fajnie, nie?”. Samsung wszedł w sądowe potyczki gdy dział telefonów nie był jeszcze głównym źródłem przychodów w firmie. Teraz wraz ze wzrostem zysków wzrosły też stawki o które toczy się cała gra. W obecnym momencie przegrana dla Samsunga jest nie do pomyślenia, ponieważ jedna prawdziwa przegrana na największym póki co rynku konsumenckim na świecie tworzy precedens pozwalający na zablokowanie w USA każdego innego produktu z logiem Samsunga i zielonym robocikiem w środku. Choćby i był ich pierdylion, dywersyfikacja czy raczej wydawanie 5 klonów tego samego modelu w niczym nie pomoże.

A jakie ma to znaczenie dla nas tutaj w Polsce? Co z tego że w Stanach Szajsung walczy z Nadgryzionym? Przecież u nas wszystko jest dalej dostępne, produkty z obydwu stron barykady od ręki od zaraz. Ja patrzę na to wszystko z lekkim niepokojem, niby nic strasznego się póki co nie dzieje ale pierwszym niepokojącym sygnałem była wiadomość o „ogłupianiu” wyszukiwarki w Galaxy S3 by uniknąć pozwu ze strony Apple. Ja też nie uważam, że Samsung będzie robił dwie wersje oprogramowania: jedną międzynarodową i drugą dedykowaną na rynek amerykański spreparowaną pod Apple. Żyjemy w globalnej wiosce gdzie jak się okazuje wydarzenie na jednej stronie globu może wpłynąć w mniej lub bardziej wydatny sposób nie tylko na jeden region ale i cały glob. To na razie jedna jaskółka, ale wiem że nie chcę zobaczyć reszty tego stada.

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement