Microsoftowi może się udać. Za drugim razem.

Blog Forum 18.07.2012
Microsoftowi może się udać. Za drugim razem.

Prowadzenie biznesu w branży IT to cięzki kawałek chleba. Wprowadzenie nowego produktu na rynek wymaga znacznie więcej niż tylko kreatywności oraz umiejętności tworzenia innowacyjnych rozwiązań. Potrzebne są jeszcze fundusze umożliwiające rozwój i utrzymanie projektu przy życiu w czasie gdy kiepsko się on sprzedaje, a co za tym idzie – nie zarabia na siebie. W branży IT, podobnie jak każdej innej, bez pieniędzy nie ma drugich szans. To zaś gładko przenosi nas do Microsoftu. Firmy, której udaje się zazwyczaj własnie za drugim podejściem.

Nie ukrywam, nawet dla mnie owa teza brzm nieco absurdalnie. Jeśli jednak prześledzimy historię produktów prezentowanych przez giganta z Redmond w ostatnich latach zaczyna ona nabierać sensu. Zaznaczam przy tym, że kolejność przykładów jest całkowicie przypadkowa.

Na pierwszy ogień pójdą ostatnie systemy operacyjne Windows – konkretnie Vista i 7. Zainstalujcie je i spójrzcie na pulpit jaki ukazuje się waszym oczom świeżo po instalacji. Interfejs Aero, stonowane odcienie szarości… nie różnią się zbytnio, prawda? Mimo to Vista do dzisiaj, nawet po kilku latach i setkach łatek znana jest większości użytkowników jako wypełniony błędami potwór, którego używanie jest równie przyjemne jak masaż tajski wykonywany przez zapaśnika sumo ubranego w kolczaste buty dla himalaistów. Microsoft odrobił jednak lekcje – naprawił największe usterki, dodał kilka funkcji usprawniających nawigację po interfejsie i zaprezentował światu kolejną odsłonę okienek – Windows 7, który mimo wielkiego podobieństwa do swojego poprzednika zaskarbił sobie sympatię milionów. Naturalnie i on ma swoje problemy, ale porównójąc ilość malkontentów wśród użytkownikow Visty i „Siódemki” możemy mówić o dużym sukcesie.

Kolejny przykład łączy równiez odnosi się do pracy na komputerze. Mówimy tu oczywiście o MS Office. Jeszcze kilka lat temu wszystkie pakiety biurowe były do siebie bliźniaczo podobne – programy składające się na nie były po prostu w mniejszym lub większym stopniu klonami Worda, PowerPointa czy Excela. Potem świat ujrzał Office’a 2007. Gdy ja zobaczyłem go po raz pierwszy pomyślałem: „Co to do ciężkiej cholery jest?”. Nowy interfejs był zbytnim szokiem dla mnie i tysięcy innych szarych ludzi korzystających z wspomnianych wcześniej programów. Był nawet moment, w którym przerzuciłem się na OpenOffice’a – przyzwyczajenie się do nowego układu narzuconego przez Microsoft miało zająć wiele, wiele czasu. Po niecałych trzech latach prowadzona obecnie przez Steve’a Balmera firma wypuściła jednak Office’a 2010. W tym wypadku opinię opieram już wyłącznie na własnych doświadczeniach: czas uleczył rany, przezwyciężyłem niechęć do nowego wyglądu ulubionego pakietu. Teraz nie wyobrażam sobie pracy na jakimkolwiek konkurencyjnym rozwiązaniu. Po raz kolejny historia zatoczyła koło i Microsoft dokonał sprawnej ewolucji – za drugim razem.

Porzućmy jednak temat pracy i produktywności, czas na zabawę. Słowo klucz – Xbox. Jego pierwsza generacja nie miała łatwego życia. Konsola ta musiała walczyć z niesamowicie potężną konkurencją jaką było Sony PlayStation 2. Na domiar złego poza X-pudłem na rynku był również wypuszczony przez Nintendo GameCube. Mała ilośc exclusive’ów oraz wysoka cena sprawiły, że nie można tu mówić o sukcesie rynkowym. Microsoft nie zraził się jednak – wspomniana we wstępnie do notki gotówka zrobiła swoje. Panowie z Redmond zacisnęli zęby, otworzyli portfele i powiedzieli głośno: „Jeszcze raz!”. Reszta jak mawiają, jest historią. Xbox 360 przebojem wdarł sie na rynek. Kiedy Sony prezentowało PlayStation 3, konsola Microsoftu miała już ugruntowaną pozycję, szeroki wachlarz dostępnych tytułów i miliony fanów na całym świecie. W ostatnich latach, za sprawa Kinecta ich liczba (fanów) rozrosła się jeszcze bardziej.

Kończąc notkę chciałbym skupić się na obecnych wydarzeniach. Windows Phone 7 nie spełnił pokładanych w nim nadzieji. Wielkimi krokami zbliża się jednak premiera WP8 oraz desktopowej odsłony Okienek. Nie wolno zapominać również o spóźnionej odpowiedzi na iPada, jaką ma być Surface. Sukces tych produktów (w szczególności tabletu) stoi pod znakiem zapytania. Trzymam jednak kciuki za Microsoft. Dlaczego? Bo jestem pewien, że w wypadku porażki zacisną zęby, dopracują produkt i pokażą coś naprawdę wspaniałego.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement